,, Zostawiłam pieniądze, żeby nie robić im kłopotu i żeby nie musieli za mnie płacić.
- Ale zaczekaj! O co chodzi? - usłyszałam głos Filipa za plecami, ale nie odwróciłam się ani nie zatrzymałam.
Wyszłam na zewnątrz, a chłodny oddech zasypiającej Warszawy rozwiał moje włosy. "
Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie. Kiedy zauważyłam, że ktoś wyszedł z kawiarenki, przyspieszyłam kroku. Nie miałam ochoty teraz z nikim rozmawiać. Sylwii nie miałam nic do powiedzenia, a na Filipa byłam zła.
Szłam tak dłuższy czas, kiedy nagle z ciemności wyłonił się jakiś chłopak i wpadł na mnie.
- Ojeju, przepraszam bardzo. - zawstydził się.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się smutno i spojrzałam w jego błękitne tęczówki.
- Powinienem patrzeć, gdzie idę. - zaśmiał się nerwowo. - Nie jest Ci zimno? - zapytał.
- Nie. Mam sweterek. - chwyciłam za ubranie i lekko je podniosłam w okolicy klatki.
Chłopak uznał, że to zbyt letnie ubranie jak na taką porę i podarował mi swoją kurtkę. A wręcz mi ją wcisnął, gdyż ciągle odmawiałam. Potem zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. Mówiłam, że nie ma potrzeby, poradzę sobie sama i że mieszkam dość daleko stąd, więc nie chcę mu robić kłopotu. Tym bardziej nalegał i twierdził, że o tej porze Warszawa nie jest bezpieczna. Uśmiechnęłam się tylko lekko i ruszyłam, a chłopak poszedł za mną.
- Wyglądasz na przygnębioną. Coś się stało?
- Nie. Miałam małą sprzeczkę z przyjaciółmi. Nic wielkiego. - odparłam szeptem.
Przecież nie powiem obcej osobie, że moja przyjaciółka okazała się być zakochaną we mnie lesbijką, były chłopak wciąż mnie kocha i mnie jeszcze wkurzył, a matka ponownie robi mi piekło w domu. Wolałam to przemilczeć i wymyślić inny, błahy powód.
Kiedy dotarliśmy pod mój blok, grzecznie podziękowałam za odprowadzenie, oddałam kurtkę i chciałam wejść do budynku, jednak poczułam uścisk na swoim nadgarstku.
- Mikołaj. - powiedział brunet.
Nie zrozumiałam, o co mu chodzi, więc uśmiechnęłam się jak idiotka. Kiedy ,,ogarnęłam", że właśnie mi się przedstawił, zaczerwieniłam się ze wstydu. Jak mogłam być tak niedomyślna? Pewnie pomyślał, że jestem jakaś głupia. Jak mogłam wypaść tak źle przed takim przystojnym chłopakiem?
- Milena. Miło mi Cię poznać. - odpowiedziałam w końcu.
- Ymmm... - zawahał się. - Mogę Cię... no wiesz... przytulić? Tak na pożegnanie. - spuścił wzrok na buty, ale po chwili wyszczerzył się i pokazał swoje idealnie równe i białe zęby.
Nic nie powiedziałam tylko rozłożyłam ręce i zaśmiałam się. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i przytulił przelotnie.
- Pójdę już. - powiedziałam w końcu i nie oglądając się weszłam na klatkę.
Weszłam na swoje piętro i otworzyłam drzwi. Słyszałam, jak Grażyna z kimś rozmawia. Weszłam do kuchni i zauważyłam, że siedzi tam w samej seksownej bieliźnie, z jakimś facetem. Nie był to ani Artur, ani facet z poprzedniej nocy, ani nikt kogo znałam. Czyli przyprowadziła sobie kolejnego.
- Och, kochanie... - powiedziała, czerwieniąc się, kiedy mnie dostrzegła. - Co Ty tu robisz?
- Mieszkam. - warknęłam ze złością, po czym zabrałam się i poszłam do swojego pokoju.
Po około godzinie usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, a potem do pokoju weszła Grażyna.
- Nie wiedziałam, że tak szybko wrócisz. To nie tak jak myślisz. Możemy pogadać? - zapytała.
- Wyjdź. Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać ani nawet na Ciebie patrzeć.
Matka posmutniała, ale wykonała moje polecenie. Ja w tym czasie podniosłam się i poszłam do łazienki. Wykąpałam się, umyłam zęby i przebrałam się w wygodną piżamę. Poszłam spać.
Rano obudził mnie Filip, który nalegał, żebym się obudziła. W końcu uległam i wrzasnęłam, że przecież nie śpię.
