W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,, Chłopak zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, a ja lekko zaśmiałam się i oczywiście zgodziłam. Pożegnałam się z nim przytuleniem, a potem wbiegłam do mieszkania i od razu wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, mijając leżącego na materacu Filipa. "
Zasnęłam dosyć szybko, otulona kołdrą. Chciałam jeszcze przemyśleć dzisiejszą rozmowę z Sylwią, ale sen mi to uniemożliwił.
Obudziłam się cała zlana potem. Śniło mi się, że spadałam w głęboką przepaść, a co gorsza - sama się w nią rzuciłam. Serce biło mi tak szybko, że myślałam, że zaraz wyskoczy mi z klatki. Przez kilka sekund, które zdawały się być wiecznością, nie mogłam złapać tchu. Przetarłam czoło ręką i próbowałam się uspokoić, jednak na marne. Wstałam ostrożnie, omijając materac przyjaciela i udałam się do kuchni. Wyjęłam z szafki szklankę, po czym nalałam sobie zimnej wody z kranu. W tej chwili do pomieszczenia weszła zaspana i zaniepokojona Grażyna. Spojrzała na mnie podejrzliwie, a ja na nią z pogardą.
- Nie śpisz? - zapytała w końcu.
- Jak widać, nie. - odburknęłam.
Spojrzałam na zegarek. Była 3;12. Wypiłam do końca wodę, opłukałam naczynie i odłożyłam szklankę na suszarkę obok zlewu. Potem oparłam się o stół i wpatrywałam się w matkę, która nadal stała w progu.
- Czemu? - kontynuowała rozmowę.
- Bo się obudziłam. Miałam zły sen. - odrzekłam cicho.
- Usłyszałam, że ktoś chodzi po domu i chciałam to sprawdzić. - uśmiechnęła się sztywno.
- Nie można już chodzić po własnym domu? - oburzyłam się.
- Co Ci się przyśniło? - zmieniła temat i podeszła bliżej mnie. Odruchowo się odsunęłam.
- Samobójstwo. - odpowiedziałam krótko i wróciłam do pokoju.
Leżałam przez jakiś czas nie mogąc zasnąć, ale w końcu się udało. Tym razem nic mi się nie przyśniło.
Obudziłam się około 6 nad ranem. Przetarłam twarz rękoma i odgarnęłam włosy do tyłu. Spojrzałam na Filipa, który jeszcze spał. Wstałam, uważając, żeby go nie obudzić i wyszłam z pokoju. Zawahałam się na korytarzu i nie wiedziałam, gdzie mam iść. Zdecydowałam się jednak na łazienkę, ponieważ w kuchni mogłabym zastać matkę.
Obmyłam twarz przy umywalce i spojrzałam na siebie w lustrze. Dokładnie obejrzałam każdy element swojej twarzy. Nieprawdopodobne, jak szybko się zmieniałam. Wyglądałam o wiele dojrzalej niż dziewczyny w moim wieku. Może to z powodu wszystkich tych doświadczeń i cierpienia, które przeszłam w życiu? Możliwe. Chwyciłam szczoteczkę do zębów, lekko ją zmoczyłam, a następnie nałożyłam pastę i zaczęłam szorować monotonnie zęby. Po skończonej czynności wypłukałam usta i odłożyłam przyrząd. Następnie wzięłam szczotkę do włosów i powoli rozczesywałam niesforne kosmyki. W tej chwili do pomieszczenia weszła Grażyna.
- Dzień dobry, skarbie. - uśmiechnęła się serdecznie.
- Dzień dobry? - prychnęłam. - Skarbie? - powiedziałam z ironią.
- Dlaczego jesteś taka niemiła i oziębła od pewnego czasu? - zasmuciła się.
- Jeszcze pytasz? Znowu zaczynasz to piekło, które kiedyś mi urządzałaś! Imprezy, co noc nowi faceci, może niedługo znowu zaczniesz nałogowo pić i stracisz pracę? Wyjdź, nie chcę na Ciebie patrzeć. - odwróciłam wzrok, a matka opuściła pomieszczenie.
Przebrałam się w ciuchy, które miałam pod ręką i zrobiłam lekki makijaż. Usłyszałam dźwięk, świadczący, że przyszedł SMS. Podbiegłam do telefonu i odczytałam wiadomość.
* Hej. * - napisała Sylwia.
* Cześć ;) * - odpisałam.
Nie dostałam odpowiedzi przez najbliższe dwie minuty, więc położyłam telefon na szafce i poszłam zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie kanapki z szynką i ogórkiem oraz herbatę do tego. Usiadłam przy stole i zaczęłam wsuwać swoje jedzenie. Zauważyłam, że chciała tu wejść Grażyna, ale kiedy mnie zobaczyła, zrezygnowała.
Kończyłam już posiłek, kiedy wszedł rozweselony Filip.
- Dzieńdoberek. - przywitał się radośnie.
- Cześć. - odpowiedziałam posępnie.
- Jakie plany na dziś? Może pójdziesz ze mną do kina? - zapytał z entuzjazmem.
Spojrzałam na niego ,,z dystansem" i prychnęłam. Posmutniał na chwilę, a potem znowu zaczął mnie namawiać. Prosił i prosił, a ja ciągle odpowiadałam krótkie ,,nie". W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam:
- Mam już plany na dziś.
- Tak? A jakie? - zdziwił się.
- Spotykam się z... Sylwią. - odburknęłam po chwili zastanowienia.
- To może Ci potowarzyszę?
Spojrzałam na niego wściekła, więc chyba zrozumiał, że się nie zgadzam. Posprzątałam po sobie i poszłam do pokoju, po czym rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam rozmyślać o ostatnich wydarzeniach. Nagle przypomniało mi się, jak przechodziły mnie dreszcze, kiedy Sylwia mnie ściskała lub całowała w policzek. To chyba musiał być znak. Nie chciałam sobie wymyślać, ale przecież gdyby było to dla mnie tylko koleżeńskie, nic bym nie czuła. Nigdy nie byłam z dziewczyną, więc nie mogłam wiedzieć jak to jest. To, że tak bardzo podobał mi się wygląd mojej przyjaciółki, chyba też nie było normalne. Eksperyment, który wymyśliłam musiał mi jakoś pomóc. Chciałam dowiedzieć się czegoś o orientacji Sylwii, ale także o sobie.
Moje przemyślenia przerwał Filip, który wszedł do pokoju i położył się obok mnie. Odsunęłam się.
- Co tu jeszcze robisz, skoro masz tyle planów? - zaśmiał się.
- Leżę i myślę. Moje plany zaczynają się później. - odwróciłam się do niego plecami.
- Milena, posłuchaj mnie. Wiem, że źle zrobiłem wtedy i ostatnio też. Nie wiedziałem, że masz jakiś konflikt z Sylwią, bo powiedziałaś, że rozmowa poszła dobrze. Myślałem, że nadal się przyjaźnicie i jest wszystko OK. - szturchnął mnie lekko w ramię. - Milena, przecież jesteśmy przyjaciółmi, tak? To znaczy, ja chcę być kimś więcej niż przyjacielem, ale jeśli nie to nie. Nie bądź na mnie zła, przepraszam.
Odwróciłam się i uśmiechnęłam się lekko, na znak, że mu wybaczam. Oparłam się na ramieniu i spojrzałam w jego oczy. Czekałam na dalszy rozwój sytuacji.
- Więc gdzie idziesz? - zaczął dopytywać.
- To, że Ci wybaczyłam, nie znaczy, że mam Ci wszystko mówić. Filip, zrozum, że nie chcę, żebyś tam ze mną szedł. To nasze prywatne spotkanie i chcemy omówić parę ważnych kwestii. Nie idziemy na żadną imprezę ani nie będziemy się bawić. - opadłam bezsilnie.
- Rozumiem. - zasmucił się. - Ale idziecie tylko we dwie? - zapytał.
- Tak. - przewróciłam oczami.
- Mhm. - odparł i podniósł się, a potem opuścił pokój.
Spojrzałam na zegarek. Dopiero po 10, a byłam umówiona na 17. Pomyślałam, że w sumie za ostro potraktowałam Filipa i postanowiłam zaproponować mu wyjście. Nie chciałam robić mu żadnej nadziei, ale przyjacielski wypad na miasto jeszcze nikomu chyba nie zaszkodził.
Zwlekłam się z łóżka i pobiegłam na chłopakiem. Dogoniłam go przed kuchnią.
- Przemyślałam sobie i w sumie mogę gdzieś z Tobą wyjść. Ale pamiętaj, że to tylko takie przyjacielskie wyjście, ok? - zaśmiałam się, łapiąc oddech.
- No pewnie! - ucieszył się. - Tylko się przebiorę i możemy iść. - krzyknął, zawracając do pokoju.
Pokiwałam głową z rozbawieniem. On naprawdę coś jeszcze do mnie czuł, ale nie mogłam i nie chciałam już z nim być. Po tym co mi zrobił, powinnam ograniczyć nasze kontakty do zera, ale poszłam na kompromis i zgodziłam się na przyjaźń. Wiedział, że nie ma u mnie szans, ale i tak robił sceny zazdrości i zachowywał się czasem, jakbyśmy nadal byli parą.
Niedługo potem wychodziliśmy już z klatki schodowej.
- Mam dla Ciebie tylko jakieś 3-4 godziny. Około 15 chcę być w domu. - oznajmiłam ze śmiechem.
Wyszliśmy na zewnątrz i nagle... zobaczyłam przystojnego bruneta o imieniu Mikołaj. Od razu zauważyłam jego radosne, niebieskie oczy. Odwróciłam wzrok i chciałam, żeby mnie nie zauważył. Wiedziałam, że między chłopakami może powstać spina. Pociągnęłam Filipa za rękaw, aby szedł szybciej, jednak to nie pomogło.
- Twój znajomy do Ciebie macha. - powiedział chłopak, poddenerwowany.
- Nieważne. Chodź. - odburknęłam i przyspieszyłam kroku.
- Biegnie tu. - wyszeptał.
Niedługo potem usłyszałam za plecami znajomy głos. Odwróciłam się i uśmiechnęłam sztucznie. Nie miałam już wyjścia, musiałam z nim pogadać, ale też jak najszybciej spławić.
- Hej, Mikołaj. Co tam? - zapytałam pierwsza.
- Cześć. Nic ciekawego, zauważyłem Cię i chciałem się przywitać. A co u Ciebie? - pokazał swoje idealne uzębienie.
- Tak samo. Właśnie idę z Filipem na cmentarz do jego rodziców. - skłamałam.
- Och, przykro mi. To nie będę Was zatrzymywał. Widzimy się później, tak?
- Taaa... - odpowiedziałam cicho i poczułam uścisk na swojej dłoni.
Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy. Szłam w milczeniu przez chwilę, a później poczułam ten sam uścisk i zatrzymałam się.
- Widzimy się później? Co to miało znaczyć? - zapytał zdenerwowany Filip.
- Nie wiem... - skłamałam. Nie mogłam powiedzieć mu, że idę jeszcze z nim, bo urządziłby mi jakąś awanturę, chociaż nie miał do tego prawa. Po prostu chciałam mieć spokój. - Może chciał się potem zobaczyć, ale zabrzmiało to jakbyśmy byli umówieni. Chodź już. - ucięłam.
- Czemu powiedziałaś, że idziemy na cmentarz?
- Żeby nie zatrzymywał nas długo.
Poszłam z Filipem do kina na komedię, potem zahaczyliśmy jeszcze o kawiarnię. Naprawdę miło spędziłam czas, ale chciałam już wracać. Powiedziałam, że będę już się zbierała, więc on też zrobił to samo. Weszliśmy do domu, a ja od razu się przebrałam. Było już grubo po 15, a właściwie prawie 16. Musiałam coś jeszcze przekąsić, umyć zęby i poprawić makijaż. Zabrałam się za to i o 16;30 byłam już pod blokiem, gdzie czekał na mnie Mikołaj. Przywitał się uściskiem i ruszyliśmy w umówione miejsce. Całą drogę pytał, gdzie idziemy i co to za eksperyment. Zdradziłam mu tylko tyle, że idziemy w sekretne miejsce, że pozna moją przyjaciółkę i że może się bardzo zdziwić. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie powiedziałam gdzie i kiedy mamy się spotkać. Pewnie dlatego napisała do mnie. Wyjęłam z kieszeni telefon i od razu odczytałam wiadomości.
* Gdzie mamy się spotkać? I kiedy? *
Następna wiadomość: * Co to za eksperyment? *
Z prędkością światła wystukałam na klawiaturze, że dzisiaj o 17 ma przyjść w ,,nasze miejsce". Była 16;45, może zdąży się przygotować i dojść na miejsce.
Tymczasem ja z Mikołajem byliśmy prawie na miejscu. Kiedy doszliśmy, musieliśmy poczekać jeszcze z 10 minut na moją przyjaciółkę. W międzyczasie Mikołaj zachwycał się miejscem, a ja mu w tym wtórowałam. Kiedy wreszcie dotarła do nas dziewczyna, zapoznałam ich ze sobą, a następnie ustałam naprzeciwko nich i zaczęłam mówić:
- Oboje zastanawiacie się, co wymyśliłam. Już wyjaśniam. Po ostatnim wyznaniu Sylwii... - tutaj wytłumaczyłam wszystko chłopakowi - zaczęłam zastanawiać się nad sobą. - opowiedziałam im o swoich przemyśleniach. - Chciałam więc, żebyśmy się tutaj spotkali i zrobili taki dosyć głupi eksperyment, który ma polegać na tym, że... pocałuję Was obydwu. Chcę zobaczyć, czy spodoba mi się bardziej z dziewczyną czy z chłopakiem. - spuściłam wzrok, zawstydzona swoim pomysłem.
- To dziwne, ale w porządku. - wyszczerzył zęby Mikołaj.
- Niech będzie. - posmutniała Sylwia.
Najpierw podeszłam do dziewczyny. Spojrzałam w jej smutne oczy i złożyłam na jej wargach czuły pocałunek. Kiedy skończyliśmy, podeszłam do Mikołaja. Zaczęliśmy się całować i w tej chwili wpadł Filip i powalił nowego znajomego na ziemię. Zaczęli się bić, ale Mikołaj miał przewagę. W końcu uspokoili się i podnieśli się, poprawiając ubrania.
- Filip! Co Ty tu robisz, do cholery? - oburzyłam się. - Śledziłeś mnie?!
- Podejrzewałem, że się z nim spotkasz, ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Z trudem patrzyłem na Twój pocałunek z przyjaciółką, ale... - teraz zwrócił się do chłopaka - jakim prawem Ty ją całujesz?
- Sama chciała, przecież to nie był mój pomysł! Odwal się! - odezwał się niebieskooki brunet.
- Filip, nie jestem z Tobą i już nigdy nie będę! To Ty nie masz prawa się wtrącać w moje życie! Idź stąd! - wkurzyłam się.
Chłopak spojrzał na mnie rozczarowany i odszedł. Zapytałam Mikołaja, czy nic mu nie jest. Odpowiedział, że wszystko w porządku.
- Milena, powiedz. Co zdecydowałaś? - zapytała przyjaciółka.
Witajcie, kochani! Dzisiaj taki dłuższy rozdział! Piszcie, czy się podoba. Mała zagadka na koniec! Następny rozdział na 3000 wyświetleń! Jak szaleć, to szaleć! Trzymajcie się!
Blog, opowiadający o młodej dziewczynie, która musi zmagać się codziennie z nowymi problemami. Nie pomaga jej matka, która wręcz dokłada jej kłopotów, a czasami jest ich głównym powodem. Historia coraz bardziej się rozwija, a w każdym rozdziale pojawia się coś nowego.
czwartek, 21 lipca 2016
czwartek, 14 lipca 2016
Rozdział 43
W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,, Zostawiłam pieniądze, żeby nie robić im kłopotu i żeby nie musieli za mnie płacić.
,, Zostawiłam pieniądze, żeby nie robić im kłopotu i żeby nie musieli za mnie płacić.
- Ale zaczekaj! O co chodzi? - usłyszałam głos Filipa za plecami, ale nie odwróciłam się ani nie zatrzymałam.
Wyszłam na zewnątrz, a chłodny oddech zasypiającej Warszawy rozwiał moje włosy. "
Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie. Kiedy zauważyłam, że ktoś wyszedł z kawiarenki, przyspieszyłam kroku. Nie miałam ochoty teraz z nikim rozmawiać. Sylwii nie miałam nic do powiedzenia, a na Filipa byłam zła.
Szłam tak dłuższy czas, kiedy nagle z ciemności wyłonił się jakiś chłopak i wpadł na mnie.
- Ojeju, przepraszam bardzo. - zawstydził się.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się smutno i spojrzałam w jego błękitne tęczówki.
- Powinienem patrzeć, gdzie idę. - zaśmiał się nerwowo. - Nie jest Ci zimno? - zapytał.
- Nie. Mam sweterek. - chwyciłam za ubranie i lekko je podniosłam w okolicy klatki.
Chłopak uznał, że to zbyt letnie ubranie jak na taką porę i podarował mi swoją kurtkę. A wręcz mi ją wcisnął, gdyż ciągle odmawiałam. Potem zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. Mówiłam, że nie ma potrzeby, poradzę sobie sama i że mieszkam dość daleko stąd, więc nie chcę mu robić kłopotu. Tym bardziej nalegał i twierdził, że o tej porze Warszawa nie jest bezpieczna. Uśmiechnęłam się tylko lekko i ruszyłam, a chłopak poszedł za mną.
- Wyglądasz na przygnębioną. Coś się stało?
- Nie. Miałam małą sprzeczkę z przyjaciółmi. Nic wielkiego. - odparłam szeptem.
Przecież nie powiem obcej osobie, że moja przyjaciółka okazała się być zakochaną we mnie lesbijką, były chłopak wciąż mnie kocha i mnie jeszcze wkurzył, a matka ponownie robi mi piekło w domu. Wolałam to przemilczeć i wymyślić inny, błahy powód.
Kiedy dotarliśmy pod mój blok, grzecznie podziękowałam za odprowadzenie, oddałam kurtkę i chciałam wejść do budynku, jednak poczułam uścisk na swoim nadgarstku.
- Mikołaj. - powiedział brunet.
Nie zrozumiałam, o co mu chodzi, więc uśmiechnęłam się jak idiotka. Kiedy ,,ogarnęłam", że właśnie mi się przedstawił, zaczerwieniłam się ze wstydu. Jak mogłam być tak niedomyślna? Pewnie pomyślał, że jestem jakaś głupia. Jak mogłam wypaść tak źle przed takim przystojnym chłopakiem?
- Milena. Miło mi Cię poznać. - odpowiedziałam w końcu.
- Ymmm... - zawahał się. - Mogę Cię... no wiesz... przytulić? Tak na pożegnanie. - spuścił wzrok na buty, ale po chwili wyszczerzył się i pokazał swoje idealnie równe i białe zęby.
Nic nie powiedziałam tylko rozłożyłam ręce i zaśmiałam się. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i przytulił przelotnie.
- Pójdę już. - powiedziałam w końcu i nie oglądając się weszłam na klatkę.
Weszłam na swoje piętro i otworzyłam drzwi. Słyszałam, jak Grażyna z kimś rozmawia. Weszłam do kuchni i zauważyłam, że siedzi tam w samej seksownej bieliźnie, z jakimś facetem. Nie był to ani Artur, ani facet z poprzedniej nocy, ani nikt kogo znałam. Czyli przyprowadziła sobie kolejnego.
- Och, kochanie... - powiedziała, czerwieniąc się, kiedy mnie dostrzegła. - Co Ty tu robisz?
- Mieszkam. - warknęłam ze złością, po czym zabrałam się i poszłam do swojego pokoju.
Po około godzinie usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, a potem do pokoju weszła Grażyna.
- Nie wiedziałam, że tak szybko wrócisz. To nie tak jak myślisz. Możemy pogadać? - zapytała.
- Wyjdź. Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać ani nawet na Ciebie patrzeć.
Matka posmutniała, ale wykonała moje polecenie. Ja w tym czasie podniosłam się i poszłam do łazienki. Wykąpałam się, umyłam zęby i przebrałam się w wygodną piżamę. Poszłam spać.
Rano obudził mnie Filip, który nalegał, żebym się obudziła. W końcu uległam i wrzasnęłam, że przecież nie śpię.
- Wczoraj rozmawiałem długo z Sylwią. Pogodziliśmy się, jakby Cię to interesowało. Nie powiedziała mi, o co dokładnie Ci chodzi, ale prosiła, żebym Ci przekazał, że chce z Tobą pogadać. Powiedziała też, żebyś pojawiła się o 15 w ,,waszym miejscu". Powinnaś wiedzieć, gdzie to. - oznajmił.
- A która jest teraz godzina? - zapytałam, ziewając.
- Prawie 8.
Wytrzeszczyłam na niego oczy i ochrzaniłam, jakim prawem mnie budzi o tej porze. Jako, że już się rozbudziłam, wstałam i poszłam się ubrać oraz umyć zęby. Później postanowiłam trochę posprzątać w pokoju, więc wygoniłam Filipa, uprzątnęłam porozwalane ubrania, zgarnęłam śmieci do worka, a na koniec położyłam na podłodze materac i zaścieliłam go. Ubrałam buty i wyszłam ze śmieciami. Wychodząc z klatki, usłyszałam za sobą znajomy krzyk.
- Milena, czekaj!
Odwróciłam się i ujrzałam za sobą poznanego wczoraj chłopaka. Zaczekałam, aż do mnie dobiegnie, a potem przywitałam się z nim.
- Cześć, Mikołaj. - uśmiechnęłam się.
- Co robisz? - odwzajemnił gest.
- Idę wynieść śmieci. - zaśmiałam się, podnosząc worek. - Trochę sprzątałam. - powiedziałam żartobliwie.
Zaproponował, że ,,odprowadzi" mnie do kontenera, a potem możemy się gdzieś przejść. Zgodziłam się z miłą chęcią. Kiedy wyrzuciłam już worek, ruszyliśmy w kierunku centrum miasta. Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, a potem postanowiłam przerwać ciszę.
- Teraz zawsze będziesz mnie wszędzie odprowadzał? - zaśmiałam się krótko.
- Jeśli zechcesz. - uśmiechnął się szeroko i poruszył brwiami. Zaśmiałam się, gdyż wyglądał zabawnie.
Usiedliśmy na pobliskiej ławce i obgadywaliśmy ludzi, głośno się śmiejąc. Wiem, że tak nie można, ale mieliśmy naprawdę niezły ubaw.
- Jesteś naprawdę ładna. - klepnął moje udo. Spojrzałam na niego podejrzliwie, z przymrużonymi oczami, po czym zaśmiałam się.
- To Twój sposób na podryw? - powiedziałam niby kpiąco.
- Można tak powiedzieć. - zażartował.
Spojrzałam na zegarek w telefonie i spoważniałam. Była już 14, a za godzinę miałam spotkać się z Sylwią.
- Dziękuję za przemiłe popołudnie, ale niestety muszę iść. Umówiłam się. - spojrzałam przepraszająco.
- Rozumiem. Odprowadzę Cię. - podniósł się z miejsca.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i ruszyliśmy w kierunku mojego mieszkania. W drodze jeszcze raz podziękowałam za mile spędzony czas, a on zażartował, że zrobił to specjalnie, żeby mnie rozśmieszyć. Domyśliłam się jednak, że to nie jest zwykły ,,żart".
Pod blokiem powiedziałam bezgłośne ,,dzięki" i pomachałam na pożegnanie. Weszłam na klatkę schodową i ponownie poczułam, jak ktoś chwyta mnie za rękę. Odwróciłam się z myślą, że to przystojny brunet chciał pożegnać się w inny sposób, ale kiedy odwróciłam się, ujrzałam twarz Filipa.
- Kim był ten chłopak? - nasze twarze dzieliły tylko centymetry.
- Znajomy, a co? Chyba nie powinno Cię interesować z kim się zadaję. - odburknęłam.
- A co jeśli Ci powiem, że jestem o niego zazdrosny? - wkurzył się i ścisnął mój nadgarstek.
- To sobie bądź. - odpowiedziałam. - Błagam, przecież z Tobą śpię w jednym pokoju, a bronisz spotkać mi się z miłym kolegą?
- I właśnie dlatego Ci bronię. - puścił moją rękę i nerwowo wszedł po schodach. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i poszłam za nim do mieszkania.
Zdjęłam buty i poszłam do swojego pokoju, żeby uniknąć spotkania matki. Przebrałam się i z powrotem wyszłam na dwór. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Była 14.45. Miałam 15 minut, żeby dojść do dębowego lasku na spotkanie z Sylwią. Nie chciałam się spóźnić, bo wiedziałam, że pomyśli sobie, że nie zamierzam przyjść. Przyspieszyłam kroku i dotarłam na miejsce równo o umówionej godzinie.