- Wczoraj rozmawiałem długo z Sylwią. Pogodziliśmy się, jakby Cię to interesowało. Nie powiedziała mi, o co dokładnie Ci chodzi, ale prosiła, żebym Ci przekazał, że chce z Tobą pogadać. Powiedziała też, żebyś pojawiła się o 15 w ,,waszym miejscu". Powinnaś wiedzieć, gdzie to. - oznajmił.
- A która jest teraz godzina? - zapytałam, ziewając.
- Prawie 8.
Wytrzeszczyłam na niego oczy i ochrzaniłam, jakim prawem mnie budzi o tej porze. Jako, że już się rozbudziłam, wstałam i poszłam się ubrać oraz umyć zęby. Później postanowiłam trochę posprzątać w pokoju, więc wygoniłam Filipa, uprzątnęłam porozwalane ubrania, zgarnęłam śmieci do worka, a na koniec położyłam na podłodze materac i zaścieliłam go. Ubrałam buty i wyszłam ze śmieciami. Wychodząc z klatki, usłyszałam za sobą znajomy krzyk.
- Milena, czekaj!
Odwróciłam się i ujrzałam za sobą poznanego wczoraj chłopaka. Zaczekałam, aż do mnie dobiegnie, a potem przywitałam się z nim.
- Cześć, Mikołaj. - uśmiechnęłam się.
- Co robisz? - odwzajemnił gest.
- Idę wynieść śmieci. - zaśmiałam się, podnosząc worek. - Trochę sprzątałam. - powiedziałam żartobliwie.
Zaproponował, że ,,odprowadzi" mnie do kontenera, a potem możemy się gdzieś przejść. Zgodziłam się z miłą chęcią. Kiedy wyrzuciłam już worek, ruszyliśmy w kierunku centrum miasta. Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, a potem postanowiłam przerwać ciszę.
- Teraz zawsze będziesz mnie wszędzie odprowadzał? - zaśmiałam się krótko.
- Jeśli zechcesz. - uśmiechnął się szeroko i poruszył brwiami. Zaśmiałam się, gdyż wyglądał zabawnie.
Usiedliśmy na pobliskiej ławce i obgadywaliśmy ludzi, głośno się śmiejąc. Wiem, że tak nie można, ale mieliśmy naprawdę niezły ubaw.
- Jesteś naprawdę ładna. - klepnął moje udo. Spojrzałam na niego podejrzliwie, z przymrużonymi oczami, po czym zaśmiałam się.
- To Twój sposób na podryw? - powiedziałam niby kpiąco.
- Można tak powiedzieć. - zażartował.
Spojrzałam na zegarek w telefonie i spoważniałam. Była już 14, a za godzinę miałam spotkać się z Sylwią.
- Dziękuję za przemiłe popołudnie, ale niestety muszę iść. Umówiłam się. - spojrzałam przepraszająco.
- Rozumiem. Odprowadzę Cię. - podniósł się z miejsca.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i ruszyliśmy w kierunku mojego mieszkania. W drodze jeszcze raz podziękowałam za mile spędzony czas, a on zażartował, że zrobił to specjalnie, żeby mnie rozśmieszyć. Domyśliłam się jednak, że to nie jest zwykły ,,żart".
Pod blokiem powiedziałam bezgłośne ,,dzięki" i pomachałam na pożegnanie. Weszłam na klatkę schodową i ponownie poczułam, jak ktoś chwyta mnie za rękę. Odwróciłam się z myślą, że to przystojny brunet chciał pożegnać się w inny sposób, ale kiedy odwróciłam się, ujrzałam twarz Filipa.
- Kim był ten chłopak? - nasze twarze dzieliły tylko centymetry.
- Znajomy, a co? Chyba nie powinno Cię interesować z kim się zadaję. - odburknęłam.
- A co jeśli Ci powiem, że jestem o niego zazdrosny? - wkurzył się i ścisnął mój nadgarstek.
- To sobie bądź. - odpowiedziałam. - Błagam, przecież z Tobą śpię w jednym pokoju, a bronisz spotkać mi się z miłym kolegą?
- I właśnie dlatego Ci bronię. - puścił moją rękę i nerwowo wszedł po schodach. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i poszłam za nim do mieszkania.
Zdjęłam buty i poszłam do swojego pokoju, żeby uniknąć spotkania matki. Przebrałam się i z powrotem wyszłam na dwór. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Była 14.45. Miałam 15 minut, żeby dojść do dębowego lasku na spotkanie z Sylwią. Nie chciałam się spóźnić, bo wiedziałam, że pomyśli sobie, że nie zamierzam przyjść. Przyspieszyłam kroku i dotarłam na miejsce równo o umówionej godzinie.