Sylwia już czekała. Podeszłam do niej i nie wiedziałam jak zareagować. Ucałowałam przelotnie jej policzek, żebym nie wyszła na obrażoną albo złą. Jeszcze chwilę stałyśmy w ciszy, po czym przyjaciółka powiedziała ze smutkiem:
- Dlaczego mnie unikałaś? Nie chcesz mnie już znać, ze względu na moją orientację, tak?
- To nie tak. Przepraszam za moje zachowanie. Nie chciałam, żebyś pomyślała, że Cię unikam. Po prostu jeszcze nie byłam gotowa na tą rozmowę. - opuściłam głowę.
- A teraz jesteś? - spytała nieśmiało swoim słodkim głosikiem, co sprawiło, że chciałam ją przytulić.
- Tak. - potarłam nerwowo kark. - Posłuchaj... Jesteś moją przyjaciółką. Nieważne, co by się stało zawsze nią będziesz. Moim obowiązkiem jest akceptować Cię i wszystko co z Tobą związane.
- Akceptujesz mnie tylko ze względu na obowiązek? - zasmuciła się.
- Oczywiście, że nie. Miałam na myśli, że nie mam nic do osób homoseksualnych i chcę, żebyś wiedziała, że Cię akceptuję. Zawsze i wszędzie. - uśmiechnęłam się, jednak ona nie odwzajemniła mojego gestu.
- Tylko, że ja bym chciała coś więcej. Więcej niż przyjaźń. - zasmuciła się znowu.
- Sylwia, nigdy nie byłam z dziewczyną. - zakłopotałam się.
Nastała chwila milczenia. Wiedziałam, że jest jej przykro. Miała łzy w oczach. Podeszłam do niej i ją przytuliłam, bo nie mogłam dłużej patrzeć. To tak jak nieodwzajemniona miłość, głupi lesbijski friendzone. Było mi jej naprawdę żal, ale nie mówiłam nic.
- Masz rację. Nie mogę Cię o to prosić. Co ja sobie myślałam? Że wyznam Ci miłość, a Ty od razu rzucisz się w moje ramiona i powiesz, że też mnie kochasz? Jestem żałosna. - mówiła wściekła na samą siebie. Wyrwała się z moich objęć i zapłakana pobiegła do domu.
Chciałam ją zatrzymać, ale to nie miało sensu. I tak by nie wróciła. Musiała to sobie przemyśleć, po prostu. Ja tym czasem wróciłam do domu i rzuciłam się na łóżko, zanosząc się płaczem. Nie wiem dlaczego.
Spostrzegłam, że jest już po 17. Długo zajęła mi ta rozmowa i powrót. Po kilku minutach leżenia poszłam się wykąpać. Do łazienki wtargnął mi Filip, ale na szczęście zdążyłam się owinąć ręcznikiem. Szybko go wygoniłam i dokończyłam relaksację. Potem poszłam do pokoju, unikając matki, i wzięłam do ręki telefon. Szybko wystukałam na klawiaturze:
* Wszystko w porządku? *
Odbiorcą była Sylwia. Wysłałam wiadomość i nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
* Nie za bardzo. *
* Wszystko będzie dobrze, naprawdę. Musimy zrobić pewien eksperyment. Jest trochę głupi, ale może zadziałać. Słodkich snów. Dobranoc. * - napisałam.
* Dobranoc ;) * - odpisała niemal natychmiast.
Wstałam i zarzuciłam na siebie szlafrok, po czym opuściłam mieszkanie. Wybiegłam z bloku i rozglądałam się wokoło. Szukałam tej jednej, jedynej znajomej twarzy. Pobiegłam dalej. Nigdzie go nie było. W końcu znalazłam go w parku.
- Przyjdź pod mój blok jutro o 17, jeśli nie masz nic do zrobienia.
- W porządku, a coś się stało? Dlaczego jesteś w samym szlafroku?! Zaraz się przeziębisz! - okrył mnie kurtką.
- Dowiesz się jutro, a to... - wskazałam na swoje ubranie - to tak na szybko. Musiałam pilnie Cię znaleźć.
Chłopak zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, a ja lekko zaśmiałam się i oczywiście zgodziłam. Pożegnałam się z nim przytuleniem, a potem wbiegłam do mieszkania i od razu wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, mijając leżącego na materacu Filipa.
Zdjęłam buty i poszłam do swojego pokoju, żeby uniknąć spotkania matki. Przebrałam się i z powrotem wyszłam na dwór. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Była 14.45. Miałam 15 minut, żeby dojść do dębowego lasku na spotkanie z Sylwią. Nie chciałam się spóźnić, bo wiedziałam, że pomyśli sobie, że nie zamierzam przyjść. Przyspieszyłam kroku i dotarłam na miejsce równo o umówionej godzinie.
Sylwia już czekała. Podeszłam do niej i nie wiedziałam jak zareagować. Ucałowałam przelotnie jej policzek, żebym nie wyszła na obrażoną albo złą. Jeszcze chwilę stałyśmy w ciszy, po czym przyjaciółka powiedziała ze smutkiem:
- Dlaczego mnie unikałaś? Nie chcesz mnie już znać, ze względu na moją orientację, tak?
- To nie tak. Przepraszam za moje zachowanie. Nie chciałam, żebyś pomyślała, że Cię unikam. Po prostu jeszcze nie byłam gotowa na tą rozmowę. - opuściłam głowę.
- A teraz jesteś? - spytała nieśmiało swoim słodkim głosikiem, co sprawiło, że chciałam ją przytulić.
- Tak. - potarłam nerwowo kark. - Posłuchaj... Jesteś moją przyjaciółką. Nieważne, co by się stało zawsze nią będziesz. Moim obowiązkiem jest akceptować Cię i wszystko co z Tobą związane.
- Akceptujesz mnie tylko ze względu na obowiązek? - zasmuciła się.
- Oczywiście, że nie. Miałam na myśli, że nie mam nic do osób homoseksualnych i chcę, żebyś wiedziała, że Cię akceptuję. Zawsze i wszędzie. - uśmiechnęłam się, jednak ona nie odwzajemniła mojego gestu.
- Tylko, że ja bym chciała coś więcej. Więcej niż przyjaźń. - zasmuciła się znowu.
- Sylwia, nigdy nie byłam z dziewczyną. - zakłopotałam się.
Nastała chwila milczenia. Wiedziałam, że jest jej przykro. Miała łzy w oczach. Podeszłam do niej i ją przytuliłam, bo nie mogłam dłużej patrzeć. To tak jak nieodwzajemniona miłość, głupi lesbijski friendzone. Było mi jej naprawdę żal, ale nie mówiłam nic.
- Masz rację. Nie mogę Cię o to prosić. Co ja sobie myślałam? Że wyznam Ci miłość, a Ty od razu rzucisz się w moje ramiona i powiesz, że też mnie kochasz? Jestem żałosna. - mówiła wściekła na samą siebie. Wyrwała się z moich objęć i zapłakana pobiegła do domu.
Chciałam ją zatrzymać, ale to nie miało sensu. I tak by nie wróciła. Musiała to sobie przemyśleć, po prostu. Ja tym czasem wróciłam do domu i rzuciłam się na łóżko, zanosząc się płaczem. Nie wiem dlaczego.
Spostrzegłam, że jest już po 17. Długo zajęła mi ta rozmowa i powrót. Po kilku minutach leżenia poszłam się wykąpać. Do łazienki wtargnął mi Filip, ale na szczęście zdążyłam się owinąć ręcznikiem. Szybko go wygoniłam i dokończyłam relaksację. Potem poszłam do pokoju, unikając matki, i wzięłam do ręki telefon. Szybko wystukałam na klawiaturze:
* Wszystko w porządku? *
Odbiorcą była Sylwia. Wysłałam wiadomość i nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
* Nie za bardzo. *
* Wszystko będzie dobrze, naprawdę. Musimy zrobić pewien eksperyment. Jest trochę głupi, ale może zadziałać. Słodkich snów. Dobranoc. * - napisałam.
* Dobranoc ;) * - odpisała niemal natychmiast.
Wstałam i zarzuciłam na siebie szlafrok, po czym opuściłam mieszkanie. Wybiegłam z bloku i rozglądałam się wokoło. Szukałam tej jednej, jedynej znajomej twarzy. Pobiegłam dalej. Nigdzie go nie było. W końcu znalazłam go w parku.
- Przyjdź pod mój blok jutro o 17, jeśli nie masz nic do zrobienia.
- W porządku, a coś się stało? Dlaczego jesteś w samym szlafroku?! Zaraz się przeziębisz! - okrył mnie kurtką.
- Dowiesz się jutro, a to... - wskazałam na swoje ubranie - to tak na szybko. Musiałam pilnie Cię znaleźć.
Chłopak zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, a ja lekko zaśmiałam się i oczywiście zgodziłam. Pożegnałam się z nim przytuleniem, a potem wbiegłam do mieszkania i od razu wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, mijając leżącego na materacu Filipa.
wtorek, 12 lipca 2016
Rozdział 42
W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
- Milena... Ja jestem homoseksualna. Jestem lesbijką i już dawno zakochałam się w Tobie. - wybuchnęła płaczem. "
Przytaknęłam. Poinformowała mnie, że Filip wyszedł do ,,kolegów", ale w rzeczywistości wiedziałam, że poszedł po swoją dawkę. Chyba też powinnam tak zrobić, a poza tym spacer na pewno dobrze by mi zrobił. Zaczekałam na jedzenie, zjadłam, a potem ubrałam się w białą koszulkę, na to nałożyłam sweterek w tym samym kolorze i rurki. Uczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Pożegnałam się z matką, nie wspominając nic o nocnym zajściu. Wyszłam na klatkę schodową i wzięłam głęboki wdech. Wyszłam z bloku i udałam się w kierunku dworca. Szłam powoli, rozmyślając. Co powinnam powiedzieć Sylwii? Czemu Filip wciąż ze mną śpi? Porozmawiać z Grażyną, czy udawać, że nic nie wiem? Takie i inne myśli przelatywały przez moją głowę przez całą drogę. W końcu dotarłam na miejsce. Zapukałam i weszłam, nie czekając na zaproszenie. Od razu skierowałam się do kuchni, gdyż wiedziałam, że tam znajdę najmilszą z dziewczyn.
Kiedy nareszcie dotarłam na miejsce, weszłam i rozejrzałam się. Wypatrywałam przyjaciela i w końcu ujrzałam jego rękę machającą mi. Podeszłam i przywitałam się buziakiem w policzek. Usiadłam naprzeciwko niego.
<- Cierpię z powodu ukrywania. Mam tego dosyć i czas wyznać prawdę. Nie wiem jak to zaakceptujesz, może nawet mnie odrzucisz, ale chcę mieć to za sobą.
- Mów. - podniosłam jej podbródek i zmusiłam do patrzenia mi w oczy. - Milena... Ja jestem homoseksualna. Jestem lesbijką i już dawno zakochałam się w Tobie. - wybuchnęła płaczem. "
- J-ja... - nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć.
Zszokowała mnie. Nigdy nie mówiła mi o swojej orientacji i nigdy nie dawała znaków, że mogłaby być we mnie zakochana. Oczywiście, akceptowałam jej ,,odmienność" i wcale nie traktowałam ludzi homoseksualnych jak gorszych albo chorych. Byłam bardzo tolerancyjna i wyrozumiała, dlatego nie miałam powodów, żeby wytykać kogoś z powodu jego upodobań. Ale w tamtej chwili wydało mi się to dziwne. Może dlatego, że sama spotkałam się z tym dopiero pierwszy raz? Nigdy nie miałam kontaktu z żadną lesbijką czy gejem.
Stałam i wpatrywałam się w nią. Zauważyłam, że jej oczy są pełne łez i... nadziei. Na pewno chciała, abym ją zaakceptowała i powiedziała, że wszystko jest dobrze, ale nie potrafiłam spełnić jej oczekiwań w tamtym momencie. Musiałam to przemyśleć, wszystko sobie poukładać. Odwróciłam się do niej plecami i zaczęłam biec w stronę domu. To jedyne na co było mnie stać.
- Milena!! - usłyszałam za sobą krzyk połączony z płaczem i bólem.
Nie odwróciłam się. Nie mogłam, coś mi nie pozwalało.
Wróciłam do mieszkania i od razu postanowiłam wziąć kąpiel w zimnej wodzie, żeby ochłonąć. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Woda była lodowata, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Zamknęłam oczy i dałam upust emocjom, które wyszły ze mnie w postaci łez. Nawet nie wiem dlaczego płakałam. Nic takiego się przecież nie stało, ale czułam jakby wszystko się waliło. Czułam, że coś jest nie tak i ujawni się niedługo.
Nagle moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi i głos rodzicielki.
- Wszystko w porządku? - zapytała.
- Tak, jest okej. - odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
Potem usłyszałam kroki, czyli, że odeszła. Wyszłam z kąpieli i owinęłam się ciepłym i miękkim ręcznikiem. Umyłam dokładnie zęby i nałożyłam czystą bieliznę. Nie miałam nawet sił, żeby ubierać się piżamę. Nałożyłam równie przyjemny szlafrok, wysuszyłam włosy i poszłam prosto do pokoju. Ułożyłam się na łóżku i wzięłam do ręki książkę, którą kiedyś dostałam. Zaczęłam ją przeglądać, aż wreszcie zdecydowałam się na otworzenie pierwszej strony i czytanie powieści od początku. ,,Był ciepły jesienny dzień. " - mówił pierwszy wers. Zagłębiłam się w czytanie i na szczęście zapomniałam o całym świecie. Usłyszałam pukanie.
- Jesteś głodna? - zapytał Filip, otwierając lekko drzwi.
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się sztywno.
Chłopak usiadł obok mnie i wyjął książkę z moich dłoni, odkładając ją na półkę. Chwilę na mnie patrzył, apotem zaczął rozmawiać.
- I jak poszła rozmowa z Sylwią?
- W porządku. - starałam się jak najszybciej go zbyć.
- Nie powiesz nic więcej? Nie wściekła się? - dopytywał.
- Nie. Zrozumiała i zaoferowała pomoc. - spuściłam wzrok na moje nogi, które były zaplecione i potarłam nerwowo kolana.
- Cieszę się. Prawdziwa przyjaciółka. - zaśmiał się krótko i wstał. Jeszcze raz zapytał czy na pewno nie chcę nic zjeść, a kiedy odmówiłam, wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
Byłam wykończona po całym dniu pełnym emocji. Wtuliłam się w poduszkę, okryłam się kołdrą i szybko zasnęłam, jednak coś obudziło mnie w nocy. Spojrzałam na zegarek. 2.34. Usłyszałam jakieś hałasy zza ściany, więc postanowiłam wstać i sprawdzić o co chodzi. Podniosłam się delikatnie, żeby nie obudzić Filipa, który spał obok mnie. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam, żeby nie narobić więcej zamieszania. To co zobaczyłam, zmroziło mi krew w żyłach.
Do mieszkania wchodziła Grażyna w kusej sukience i na wysokich szpilach, razem z jakimś facetem, który wyglądał na niedoszłego biznesmena. Widać było, że matka jest pijana, bo ciągle się śmiała i opowiadała jakieś brednie. Chyba zapomniała, że jesteśmy w domu. Zrzuciła z nóg buty i zaczęła kleić się do tego typka, któremu to się najwidoczniej podobało.
Kiedy przeszli do sypialni Grażyny, wyszłam ze swojego pokoju i poszłam za nimi. Zanim tam otarłam, facet zdążył rozebrać matkę i się do niej dobierał. Nie mogłam na to patrzeć, więc po cichu opuściłam pomieszczenie i wróciłam do łóżka. Starałam się zasnąć, ale udało mi się to dopiero po kilku godzinach, kiedy zaczęło już widnieć. Przez cały czas słyszałam wiadome odgłosy z sypialni matki.
Wstałam bardzo późno. Na zegarku zobaczyłam godzinę 14.25. Przeciągnęłam się i półprzytomna poszłam do kuchni. Nalałam sobie do kubka ciepłej herbaty, która była w dzbanku i usiadłam przy stole. Upiłam łyka i przetarłam twarz rękoma. Starałam się przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego dnia, ale same ode mnie uciekały. Postanowiłam więc zmienić temat myśli i zastanowiłam się nad tym, co mam zjeść na śniadanie. Wtedy do kuchni weszła Grażyna ze skrzywioną miną. Najwidoczniej nie najlepiej się czuła. Momentalnie wszystko sobie przypomniałam. Hałasy w nocy, ją pijaną, jej faceta i nawet spotkanie z Sylwią.
- Dzień dobry, kochanie. - powiedziała.
- Cześć. - wyszeptałam tak cicho, że nie byłam pewna czy to usłyszała.
- Co chcesz na śniadanie? Jajecznica?
Przytaknęłam. Poinformowała mnie, że Filip wyszedł do ,,kolegów", ale w rzeczywistości wiedziałam, że poszedł po swoją dawkę. Chyba też powinnam tak zrobić, a poza tym spacer na pewno dobrze by mi zrobił. Zaczekałam na jedzenie, zjadłam, a potem ubrałam się w białą koszulkę, na to nałożyłam sweterek w tym samym kolorze i rurki. Uczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Pożegnałam się z matką, nie wspominając nic o nocnym zajściu. Wyszłam na klatkę schodową i wzięłam głęboki wdech. Wyszłam z bloku i udałam się w kierunku dworca. Szłam powoli, rozmyślając. Co powinnam powiedzieć Sylwii? Czemu Filip wciąż ze mną śpi? Porozmawiać z Grażyną, czy udawać, że nic nie wiem? Takie i inne myśli przelatywały przez moją głowę przez całą drogę. W końcu dotarłam na miejsce. Zapukałam i weszłam, nie czekając na zaproszenie. Od razu skierowałam się do kuchni, gdyż wiedziałam, że tam znajdę najmilszą z dziewczyn.
- Hej. - przywitałam się. - Filip już poszedł?
- No cześć. Wyszedł chwilę temu. Nie minęliście się? - zapytała, w między czasie przygotowując moją ,,porcję".
- Może poszedł w innym kierunku. Ostatnio tak wiele się dzieje... - westchnęłam, po czym wciągnęłam narkotyk. Podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam. Postanowiłam odwiedzić moje dawne ,,mieszkanie". Okazało się, że teraz zajmują je jacyś ludzie, którzy chętnie wykorzystali rzeczy pozostawione przeze mnie. Powiedziałam grzecznie ,,dzień dobry" i zawróciłam.
W drodze powrotnej starałam się odnaleźć odpowiedzi na własne pytania. Ustaliłam, że postaram się o nowe miejsce do spania dla Filipa, odpuszczę sobie rozmowę z mamą, a z Sylwią porozmawiam, jak będę na to gotowa. Wróciłam do domu i zobaczyłam, że mam nieodebrane połączenie. Dzwonił Filip. Oddzwoniłam, z grzeczności.
- Co chciałeś? - zapytałam od razu, gdy odebrał.
- Chciałem zaprosić Cię do kawiarenki. Mam niespodziankę.
Niechętnie odpowiedziałam, że się zgadzam i poprosiłam o adres tego miejsca. Później powiadomił mnie, ze jest prawie na miejscu i że będzie czekał. Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni spodni. Ustałam przed lusterkiem, aby zobaczyć swój stan ogólny. Nie wyglądałam najgorzej, ale pachniałam nie najlepiej. Postanowiłam przebrać się, bo aktualne ubrania przesiąkły smrodem tej nory i dworca. Wybrałam tym razem szary sweter, a do tego białe jeansy.
- Wychodzę razem z Filipem! Nie wiem, kiedy wrócę, ale raczej późno! - krzyknęłam do mamy.
- Baw się dobrze! - odpowiedziała.
Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Poczułam wibracje w kieszeni, która oznaczała, że dostałam SMS'a. Odczytałam go i okazało się, że to adres kawiarenki, do której miałam iść. Przecież to na drugim końcu miasta! Westchnęłam ciężko i ruszyłam w tamtym kierunku. Szłam w dosyć szybkim tempie, ale nadal miałam sporo drogi przed sobą. Usłyszałam dzwonek telefonu.
- No gdzie Ty jesteś? Kelnerki już z 15 razy pytały, czy nic nie zamawiam. - roześmiał się Filip.
- Kazałeś mi iść przez całe miasto, więc siedź cierpliwie i nie marudź. - powiedziałam żartobliwie i przyspieszyłam kroku, rozłączając się.
Kiedy nareszcie dotarłam na miejsce, weszłam i rozejrzałam się. Wypatrywałam przyjaciela i w końcu ujrzałam jego rękę machającą mi. Podeszłam i przywitałam się buziakiem w policzek. Usiadłam naprzeciwko niego.
- No nareszcie jesteś! Ile można iść przez całe miasto? - zapytał żartobliwie, na co ja cicho zachichotałam.
Podeszła do nas kelnerka i zapytała czy ,,tym razem coś zamawiamy". Zaśmiałam się i poprosiłam o cappuccino, a chłopak zamówił herbatę. Poczekaliśmy chwilę na zamówienia, a ja w międzyczasie rozglądałam się po pomieszczeniu. Była to mała, ale bardzo przytulna i jasna kawiarnia, w której pachniało kawą i ciastkami. Idealna na chłodne jesienne wieczory.
Kiedy już dostaliśmy swoje napoje zniecierpliwiłam się trochę i zapytałam:
- No to gdzie ta niespodzianka?
- Powinna zaraz być. - uśmiechnął się.
Rozmawialiśmy chwilę o przyszłym roku szkolnym, a potem temat przeszedł na nasze wspólne spanie. Ustaliliśmy, że Filip będzie mógł spać w moim pokoju, ale wyciągniemy dla niego materac i czystą pościel. Zaczynało się ściemniać, a ja coraz bardziej się niecierpliwiłam. Już dawno wypiliśmy swoje napoje, a ja nawet zamówiłam kawałek ciasta, który też zjadłam.
- Nie ma żadnej niespodzianki, prawda? Chciałeś tylko ze mną pogadać, tak? - zapytałam wkurzona, kiedy mijała kolejna godzina.
- Naprawdę mam niespo... - przerwał, gdyż owa ,,niespodzianka" się pojawiła.
- Cześć. Przepraszam za spóźnienie, ale musiałam coś załatwić. - powiedziała Sylwia zajmując miejsce obok nas.
Przyjaciółka spojrzała na mnie nieśmiało, a potem zrobiła wielkie oczy. Pewnie uświadomiła sobie, że to właśnie ja, której wyznała sekret, siedzi naprzeciwko niej. Odwróciłam od niej wzrok i przeniosłam go na Filipa. Byłam wkurzona, gdyż nie miałam ochoty się teraz z nią spotykać. Nie miałam nic do powiedzenia i chciałam uniknąć tego spotkania, dopóki sobie wszystkiego nie
poukładam.
- Muszę już iść, wybaczcie. - odsunęłam talerzyk i wstałam. Zostawiłam pieniądze, żeby nie robić im kłopotu i żeby nie musieli za mnie płacić.
- Ale zaczekaj! O co chodzi? - usłyszałam głos Filipa za plecami, ale nie odwróciłam się ani nie zatrzymałam.
Wyszłam na zewnątrz, a chłodny oddech zasypiającej Warszawy rozwiał moje włosy.
sobota, 9 lipca 2016
Rozdział 41
W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,, Przyjaciółka opowiedziała mi wszystko o tym miejscu, co tylko wiedziała, a potem ustawiła mnie pod drzewem i mocno przytuliła. Nie puszczała mnie przez kilka dobrych minut, a później odsunęła się lekko i popatrzyła mi prosto w oczy.
,, Przyjaciółka opowiedziała mi wszystko o tym miejscu, co tylko wiedziała, a potem ustawiła mnie pod drzewem i mocno przytuliła. Nie puszczała mnie przez kilka dobrych minut, a później odsunęła się lekko i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Milena, muszę Ci coś wyznać. - wyszeptała mi do ucha, aż przeszły mnie dreszcze. "
- Słucham. - uśmiechnęłam się lekko, oczarowana jej urodą.
- Nie wiem, jak to przyjmiesz, ale... Muszę w końcu Ci to powiedzieć. Męczy mnie to od bardzo dawna i nie dam rady dłużej tego ukrywać. - spuściła wzrok na nasze buty.
- Więc powiedz. Wysłucham Cię. - niecierpliwiłam się, ale rozumiałam, że to trudny moment dla niej.