Sylwia już czekała. Podeszłam do niej i nie wiedziałam jak zareagować. Ucałowałam przelotnie jej policzek, żebym nie wyszła na obrażoną albo złą. Jeszcze chwilę stałyśmy w ciszy, po czym przyjaciółka powiedziała ze smutkiem:
- Dlaczego mnie unikałaś? Nie chcesz mnie już znać, ze względu na moją orientację, tak?
- To nie tak. Przepraszam za moje zachowanie. Nie chciałam, żebyś pomyślała, że Cię unikam. Po prostu jeszcze nie byłam gotowa na tą rozmowę. - opuściłam głowę.
- A teraz jesteś? - spytała nieśmiało swoim słodkim głosikiem, co sprawiło, że chciałam ją przytulić.
- Tak. - potarłam nerwowo kark. - Posłuchaj... Jesteś moją przyjaciółką. Nieważne, co by się stało zawsze nią będziesz. Moim obowiązkiem jest akceptować Cię i wszystko co z Tobą związane.
- Akceptujesz mnie tylko ze względu na obowiązek? - zasmuciła się.
- Oczywiście, że nie. Miałam na myśli, że nie mam nic do osób homoseksualnych i chcę, żebyś wiedziała, że Cię akceptuję. Zawsze i wszędzie. - uśmiechnęłam się, jednak ona nie odwzajemniła mojego gestu.
- Tylko, że ja bym chciała coś więcej. Więcej niż przyjaźń. - zasmuciła się znowu.
- Sylwia, nigdy nie byłam z dziewczyną. - zakłopotałam się.
Nastała chwila milczenia. Wiedziałam, że jest jej przykro. Miała łzy w oczach. Podeszłam do niej i ją przytuliłam, bo nie mogłam dłużej patrzeć. To tak jak nieodwzajemniona miłość, głupi lesbijski friendzone. Było mi jej naprawdę żal, ale nie mówiłam nic.
- Masz rację. Nie mogę Cię o to prosić. Co ja sobie myślałam? Że wyznam Ci miłość, a Ty od razu rzucisz się w moje ramiona i powiesz, że też mnie kochasz? Jestem żałosna. - mówiła wściekła na samą siebie. Wyrwała się z moich objęć i zapłakana pobiegła do domu.
Chciałam ją zatrzymać, ale to nie miało sensu. I tak by nie wróciła. Musiała to sobie przemyśleć, po prostu. Ja tym czasem wróciłam do domu i rzuciłam się na łóżko, zanosząc się płaczem. Nie wiem dlaczego.
Spostrzegłam, że jest już po 17. Długo zajęła mi ta rozmowa i powrót. Po kilku minutach leżenia poszłam się wykąpać. Do łazienki wtargnął mi Filip, ale na szczęście zdążyłam się owinąć ręcznikiem. Szybko go wygoniłam i dokończyłam relaksację. Potem poszłam do pokoju, unikając matki, i wzięłam do ręki telefon. Szybko wystukałam na klawiaturze:
* Wszystko w porządku? *
Odbiorcą była Sylwia. Wysłałam wiadomość i nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
* Nie za bardzo. *
* Wszystko będzie dobrze, naprawdę. Musimy zrobić pewien eksperyment. Jest trochę głupi, ale może zadziałać. Słodkich snów. Dobranoc. * - napisałam.
* Dobranoc ;) * - odpisała niemal natychmiast.
Wstałam i zarzuciłam na siebie szlafrok, po czym opuściłam mieszkanie. Wybiegłam z bloku i rozglądałam się wokoło. Szukałam tej jednej, jedynej znajomej twarzy. Pobiegłam dalej. Nigdzie go nie było. W końcu znalazłam go w parku.
- Przyjdź pod mój blok jutro o 17, jeśli nie masz nic do zrobienia.
- W porządku, a coś się stało? Dlaczego jesteś w samym szlafroku?! Zaraz się przeziębisz! - okrył mnie kurtką.
- Dowiesz się jutro, a to... - wskazałam na swoje ubranie - to tak na szybko. Musiałam pilnie Cię znaleźć.
Chłopak zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, a ja lekko zaśmiałam się i oczywiście zgodziłam. Pożegnałam się z nim przytuleniem, a potem wbiegłam do mieszkania i od razu wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, mijając leżącego na materacu Filipa.