- Milena, bo ja jestem... - zawahała się i nie skończyła.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła mama. Szybko odebrałam i wsłuchiwałam się w łkanie rodzicielki. Próbowałam dopytać i cokolwiek zrozumieć, ale na marne. Mówiła tak niewyraźnie, że usłyszałam tylko ,,wróć jak najszybciej do domu" i sygnały, oznaczające koniec połączenia. Przyznam, że bardzo się przejęłam, bo już od dawna nie widziałam jej w takim stanie. Rzuciłam przyjaciółce przepraszające spojrzenie i pobiegłam w kierunku mieszkania.
Kilka chwil później byłam już pod drzwiami i otwierałam je. Zdawało mi się, że panowała zupełna cisza, ale kiedy weszłam dalej usłyszałam płacz. Poszłam za dźwiękiem i dotarłam do kuchni, gdzie zobaczyłam zrozpaczoną Grażynę, siedzącą na podłodze. Wokół było porozwalane kawałki szkła i rozlana kawa. Sama Grażyna była poszarpana i jakby pobita. Szybko podeszłam do niej, pomogłam wstać i zaprowadziłam do jej sypialni. Opatrzyłam jej ranę na kolanie, która powstała poprzez rozcięcie szkłem, dałam jej ubrania na przebranie i kazałam się trochę uspokoić. W międzyczasie wróciłam do pomieszczenia, pozbierałam odłamki i wytarłam rozlany napój. Doprowadziłam kuchnię do poprzedniego stanu, gdyż wyglądała jak po przejściu tornada. Potem ruszyłam w kierunku sypialni Grażyny.
Kiedy weszłam, akurat leżała i płakała w poduszkę. Usiadłam na skraju łóżka i delikatnie pogłaskałam ją po plecach, co sprawiło, że się odwróciła. Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem, podniosła się i mnie przytuliła.
- Co się stało? Przez telefon nic nie zrozumiałam.
- A-Artur... - jąkała się.
- Co Artur? O co chodzi? - niecierpliwiłam się i chciałam za wszelką cenę wiedzieć, dlaczego była w takim stanie.
- Rozmawialiśmy i w pewnym momencie on zwariował. - płakała. - Zaczął mnie wyzywać, mówić, że to wszystko bez sensu. Kiedy próbowałam się dowiedzieć, dlaczego tak mówi, wpadł w gorszy szał i zaczął masakrować kuchnię. Na koniec szarpał mnie i popchnął na podłogę, a w dodatku rozbił szklanki z kawą.
Byłam zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, co myśleć i co powiedzieć. Wiedziałam, że teraz muszę być przy matce i ja wspierać, ale jakoś nie miałam na to ochoty. Po prostu świetnie! Kolejna zagadka. Nawet nie pytałam, dlaczego mógłby tak zrobić, bo przecież Grażyna sama nie wiedziała.
Przysunęłam się bliżej niej i mocno objęłam. Po chwili poluźniłam uścisk i powiedziałam, że zaraz wrócę. Zadzwoniłam do Filipa.
- Halo? Filip, przyjdź do domu. Musisz mi pomóc. Pośpiesz się! - zakończyłam połączenie.
Zaniosłam matce chusteczki i zaproponowałam gorącą herbatę. Kiedy woda się zagotowała, zaniosłam jej napój i postawiłam na szafce nocnej.
- Mogłaś się tego spodziewać, mamo. Znałaś go tak niedługo, a już zaczęłaś angażować się w związek. Nawet go nie znałaś. - powiedziałam, ale w tej chwili zdałam sobie sprawę, że ze mną i Filipem było tak samo. - Przepraszam. - burknęłam i wyszłam.
Na przyjaciela musiałam czekać jakieś 20 minut. Kiedy w końcu się zjawił, opowiedziałam mu całe zajście.
- I co ja mam z tym wspólnego? - zdziwił się.
- Musisz pomóc mi pocieszyć Grażynę i jakoś jej to przetłumaczyć, żeby nie przeżywała.
- A Ty nie możesz tego zrobić? - skrzywił się.
- Posłuchaj, ja nie dam rady. Mam swoje sprawy i też muszę się z nimi zmierzyć. Poza tym przyszła pora na... No wiesz. Muszę iść wziąć, a potem jeszcze spotkać się z Sylwią i mam jej coś do wyjaśnienia, a w dodatku... - przerwał mi.
- Dobra, dobra! Idź już, a ja zajmę się Twoja matką. Nie chce mi się słuchać Twojego narzekania.- dzióbnął mnie w bok.
Przytuliłam się do niego w podziękowaniu, ale to było coś zupełnie innego niż kiedyś. Teraz było to takie drętwe, przyjacielskie, a kiedyś czułam swoją i jego miłość w takich gestach. Cieszyłam się z tego, bo przynajmniej nie okłamałam go mówiąc, że już nic do niego nie czuję.
Narzuciłam na siebie pierwszą lepszą bluzę z wieszaka i pomachałam Filipowi na pożegnanie. Wyszeptał coś w stylu ,,Twoja mama będzie jak nowa". Uśmiechnęłam się, ale w duszy byłam bardzo spięta. Chciałam jak najszybciej wziąć swoją działkę. Udałam się w kierunku dawnego mieszkania przyjaciela i zapukałam. Usłyszałam znajomy dziewczęcy głos, zapraszający do środka.
- Cześć. - przywitałam się z wszystkimi.
Nie każdy ucieszył się z mojej wizyty, a wręcz większość chciała, żebym sobie poszła. Tylko jedna dziewczyna spojrzała na mnie z litością i zaprosiła do ,,kuchni". Dała mi moją działkę i zapytała, jak tam z Filipem. Nie miałam powodu, aby kłamać, więc wyjaśniłam jej całą sytuację. Oznajmiła, że bardzo mi współczuje. Wciągnęłam biały proszek, jednak mniejszą dawkę niż mi zaproponowała. Nie chciałam tym razem odpłynąć tylko po prostu zaspokoić głód.
Wyszłam z pomieszczenia i udała się w kierunku drzwi. Świat był jakby za mgłą, ale szłam dalej. Trochę kręciło mi się w głowie, ale nie zważałam na to. Szłam i szłam, chociaż nie do końca wiedziałam, gdzie mam iść. Moja wewnętrzna intuicja zaprowadziła mnie do tego dębowego lasku, a potem na piękną polanę. Zobaczyłam niewyraźny zarys mojej przyjaciółki siedzącej pod drzewem. Kiedy podeszłam, podniosła głowę. Twarz miała czerwoną, ale uśmiechnęła się. Zdawało mi się, że to tylko zjawa, sen. Jednak po chwili postać podniosła się i spojrzała mi w oczy, a potem zaczęła szturchać mnie i wymawiać moje imię, które docierało do mnie coraz głośniej.
- Milena, Milena! Milena, co Ci jest? - słyszałam.
Wtedy otrząsnęłam się. To nie był sen. Byłam w tym lesie naprawdę i stałam naprzeciwko zapłakanej przyjaciółki. Nie mogłam pozwolić, żeby patrzyła na mnie w takim stanie. Jeszcze nie teraz, nie teraz! Odwróciłam się i zaczęłam od niej uciekać, pomimo zatrzymywań. Pobiegłam gdzieś wgłąb lasu, ale zorientowałam się, że to głupie. Zawróciłam i pobiegłam do domu. Od razu na wejściu przywołałam Filipa i położyłam się na łóżku w swoim pokoju. Tylko on mógł mnie zrozumieć w tym momencie.
- Filip... Sylwia mnie widziała, w takim stanie! Ja chciałam jej powiedzieć, ale nie teraz! Jeszcze nie jestem gotowa! - krzyczałam i ściskałam jego rękę.
- Teraz już za późno. Musisz jej wyjaśnić, bo będzie dopytywała, a jeśli skłamiesz... Wkrótce poplączesz się w tym i zranisz ją bardziej. - gładził mnie po włosach wolną ręką.
- A co jeśli tego nie zrozumie? Uzna mnie za ćpunkę i zerwie ze mną kontakt? Zależy mi na niej, cholernie zależy. - denerwowałam się.
Nie odpowiedział. Położył się obok i przycisnął do swojej piersi. Wtedy przypomniałam sobie o Grażynie.
- Co z mamą? - zapytałam.
- Śpi. Pogadałem z nią dosyć długo i pomogło. Nie powinna być już smutna. - ucałował moje czoło.
Było mi tak przyjemnie, chociaż w pewnym sensie cierpiałam. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiedziałam też, że ta cała sytuacja nie jest dla Filipa łatwa, bo musi hamować swoje uczucia do mnie. Miałam mętlik w głowie i aby się go pozbyć, zasnęłam.
Po kilku godzinach obudził mnie przyjaciel.
- Sylwia cały czas się do Ciebie dobija. - podał mi mój telefon, który znowu zaczął wibrować.
Ziewnęłam i odebrałam. Zalała mnie lawina pytań na temat naszego wcześniejszego spotkania. Nie chciałam jej wyjaśniać przez telefon, więc zaproponowałam spotkanie, chociaż już się ściemniało. Zgodziła się i zakończyła połączenie. Wstałam i przebrałam się. Nałożyłam sweterek, bo wiał wiatr, a ja nie chciałam zmarznąć i się rozchorować. Zbliżała się zima i święta, więc nie mogłam pozwolić na chorobę.
Wyszłam z domu w pośpiechu. Nie ustaliłam z Sylwią miejsca spotkania, ale miałam przeczucie, że znajdę ją tam, gdzie poprzednio. Miałam rację. Siedziała w tej samej pozycji, w tym samym miejscu i nadal płakała. Podeszłam do niej i usiadłam obok, obejmując ją ramieniem. Podniosła wzrok i delikatnie się uśmiechnęła.
- Musze Ci coś wyznać. - powiedziałyśmy w tym samym czasie.
- Mów pierwsza. - powiedziała Sylwia.
Kiwnęłam głową na zgodę, wzięłam głęboki wdech i zaczęłam szeptać.
- Od pewnego czasu... Jestem ćpunką. Biorę dosyć mocne narkotyki. Moje uzależnienie zaczęło się od tego, że musiałam testować dla Filipa towar. Wtedy się uzależniłam. Nie jest ze mną jednak jeszcze tak źle, bo wiem, że jeśli się postaram to mogę przestać. - wydusiłam z siebie.
W oczach Sylwii dostrzegłam złość, współczucie i troskę jednocześnie.
- Jesteś na mnie zła? Wiem, powinnam powiedzieć Ci wcześniej, ale nie było okazji. - odsunęłam się lekko.
- Nie jestem zła na Ciebie, tylko na Filipa. To przez niego! Najważniejsze, czy Ty chcesz przestać brać? - objęła mnie.
- Tak.
Uśmiechnęła się i otarła łzy. Ucieszyłam się, że tak to przyjęła. Nie krzyczała, nie obrażała, nie wypominała. Zrozumiała i zaakceptowała, a później nawet zaproponowała pomoc. Wtedy przypomniało mi się, że ona też miała mi coś do powiedzenia, ale najpierw chciałam dowiedzieć się, dlaczego płacze, więc zapytałam o to wprost.
- Cierpię z powodu ukrywania. Mam tego dosyć i czas wyznać prawdę. Nie wiem jak to zaakceptujesz, może nawet mnie odrzucisz, ale chcę mieć to za sobą.
- Mów. - podniosłam jej podbródek i zmusiłam do patrzenia mi w oczy.
- Milena... Ja jestem homoseksualna. Jestem lesbijką i już dawno zakochałam się w Tobie. - wybuchnęła płaczem.
Kilka chwil później byłam już pod drzwiami i otwierałam je. Zdawało mi się, że panowała zupełna cisza, ale kiedy weszłam dalej usłyszałam płacz. Poszłam za dźwiękiem i dotarłam do kuchni, gdzie zobaczyłam zrozpaczoną Grażynę, siedzącą na podłodze. Wokół było porozwalane kawałki szkła i rozlana kawa. Sama Grażyna była poszarpana i jakby pobita. Szybko podeszłam do niej, pomogłam wstać i zaprowadziłam do jej sypialni. Opatrzyłam jej ranę na kolanie, która powstała poprzez rozcięcie szkłem, dałam jej ubrania na przebranie i kazałam się trochę uspokoić. W międzyczasie wróciłam do pomieszczenia, pozbierałam odłamki i wytarłam rozlany napój. Doprowadziłam kuchnię do poprzedniego stanu, gdyż wyglądała jak po przejściu tornada. Potem ruszyłam w kierunku sypialni Grażyny.
Kiedy weszłam, akurat leżała i płakała w poduszkę. Usiadłam na skraju łóżka i delikatnie pogłaskałam ją po plecach, co sprawiło, że się odwróciła. Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem, podniosła się i mnie przytuliła.
- Co się stało? Przez telefon nic nie zrozumiałam.
- A-Artur... - jąkała się.
- Co Artur? O co chodzi? - niecierpliwiłam się i chciałam za wszelką cenę wiedzieć, dlaczego była w takim stanie.
- Rozmawialiśmy i w pewnym momencie on zwariował. - płakała. - Zaczął mnie wyzywać, mówić, że to wszystko bez sensu. Kiedy próbowałam się dowiedzieć, dlaczego tak mówi, wpadł w gorszy szał i zaczął masakrować kuchnię. Na koniec szarpał mnie i popchnął na podłogę, a w dodatku rozbił szklanki z kawą.
Byłam zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, co myśleć i co powiedzieć. Wiedziałam, że teraz muszę być przy matce i ja wspierać, ale jakoś nie miałam na to ochoty. Po prostu świetnie! Kolejna zagadka. Nawet nie pytałam, dlaczego mógłby tak zrobić, bo przecież Grażyna sama nie wiedziała.
Przysunęłam się bliżej niej i mocno objęłam. Po chwili poluźniłam uścisk i powiedziałam, że zaraz wrócę. Zadzwoniłam do Filipa.
- Halo? Filip, przyjdź do domu. Musisz mi pomóc. Pośpiesz się! - zakończyłam połączenie.
Zaniosłam matce chusteczki i zaproponowałam gorącą herbatę. Kiedy woda się zagotowała, zaniosłam jej napój i postawiłam na szafce nocnej.
- Mogłaś się tego spodziewać, mamo. Znałaś go tak niedługo, a już zaczęłaś angażować się w związek. Nawet go nie znałaś. - powiedziałam, ale w tej chwili zdałam sobie sprawę, że ze mną i Filipem było tak samo. - Przepraszam. - burknęłam i wyszłam.
Na przyjaciela musiałam czekać jakieś 20 minut. Kiedy w końcu się zjawił, opowiedziałam mu całe zajście.
- I co ja mam z tym wspólnego? - zdziwił się.
- Musisz pomóc mi pocieszyć Grażynę i jakoś jej to przetłumaczyć, żeby nie przeżywała.
- A Ty nie możesz tego zrobić? - skrzywił się.
- Posłuchaj, ja nie dam rady. Mam swoje sprawy i też muszę się z nimi zmierzyć. Poza tym przyszła pora na... No wiesz. Muszę iść wziąć, a potem jeszcze spotkać się z Sylwią i mam jej coś do wyjaśnienia, a w dodatku... - przerwał mi.
- Dobra, dobra! Idź już, a ja zajmę się Twoja matką. Nie chce mi się słuchać Twojego narzekania.- dzióbnął mnie w bok.
Przytuliłam się do niego w podziękowaniu, ale to było coś zupełnie innego niż kiedyś. Teraz było to takie drętwe, przyjacielskie, a kiedyś czułam swoją i jego miłość w takich gestach. Cieszyłam się z tego, bo przynajmniej nie okłamałam go mówiąc, że już nic do niego nie czuję.
Narzuciłam na siebie pierwszą lepszą bluzę z wieszaka i pomachałam Filipowi na pożegnanie. Wyszeptał coś w stylu ,,Twoja mama będzie jak nowa". Uśmiechnęłam się, ale w duszy byłam bardzo spięta. Chciałam jak najszybciej wziąć swoją działkę. Udałam się w kierunku dawnego mieszkania przyjaciela i zapukałam. Usłyszałam znajomy dziewczęcy głos, zapraszający do środka.
- Cześć. - przywitałam się z wszystkimi.
Nie każdy ucieszył się z mojej wizyty, a wręcz większość chciała, żebym sobie poszła. Tylko jedna dziewczyna spojrzała na mnie z litością i zaprosiła do ,,kuchni". Dała mi moją działkę i zapytała, jak tam z Filipem. Nie miałam powodu, aby kłamać, więc wyjaśniłam jej całą sytuację. Oznajmiła, że bardzo mi współczuje. Wciągnęłam biały proszek, jednak mniejszą dawkę niż mi zaproponowała. Nie chciałam tym razem odpłynąć tylko po prostu zaspokoić głód.
Wyszłam z pomieszczenia i udała się w kierunku drzwi. Świat był jakby za mgłą, ale szłam dalej. Trochę kręciło mi się w głowie, ale nie zważałam na to. Szłam i szłam, chociaż nie do końca wiedziałam, gdzie mam iść. Moja wewnętrzna intuicja zaprowadziła mnie do tego dębowego lasku, a potem na piękną polanę. Zobaczyłam niewyraźny zarys mojej przyjaciółki siedzącej pod drzewem. Kiedy podeszłam, podniosła głowę. Twarz miała czerwoną, ale uśmiechnęła się. Zdawało mi się, że to tylko zjawa, sen. Jednak po chwili postać podniosła się i spojrzała mi w oczy, a potem zaczęła szturchać mnie i wymawiać moje imię, które docierało do mnie coraz głośniej.
- Milena, Milena! Milena, co Ci jest? - słyszałam.
Wtedy otrząsnęłam się. To nie był sen. Byłam w tym lesie naprawdę i stałam naprzeciwko zapłakanej przyjaciółki. Nie mogłam pozwolić, żeby patrzyła na mnie w takim stanie. Jeszcze nie teraz, nie teraz! Odwróciłam się i zaczęłam od niej uciekać, pomimo zatrzymywań. Pobiegłam gdzieś wgłąb lasu, ale zorientowałam się, że to głupie. Zawróciłam i pobiegłam do domu. Od razu na wejściu przywołałam Filipa i położyłam się na łóżku w swoim pokoju. Tylko on mógł mnie zrozumieć w tym momencie.
- Filip... Sylwia mnie widziała, w takim stanie! Ja chciałam jej powiedzieć, ale nie teraz! Jeszcze nie jestem gotowa! - krzyczałam i ściskałam jego rękę.
- Teraz już za późno. Musisz jej wyjaśnić, bo będzie dopytywała, a jeśli skłamiesz... Wkrótce poplączesz się w tym i zranisz ją bardziej. - gładził mnie po włosach wolną ręką.
- A co jeśli tego nie zrozumie? Uzna mnie za ćpunkę i zerwie ze mną kontakt? Zależy mi na niej, cholernie zależy. - denerwowałam się.
Nie odpowiedział. Położył się obok i przycisnął do swojej piersi. Wtedy przypomniałam sobie o Grażynie.
- Co z mamą? - zapytałam.
- Śpi. Pogadałem z nią dosyć długo i pomogło. Nie powinna być już smutna. - ucałował moje czoło.
Było mi tak przyjemnie, chociaż w pewnym sensie cierpiałam. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiedziałam też, że ta cała sytuacja nie jest dla Filipa łatwa, bo musi hamować swoje uczucia do mnie. Miałam mętlik w głowie i aby się go pozbyć, zasnęłam.
Po kilku godzinach obudził mnie przyjaciel.
- Sylwia cały czas się do Ciebie dobija. - podał mi mój telefon, który znowu zaczął wibrować.
Ziewnęłam i odebrałam. Zalała mnie lawina pytań na temat naszego wcześniejszego spotkania. Nie chciałam jej wyjaśniać przez telefon, więc zaproponowałam spotkanie, chociaż już się ściemniało. Zgodziła się i zakończyła połączenie. Wstałam i przebrałam się. Nałożyłam sweterek, bo wiał wiatr, a ja nie chciałam zmarznąć i się rozchorować. Zbliżała się zima i święta, więc nie mogłam pozwolić na chorobę.
Wyszłam z domu w pośpiechu. Nie ustaliłam z Sylwią miejsca spotkania, ale miałam przeczucie, że znajdę ją tam, gdzie poprzednio. Miałam rację. Siedziała w tej samej pozycji, w tym samym miejscu i nadal płakała. Podeszłam do niej i usiadłam obok, obejmując ją ramieniem. Podniosła wzrok i delikatnie się uśmiechnęła.
- Musze Ci coś wyznać. - powiedziałyśmy w tym samym czasie.
- Mów pierwsza. - powiedziała Sylwia.
Kiwnęłam głową na zgodę, wzięłam głęboki wdech i zaczęłam szeptać.
- Od pewnego czasu... Jestem ćpunką. Biorę dosyć mocne narkotyki. Moje uzależnienie zaczęło się od tego, że musiałam testować dla Filipa towar. Wtedy się uzależniłam. Nie jest ze mną jednak jeszcze tak źle, bo wiem, że jeśli się postaram to mogę przestać. - wydusiłam z siebie.
W oczach Sylwii dostrzegłam złość, współczucie i troskę jednocześnie.
- Jesteś na mnie zła? Wiem, powinnam powiedzieć Ci wcześniej, ale nie było okazji. - odsunęłam się lekko.
- Nie jestem zła na Ciebie, tylko na Filipa. To przez niego! Najważniejsze, czy Ty chcesz przestać brać? - objęła mnie.
- Tak.
Uśmiechnęła się i otarła łzy. Ucieszyłam się, że tak to przyjęła. Nie krzyczała, nie obrażała, nie wypominała. Zrozumiała i zaakceptowała, a później nawet zaproponowała pomoc. Wtedy przypomniało mi się, że ona też miała mi coś do powiedzenia, ale najpierw chciałam dowiedzieć się, dlaczego płacze, więc zapytałam o to wprost.
- Cierpię z powodu ukrywania. Mam tego dosyć i czas wyznać prawdę. Nie wiem jak to zaakceptujesz, może nawet mnie odrzucisz, ale chcę mieć to za sobą.
- Mów. - podniosłam jej podbródek i zmusiłam do patrzenia mi w oczy.
- Milena... Ja jestem homoseksualna. Jestem lesbijką i już dawno zakochałam się w Tobie. - wybuchnęła płaczem.
poniedziałek, 4 lipca 2016
Rozdział 40
W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,,- Milena, kochanie... To nie tak... T-to stały związek... Ten mężczyzna jest tylko jeden. Zaufaj mi.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Nie wiedziałam, że byłam wtedy tak naiwna. "
,,- Milena, kochanie... To nie tak... T-to stały związek... Ten mężczyzna jest tylko jeden. Zaufaj mi.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Nie wiedziałam, że byłam wtedy tak naiwna. "
Nie do końca wierzyłam Grażynie, bo miałam przykre doświadczenia z przeszłości związane z jej kochankami, ale postanowiłam nie osądzać jej od razu. Pozwoliłam jej rozwinąć tą znajomość. Może rzeczywiście miał być to facet na stałe? Co prawda, nie była już młoda, więc zachowanie jak u nastolatki było u niej co najmniej nieodpowiednie, ale starałam się w to nie wnikać. Musiałam jej zaufać, choć jeden raz.
Po rozmowie z matką udałam się do łazienki, gdzie w wannie zmyłam trud całego dnia. Od dawna marzyłam o długiej i odprężającej kąpieli. Kiedy wyszłam, owinęłam się ręcznikiem i nałożyłam na twarz maseczkę, która po zaschnięciu nabrała zielonego koloru. W tej chwili do pomieszczenia wszedł Filip.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałem, że tu jesteś... Ale... Co Ci się stało w twarz? - skrzywił się.
Wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłam się uspokoić, patrząc na jego wyraz twarzy.
- To tylko maseczka. - odpowiedziałam w końcu. - I istnieje takie coś jak ,,pukanie". - spoważniałam.
Chłopak nie odpowiedział i odwracając się na pięcie, opuścił pomieszczenie. Przebrałam się w wygodną piżamkę, zmyłam maseczkę i udałam się do kuchni, aby przygotować sobie kolację. Zdecydowałam się na kanapeczki z szynką i pomidorem, czyli takie, jakie najbardziej lubiłam. Usiadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie. W tej chwili do kuchni weszła Grażyna, która była ubrana w czarną, obcisłą sukienkę, a do tego miała wysokie szpilki.
- Wychodzisz gdzieś? - zainteresowałam się.
- Tak. Zaparzyć Ci herbaty? - zbyła mnie.
- Nie, dziękuję. A gdzie?
- Ymmm... Umówiłam się już dawno z koleżankami na imprezę. Nie miałam przedtem czasu, a dzisiejszą noc mam wolną, więc postanowiłam wykorzystać tą okazję. - uśmiechnęła się.
- Nie masz jutro do pracy? - mówiłam, przeżuwając.
- Nie, mam wolne. Wybacz, kochanie, ale muszę już uciekać. Wrócę w nocy, więc nie czekajcie. Zamknij drzwi od środka, mam własne klucze. Pa! - krzyknęła i pobiegła w stronę wyjścia.