Zdjęłam buty i poszłam do swojego pokoju, żeby uniknąć spotkania matki. Przebrałam się i z powrotem wyszłam na dwór. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Była 14.45. Miałam 15 minut, żeby dojść do dębowego lasku na spotkanie z Sylwią. Nie chciałam się spóźnić, bo wiedziałam, że pomyśli sobie, że nie zamierzam przyjść. Przyspieszyłam kroku i dotarłam na miejsce równo o umówionej godzinie.
Sylwia już czekała. Podeszłam do niej i nie wiedziałam jak zareagować. Ucałowałam przelotnie jej policzek, żebym nie wyszła na obrażoną albo złą. Jeszcze chwilę stałyśmy w ciszy, po czym przyjaciółka powiedziała ze smutkiem:
- Dlaczego mnie unikałaś? Nie chcesz mnie już znać, ze względu na moją orientację, tak?
- To nie tak. Przepraszam za moje zachowanie. Nie chciałam, żebyś pomyślała, że Cię unikam. Po prostu jeszcze nie byłam gotowa na tą rozmowę. - opuściłam głowę.
- A teraz jesteś? - spytała nieśmiało swoim słodkim głosikiem, co sprawiło, że chciałam ją przytulić.
- Tak. - potarłam nerwowo kark. - Posłuchaj... Jesteś moją przyjaciółką. Nieważne, co by się stało zawsze nią będziesz. Moim obowiązkiem jest akceptować Cię i wszystko co z Tobą związane.
- Akceptujesz mnie tylko ze względu na obowiązek? - zasmuciła się.
- Oczywiście, że nie. Miałam na myśli, że nie mam nic do osób homoseksualnych i chcę, żebyś wiedziała, że Cię akceptuję. Zawsze i wszędzie. - uśmiechnęłam się, jednak ona nie odwzajemniła mojego gestu.
- Tylko, że ja bym chciała coś więcej. Więcej niż przyjaźń. - zasmuciła się znowu.
- Sylwia, nigdy nie byłam z dziewczyną. - zakłopotałam się.
Nastała chwila milczenia. Wiedziałam, że jest jej przykro. Miała łzy w oczach. Podeszłam do niej i ją przytuliłam, bo nie mogłam dłużej patrzeć. To tak jak nieodwzajemniona miłość, głupi lesbijski friendzone. Było mi jej naprawdę żal, ale nie mówiłam nic.
- Masz rację. Nie mogę Cię o to prosić. Co ja sobie myślałam? Że wyznam Ci miłość, a Ty od razu rzucisz się w moje ramiona i powiesz, że też mnie kochasz? Jestem żałosna. - mówiła wściekła na samą siebie. Wyrwała się z moich objęć i zapłakana pobiegła do domu.
Chciałam ją zatrzymać, ale to nie miało sensu. I tak by nie wróciła. Musiała to sobie przemyśleć, po prostu. Ja tym czasem wróciłam do domu i rzuciłam się na łóżko, zanosząc się płaczem. Nie wiem dlaczego.
Spostrzegłam, że jest już po 17. Długo zajęła mi ta rozmowa i powrót. Po kilku minutach leżenia poszłam się wykąpać. Do łazienki wtargnął mi Filip, ale na szczęście zdążyłam się owinąć ręcznikiem. Szybko go wygoniłam i dokończyłam relaksację. Potem poszłam do pokoju, unikając matki, i wzięłam do ręki telefon. Szybko wystukałam na klawiaturze:
* Wszystko w porządku? *
Odbiorcą była Sylwia. Wysłałam wiadomość i nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
* Nie za bardzo. *
* Wszystko będzie dobrze, naprawdę. Musimy zrobić pewien eksperyment. Jest trochę głupi, ale może zadziałać. Słodkich snów. Dobranoc. * - napisałam.
* Dobranoc ;) * - odpisała niemal natychmiast.
Wstałam i zarzuciłam na siebie szlafrok, po czym opuściłam mieszkanie. Wybiegłam z bloku i rozglądałam się wokoło. Szukałam tej jednej, jedynej znajomej twarzy. Pobiegłam dalej. Nigdzie go nie było. W końcu znalazłam go w parku.
- Przyjdź pod mój blok jutro o 17, jeśli nie masz nic do zrobienia.
- W porządku, a coś się stało? Dlaczego jesteś w samym szlafroku?! Zaraz się przeziębisz! - okrył mnie kurtką.
- Dowiesz się jutro, a to... - wskazałam na swoje ubranie - to tak na szybko. Musiałam pilnie Cię znaleźć.
Chłopak zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, a ja lekko zaśmiałam się i oczywiście zgodziłam. Pożegnałam się z nim przytuleniem, a potem wbiegłam do mieszkania i od razu wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, mijając leżącego na materacu Filipa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.