Tego się obawiałam. Znów zaczną się imprezy, alkohol, kochankowie... Moja mama już taka była i nie wierzyłam, że kiedykolwiek mogłoby się to zmienić. Nie chcąc dłużej o tym myśleć, zabrałam talerz i poszłam pooglądać telewizję. Trafiłam na jakieś kreskówki, które nawet mnie rozbawiły. Siedziałam tak i patrzyłam w ekran, kiedy nagle ktoś złapał mnie za ramię. Wystraszyłam się i krzyknęłam.
- To tylko ja. - zaśmiał się Filip.
- Nie strasz mnie tak, głupku. - uderzyłam go lekko w rękę.
- Co oglądasz? - przeskoczył przez oparcie kanapy. - Kreskówki? - zaśmiał się z kpiną i zabrał mi pilot.
- Dawaj to! - próbowałam mu go odebrać, ale okazał się silniejszy i szybko mnie obezwładnił.
- Nie podskakuj, bo zacznę łaskotać! Lepiej oglądnijmy to! - przełączył na horror, który właśnie się zaczynał.
Lubiłam takiego typu filmy, jednak bardzo się ich bałam. Strach nie był dla mnie miłym uczuciem, ale cóż mogłam poradzić? Nie odzywałam się i pozwoliłam, by film leciał dalej.
Było w nim wiele przerażających scen, przy których odruchowo łapałam za rękę chłopaka. W końcu zlitował się nade mną i przytulił mnie. Połowę filmu spędziłam z zamkniętymi oczami, z czego Filip miał niezły ubaw. Kiedy film dobiegł końca i pojawiły się napisy, postanowiliśmy iść spać.
Wtedy pojawił się pierwszy problem. Dopóki byliśmy razem, spanie razem nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Teraz jednak, gdy sytuacja się zmieniła, zauważyłam, że nie była to mądra decyzja.
- Mamy spać tak... razem? - odezwał się.
- Nie wiem. To byłoby dziwne. Nie chcę robić Ci nadziei, czy coś... - wymruczałam.
- Może dzisiaj będę spał u Twojej matki, a jutro coś wymyślimy? - zniesmaczył się.
- Nie przesadzaj. Niech dzisiaj będzie tak jak przedtem. - objęłam go w pasie, a chwilę później popchnęłam na łóżko.
Wskoczyłam pod kołdrę, a on dołączył do mnie. Próbował mnie przytulić, ale obrzuciłam go spojrzeniem zabójcy i od razu zrezygnował z tego zamiaru. Nagle przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi wejściowych, więc szybko pobiegłam to zrobić. Wróciłam i poszliśmy spać.
Rano obudziło mnie natarczywe walenie do drzwi. Wstałam i na półprzytomna owinęłam się kocem, po czym poszłam w kierunku hałasu. Chciałam po prostu nacisnąć klamkę i otworzyć, bo myślałam, że mama wróciła i otworzyła. Jednak drzwi nie uległy pchnięciu, co oznaczało, że były zakluczone. Wzięłam z kuchni swój kluczyk i przekręciłam go w zamku. Moim oczom ukazała się Grażyna, która leżała na wycieraczce przed domem i była zapłakana.
- Mamo, co się stało? Dlaczego nie wchodzisz? - zapytałam, klękając obok niej.
- Zgubiłam klucz na mieście i.... nie mogłam wejść. - zaniosła się płaczem.
Widać było po niej, że jest lekko podchmielona, ale nie tak jak dawniej. Plusem było to, że nie odprowadził jej żaden facet.
Pomogłam jej wstać i wprowadziłam do środka. Usadziłam ją na jej łóżku i powiedziałam, żeby zaczekała. Przyniosłam z łazienki płatki kosmetyczne i płyn do demakijażu, po czym zmyłam jej rozmazany make-up. Potem, jak za starych czasów, zaprowadziłam do łazienki i przygotowałam kąpiel, jednak pozwoliłam, aby umyła się sama. W między czasie podrzuciłam jej ubrania na przebranie. Dowiedziałam się od niej też, że za chwilę ma przyjść niejaki Artur, czyli facet, który był tu ostatnio. Odpowiedziałam, że się nim chwilowo zajmę, a ona niech zajmie się sobą. Wtedy też uświadomiłam sobie, że sama latam w piżamie, owinięta kocykiem, a Filip jeszcze śpi. Pobiegłam więc do pokoju i go obudziłam, a także dałam mu do wiadomości, że ma wstać, ubrać się i zrobić dwie kawy: dla Grażyny i Artura. Sama przebrałam się w pokoju, rezygnując z makijażu.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam z myślą, że przyszedł facet mamy, ale okazało się, że to moja przyjaciółka wpadła w odwiedziny. W innych okolicznościach ucieszyłabym się z tej wizyty, ale teraz miałam urwanie głowy.
- Hej, co tam u Ciebie? Mogę wejść? - uśmiechnęła się serdecznie.
- Jestem strasznie zalatana, ale proszę. - wpuściłam ją do środka i wskazałam, żeby zaczekała w kuchni.
Kompletnie zapomniałam, że był tam Filip, do którego ona miała ciągle uraz za to, co zrobił. No nic, jakoś muszą się dogadać. Nie są przecież małymi dziećmi. Chwila, chwila... Co Grażyna robi tak długo w łazience? Powinna być już ubrana i gotowa na ,,randkę". Weszłam do łazienki i zobaczyłam, że ona dalej rozkoszuje się kąpielą. Pogoniłam ją trochę i w tym momencie usłyszałam krzyki dobiegające z kuchni.
- Hej, co się tu dzieje? - przerwałam kłótnię.
- Nie wybaczę temu kretynowi, że Cię tak traktował! Dlaczego Ty w ogóle się jeszcze z nim zadajesz i pozwalasz mu mieszkać w swoim domu?! Wywal go na ulicę, tam gdzie jego miejsce! - moja przyjaciółka rzuciła się na Filipa z pięściami.
- Uspokój się, dziewczyno! Teraz jesteśmy przyjaciółmi i nic Ci do tego! To nie Twoja sprawa, z kim Milena się zadaje! - odepchnął ją.
- Dosyć tego! - przerwałam ich ,,wymianę zdań". - Zachowujecie się jak dzieci. Filip, idź lepiej na spacer, a Ty, Sylwia, przyjdź później. Mama ma zaraz gościa, więc nie chcę słuchać Waszych wrzasków! - zdenerwowałam się.
Oboje spuścili głowy i posłusznie posłuchali moich ,,rad". Nareszcie zrobiło się cicho i spokojnie, Grażyna zwolniła łazienkę, a dzwonek ponownie zadzwonił.
- Otworzę. - uśmiechnęłam się do mamy.
Podeszłam do drzwi, otworzyłam je i ujrzałam znajomą twarz.
- Zapraszam. - uśmiechnęłam się do mężczyzny. - Mama czeka w kuchni. - wskazałam mu kierunek i powędrowałam za nim.
- Ty jesteś pewnie Milena. - powiedział po drodze. - Grażynka dużo o Tobie mówiła. Opowiadała jaką ma wspaniałą córkę. Bardzo chciałem Cię poznać. - zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się w duchu na tą wiadomość. Miło było słyszeć, że matka mówiła o mnie same dobre rzeczy i że w ogóle o mnie mówiła.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, zorientowałam się, że mój ,,ukochany" przyjaciel zapomniał przez kłótnię zrobić kawę. Musiałam szybko temu zaradzić.
- Może napije się pan czegoś? - zaproponowałam.
- Chętnie. Poproszę kawę bez cukru i z mlekiem, jeśli możesz. - odpowiedział.
- A Ty, mamo? - zwróciłam się do Grażyny.
- Nie, dziękuję, skarbie.
Zabrałam się do roboty, a kiedy ją wykonałam podałam napój Arturowi i powiadomiłam mamę, że wychodzę. Nie chciałam im przeszkadzać, bo wiedziałam, że nie skończy się tylko na pogaduszkach przy kawie. Po wyjściu z mieszkania wyjęłam telefon i napisałam SMS'a do Sylwii:
*Co powiesz na spacer? Mam zajęte mieszkanie, więc lepiej się przejść. Będę czekać pod Twoim domem.*
Odpisała, że zaraz będzie gotowa.
Chwilę potem byłam pod jej domem i razem z nią ruszyłyśmy w kierunku starego dębowego lasu. Na początku szłyśmy w milczeniu. Potem gadałyśmy o jakichś głupotach. Kiedy dotarłyśmy na skraj lasu, Sylwia powiedziała, że zaprowadzi mnie w pewne miejsce, które ostatnio odkryła i bardzo jej się spodobało.
Dotarłyśmy do miejsca, w którym znajdował się stary i spróchniały domek na drzewie. Zauważyłam też prześwit między drzewami, przez który wpadało słońce i oświetlało piękną polanę. Domyśliłam się, że wygląda ona cudownie o każdej porze roku.
Przyjaciółka opowiedziała mi wszystko o tym miejscu, co tylko wiedziała, a potem ustawiła mnie pod drzewem i mocno przytuliła. Nie puszczała mnie przez kilka dobrych minut, a później odsunęła się lekko i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Milena, muszę Ci coś wyznać. - wyszeptała mi do ucha, aż przeszły mnie dreszcze.
Przepraszam, że taki dosyć nudny, ale na koniec mała zagadka i w następnym rozdziale wielkie BOOM! Także liczę na Wasze opinie, komentarze i oczywiście dużo wyświetleń, ponieważ to bardzo motywuje!
Pozdrawiam <3
czwartek, 30 czerwca 2016
Rozdział 39
W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,, Ucieszyłam się na tą wiadomość. Na koniec zapytał, czy chcę do niego wrócić, ale odrzekłam, że muszę się zastanowić. Wróciliśmy do tej ,,nory", pozbierałam swoje rzeczy i wróciłam do mieszkania, gdzie serdecznie powitała mnie mama. "
Było to nieco dziwne, bo miała na sobie tylko szlafrok. Domyśliłam się, że pod spodem ma samą bieliznę.
- Witaj, kochanie. - powiedziała na wstępie.
Wtedy obrzuciłam ją pogardliwym spojrzeniem. Jak mogła paradować w takim stroju przed moim chło... to znaczy byłym chłopakiem, wiedząc, że zaraz przyjdziemy? Zauważyłam na jej twarzy rumieńce wstydu, tym bardziej, kiedy zobaczyła, że spod szlafroka wystaje jej koronkowa bielizna. Nie miałam nic przeciwko takim strojom, ale w jej wieku i takich okolicznościach było to trochę nie na miejscu.
- Wybaczcie... - wydukała, zasłaniając się bardziej. - Nie spodziewałam się, że wrócicie... dzisiaj. - mówiła zakłopotana.
- Nic się nie stało. - powiedział Filip z wielkim uśmiechem na twarzy, aż miałam ochotę go uderzyć.
Grażyna zaprosiła nas do środka i powiedziała, że za chwilę przyjdzie jak tylko się przebierze. Postanowiłam zostawić Filipa samego w kuchni i ,,pozwiedzać" mieszkanie. W pewnym momencie usłyszałam jakieś szepty. Najprawdopodobniej mama rozmawiała z jakimś facetem.
- Wiem, misiu, że miał to być nasz wieczór, ale dzieciaki przyszły. - mówiła. - Zajmę je czymś, a Ty wyjdź po cichu, żeby nikt nie wiedział, że tu byłeś. A teraz muszę się przebrać w coś....normalnego?
Wyjrzałam zza ściany i zobaczyłam jakiegoś półnagiego mężczyznę wpatrującego się w przebierającą się Grażynę. Kiedy usłyszałam kroki, szybko wróciłam do kuchni.
- Napijecie się czegoś? - zapytała z uśmiechem, od progu.
- Chętnie. - powiedział Filip, a ja nie odezwałam się.
Matka bez słowa podała nam herbatę i zaczęła rozmowę. Właściwie rozmawiała tylko z moim byłym chłopakiem, bo ja siedziałam wpatrzona w kubek i ciepły napój.
- Skarbie, coś się stało? - zapytała po jakimś czasie. - W ogóle się nie odzywasz.
- Nie, nic mi nie jest. - odburknęłam.
- A jak tam było u Sylwii? - dopytywała.
- W porządku. - udawałam.
Rozmowa trwała dalej, ale ja w niej nie uczestniczyłam. Po wypiciu odstawiłam kubek i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać.
Kim był ten facet? Czy ten strój Grażyny był dla niego? Czy znalazła sobie kolejnego faceta? Nie broniłam jej szczęścia i umawiania się, ale spała z nim nie znając go dobrze? Zresztą, co ja mogłam powiedzieć... Byłam jeszcze gorsza, ale nie z własnej woli. Czy horror z przeszłości miał znowu wrócić?
Moje rozważania przerwało skrzypienie drzwi, które świadczyło o tym, że ktoś wchodzi.
- Co się dzieje, kochanie? - usłyszałam nad sobą troskliwy głos Filipa.
- Nic. Nieważne. - wyszeptałam.
- Wstawaj. Zabieram Cię na romantyczny spacer przez zasypiającą Warszawę, gdzie będziesz mogła powiedzieć mi w spokoju, co Ci leży na sercu. - powiedział to ceremonialnie, ale żartobliwie.
Niechętnie się podniosłam. Nie miałam ochoty wychodzić, ale lepiej pospacerować niż siedzieć bezczynnie i męczyć się ze swoimi myślami.
Nałożyłam buty i zarzuciłam na siebie przewiewny płaszczyk, bo domyślałam się, że może być trochę zimno. Opuściliśmy budynek i ruszyliśmy w stronę centrum Warszawy, która wyglądała pięknie o tej porze. Latarnie były zapalone i świeciły się ciepłym, żółtawym światłem. Dawały poczucie bezpieczeństwa, a w dodatku tworzyły przyjemny nastrój. Poczułam czułe objęcie ramieniem chłopaka i na chwilę przystanęłam. Filip ustał przede mną i mocno przytulił. Zamknęłam oczy i starałam się zapomnieć o wszystkim, jednak dzisiejsza sytuacja nie pozwalała mi na to. Wiedziałam, że muszę z kimś pogadać, żeby móc osiągnąć spokój. Filip był dobrą osobą do tego, ale nie wiedziałam czy po tym wszystkim będę w stanie to zrobić. Postanowiłam zaryzykować.
- To co się dzieje? - zapytał troskliwie.
- Dzisiaj widziałam jak w sypialni mamy siedział jakiś półnagi typek. Jest chyba z Grażyną. Nie podoba mi się to. Mam wrażenie, że wróciła do swoich dawnych nawyków. - wtuliłam się w jego pierś.
- Oj, kotek. Nie przesadzaj. Na pewno tylko sobie coś wmówiłaś. Przecież Twoja mama ma prawo się umawiać z kim chce, niezależnie od wieku. Ona pozwala Ci być ze mną i cieszy się Twoim szczęściem, więc dlaczego Ty nie potrafisz cieszyć się razem z nią? - próbował ją bronić.
- Ale nie po tym wszystkim! Ona sprowadzała codziennie innych typów do domu, a ja musiałam na to patrzeć. Już mam dosyć i nie chcę do tego wracać!
Usiadłam na ławce. Filip najwidoczniej nie miał nic więcej do powiedzenia na ten temat, ponieważ usiadł obok mnie i mnie przytulił.
- Znasz już odpowiedz na moje pytanie? - wyszeptał mi do ucha.
- Tak, znam. - odrzekłam.
- A więc? Chcesz do mnie wrócić? - zapytał.
- Filip, posłuchaj... Jesteś dla mnie naprawdę ważną osobą i to się nie zmieni, ale po tym co mi zrobiłeś nie mogę Ci tak zaufać i jest jeszcze jedna sprawa... Przez to wszystko straciłeś nie tylko moje zaufanie, ale też moją miłość. Nie kocham Cię już, nie umiem Cię już kochać. Nie potrafię... - szlochałam.
- Rozumiem. Masz prawo mnie nienawidzić. Muszę Ci jednak powiedzieć, że żałuję tego co zrobiłem. Teraz wiem, że to było okrutne i potraktowałem Cię jak przedmiot. - odsunął się.
- Najlepiej byłoby, gdybyś zniknął z mojego życia, ale jeśli Ci zależy, możemy zostać przyjaciółmi i spróbować odbudować to zaufanie, ale nie będzie to łatwe.
Chłopak się zgodził i wróciliśmy do domu. Zastaliśmy matkę rozmawiającą przez telefon. Kiedy nas zauważyła, od razu zakończyła połączenie. Filip spojrzał na mnie i dał znak, że zostawi nas same. Musiałam z nią pogadać.
- Cześć, mamo. Będę mówiła wprost. Wiem, że był u Ciebie jakiś mężczyzna i że miałaś spędzić z nim wieczór, a my nie daliśmy Ci takiej możliwości. Szczerze, nie podoba mi się to i mam obawy, że będzie jak dawniej... Wyjaśnij mi to, proszę.
- Milena, kochanie... To nie tak... T-to stały związek... Ten mężczyzna jest tylko jeden. Zaufaj mi.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Nie wiedziałam, że byłam wtedy tak naiwna.
,, Ucieszyłam się na tą wiadomość. Na koniec zapytał, czy chcę do niego wrócić, ale odrzekłam, że muszę się zastanowić. Wróciliśmy do tej ,,nory", pozbierałam swoje rzeczy i wróciłam do mieszkania, gdzie serdecznie powitała mnie mama. "
Było to nieco dziwne, bo miała na sobie tylko szlafrok. Domyśliłam się, że pod spodem ma samą bieliznę.
- Witaj, kochanie. - powiedziała na wstępie.
Wtedy obrzuciłam ją pogardliwym spojrzeniem. Jak mogła paradować w takim stroju przed moim chło... to znaczy byłym chłopakiem, wiedząc, że zaraz przyjdziemy? Zauważyłam na jej twarzy rumieńce wstydu, tym bardziej, kiedy zobaczyła, że spod szlafroka wystaje jej koronkowa bielizna. Nie miałam nic przeciwko takim strojom, ale w jej wieku i takich okolicznościach było to trochę nie na miejscu.
- Wybaczcie... - wydukała, zasłaniając się bardziej. - Nie spodziewałam się, że wrócicie... dzisiaj. - mówiła zakłopotana.
- Nic się nie stało. - powiedział Filip z wielkim uśmiechem na twarzy, aż miałam ochotę go uderzyć.
Grażyna zaprosiła nas do środka i powiedziała, że za chwilę przyjdzie jak tylko się przebierze. Postanowiłam zostawić Filipa samego w kuchni i ,,pozwiedzać" mieszkanie. W pewnym momencie usłyszałam jakieś szepty. Najprawdopodobniej mama rozmawiała z jakimś facetem.
- Wiem, misiu, że miał to być nasz wieczór, ale dzieciaki przyszły. - mówiła. - Zajmę je czymś, a Ty wyjdź po cichu, żeby nikt nie wiedział, że tu byłeś. A teraz muszę się przebrać w coś....normalnego?
Wyjrzałam zza ściany i zobaczyłam jakiegoś półnagiego mężczyznę wpatrującego się w przebierającą się Grażynę. Kiedy usłyszałam kroki, szybko wróciłam do kuchni.
- Napijecie się czegoś? - zapytała z uśmiechem, od progu.
- Chętnie. - powiedział Filip, a ja nie odezwałam się.
Matka bez słowa podała nam herbatę i zaczęła rozmowę. Właściwie rozmawiała tylko z moim byłym chłopakiem, bo ja siedziałam wpatrzona w kubek i ciepły napój.
- Skarbie, coś się stało? - zapytała po jakimś czasie. - W ogóle się nie odzywasz.
- Nie, nic mi nie jest. - odburknęłam.
- A jak tam było u Sylwii? - dopytywała.
- W porządku. - udawałam.
Rozmowa trwała dalej, ale ja w niej nie uczestniczyłam. Po wypiciu odstawiłam kubek i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać.
Kim był ten facet? Czy ten strój Grażyny był dla niego? Czy znalazła sobie kolejnego faceta? Nie broniłam jej szczęścia i umawiania się, ale spała z nim nie znając go dobrze? Zresztą, co ja mogłam powiedzieć... Byłam jeszcze gorsza, ale nie z własnej woli. Czy horror z przeszłości miał znowu wrócić?
Moje rozważania przerwało skrzypienie drzwi, które świadczyło o tym, że ktoś wchodzi.
- Co się dzieje, kochanie? - usłyszałam nad sobą troskliwy głos Filipa.
- Nic. Nieważne. - wyszeptałam.
- Wstawaj. Zabieram Cię na romantyczny spacer przez zasypiającą Warszawę, gdzie będziesz mogła powiedzieć mi w spokoju, co Ci leży na sercu. - powiedział to ceremonialnie, ale żartobliwie.
Niechętnie się podniosłam. Nie miałam ochoty wychodzić, ale lepiej pospacerować niż siedzieć bezczynnie i męczyć się ze swoimi myślami.
Nałożyłam buty i zarzuciłam na siebie przewiewny płaszczyk, bo domyślałam się, że może być trochę zimno. Opuściliśmy budynek i ruszyliśmy w stronę centrum Warszawy, która wyglądała pięknie o tej porze. Latarnie były zapalone i świeciły się ciepłym, żółtawym światłem. Dawały poczucie bezpieczeństwa, a w dodatku tworzyły przyjemny nastrój. Poczułam czułe objęcie ramieniem chłopaka i na chwilę przystanęłam. Filip ustał przede mną i mocno przytulił. Zamknęłam oczy i starałam się zapomnieć o wszystkim, jednak dzisiejsza sytuacja nie pozwalała mi na to. Wiedziałam, że muszę z kimś pogadać, żeby móc osiągnąć spokój. Filip był dobrą osobą do tego, ale nie wiedziałam czy po tym wszystkim będę w stanie to zrobić. Postanowiłam zaryzykować.
- To co się dzieje? - zapytał troskliwie.
- Dzisiaj widziałam jak w sypialni mamy siedział jakiś półnagi typek. Jest chyba z Grażyną. Nie podoba mi się to. Mam wrażenie, że wróciła do swoich dawnych nawyków. - wtuliłam się w jego pierś.
- Oj, kotek. Nie przesadzaj. Na pewno tylko sobie coś wmówiłaś. Przecież Twoja mama ma prawo się umawiać z kim chce, niezależnie od wieku. Ona pozwala Ci być ze mną i cieszy się Twoim szczęściem, więc dlaczego Ty nie potrafisz cieszyć się razem z nią? - próbował ją bronić.
- Ale nie po tym wszystkim! Ona sprowadzała codziennie innych typów do domu, a ja musiałam na to patrzeć. Już mam dosyć i nie chcę do tego wracać!
Usiadłam na ławce. Filip najwidoczniej nie miał nic więcej do powiedzenia na ten temat, ponieważ usiadł obok mnie i mnie przytulił.
- Znasz już odpowiedz na moje pytanie? - wyszeptał mi do ucha.
- Tak, znam. - odrzekłam.
- A więc? Chcesz do mnie wrócić? - zapytał.
- Filip, posłuchaj... Jesteś dla mnie naprawdę ważną osobą i to się nie zmieni, ale po tym co mi zrobiłeś nie mogę Ci tak zaufać i jest jeszcze jedna sprawa... Przez to wszystko straciłeś nie tylko moje zaufanie, ale też moją miłość. Nie kocham Cię już, nie umiem Cię już kochać. Nie potrafię... - szlochałam.
- Rozumiem. Masz prawo mnie nienawidzić. Muszę Ci jednak powiedzieć, że żałuję tego co zrobiłem. Teraz wiem, że to było okrutne i potraktowałem Cię jak przedmiot. - odsunął się.
- Najlepiej byłoby, gdybyś zniknął z mojego życia, ale jeśli Ci zależy, możemy zostać przyjaciółmi i spróbować odbudować to zaufanie, ale nie będzie to łatwe.
Chłopak się zgodził i wróciliśmy do domu. Zastaliśmy matkę rozmawiającą przez telefon. Kiedy nas zauważyła, od razu zakończyła połączenie. Filip spojrzał na mnie i dał znak, że zostawi nas same. Musiałam z nią pogadać.
- Cześć, mamo. Będę mówiła wprost. Wiem, że był u Ciebie jakiś mężczyzna i że miałaś spędzić z nim wieczór, a my nie daliśmy Ci takiej możliwości. Szczerze, nie podoba mi się to i mam obawy, że będzie jak dawniej... Wyjaśnij mi to, proszę.
- Milena, kochanie... To nie tak... T-to stały związek... Ten mężczyzna jest tylko jeden. Zaufaj mi.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Nie wiedziałam, że byłam wtedy tak naiwna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)