<- Cierpię z powodu ukrywania. Mam tego dosyć i czas wyznać prawdę. Nie wiem jak to zaakceptujesz, może nawet mnie odrzucisz, ale chcę mieć to za sobą.
- Mów. - podniosłam jej podbródek i zmusiłam do patrzenia mi w oczy. - Milena... Ja jestem homoseksualna. Jestem lesbijką i już dawno zakochałam się w Tobie. - wybuchnęła płaczem. "
- J-ja... - nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć.
Zszokowała mnie. Nigdy nie mówiła mi o swojej orientacji i nigdy nie dawała znaków, że mogłaby być we mnie zakochana. Oczywiście, akceptowałam jej ,,odmienność" i wcale nie traktowałam ludzi homoseksualnych jak gorszych albo chorych. Byłam bardzo tolerancyjna i wyrozumiała, dlatego nie miałam powodów, żeby wytykać kogoś z powodu jego upodobań. Ale w tamtej chwili wydało mi się to dziwne. Może dlatego, że sama spotkałam się z tym dopiero pierwszy raz? Nigdy nie miałam kontaktu z żadną lesbijką czy gejem.
Stałam i wpatrywałam się w nią. Zauważyłam, że jej oczy są pełne łez i... nadziei. Na pewno chciała, abym ją zaakceptowała i powiedziała, że wszystko jest dobrze, ale nie potrafiłam spełnić jej oczekiwań w tamtym momencie. Musiałam to przemyśleć, wszystko sobie poukładać. Odwróciłam się do niej plecami i zaczęłam biec w stronę domu. To jedyne na co było mnie stać.
- Milena!! - usłyszałam za sobą krzyk połączony z płaczem i bólem.
Nie odwróciłam się. Nie mogłam, coś mi nie pozwalało.
Wróciłam do mieszkania i od razu postanowiłam wziąć kąpiel w zimnej wodzie, żeby ochłonąć. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Woda była lodowata, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Zamknęłam oczy i dałam upust emocjom, które wyszły ze mnie w postaci łez. Nawet nie wiem dlaczego płakałam. Nic takiego się przecież nie stało, ale czułam jakby wszystko się waliło. Czułam, że coś jest nie tak i ujawni się niedługo.
Nagle moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi i głos rodzicielki.
- Wszystko w porządku? - zapytała.
- Tak, jest okej. - odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
Potem usłyszałam kroki, czyli, że odeszła. Wyszłam z kąpieli i owinęłam się ciepłym i miękkim ręcznikiem. Umyłam dokładnie zęby i nałożyłam czystą bieliznę. Nie miałam nawet sił, żeby ubierać się piżamę. Nałożyłam równie przyjemny szlafrok, wysuszyłam włosy i poszłam prosto do pokoju. Ułożyłam się na łóżku i wzięłam do ręki książkę, którą kiedyś dostałam. Zaczęłam ją przeglądać, aż wreszcie zdecydowałam się na otworzenie pierwszej strony i czytanie powieści od początku. ,,Był ciepły jesienny dzień. " - mówił pierwszy wers. Zagłębiłam się w czytanie i na szczęście zapomniałam o całym świecie. Usłyszałam pukanie.
- Jesteś głodna? - zapytał Filip, otwierając lekko drzwi.
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się sztywno.
Chłopak usiadł obok mnie i wyjął książkę z moich dłoni, odkładając ją na półkę. Chwilę na mnie patrzył, apotem zaczął rozmawiać.
- I jak poszła rozmowa z Sylwią?
- W porządku. - starałam się jak najszybciej go zbyć.
- Nie powiesz nic więcej? Nie wściekła się? - dopytywał.
- Nie. Zrozumiała i zaoferowała pomoc. - spuściłam wzrok na moje nogi, które były zaplecione i potarłam nerwowo kolana.
- Cieszę się. Prawdziwa przyjaciółka. - zaśmiał się krótko i wstał. Jeszcze raz zapytał czy na pewno nie chcę nic zjeść, a kiedy odmówiłam, wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
Byłam wykończona po całym dniu pełnym emocji. Wtuliłam się w poduszkę, okryłam się kołdrą i szybko zasnęłam, jednak coś obudziło mnie w nocy. Spojrzałam na zegarek. 2.34. Usłyszałam jakieś hałasy zza ściany, więc postanowiłam wstać i sprawdzić o co chodzi. Podniosłam się delikatnie, żeby nie obudzić Filipa, który spał obok mnie. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam, żeby nie narobić więcej zamieszania. To co zobaczyłam, zmroziło mi krew w żyłach.
Do mieszkania wchodziła Grażyna w kusej sukience i na wysokich szpilach, razem z jakimś facetem, który wyglądał na niedoszłego biznesmena. Widać było, że matka jest pijana, bo ciągle się śmiała i opowiadała jakieś brednie. Chyba zapomniała, że jesteśmy w domu. Zrzuciła z nóg buty i zaczęła kleić się do tego typka, któremu to się najwidoczniej podobało.
Kiedy przeszli do sypialni Grażyny, wyszłam ze swojego pokoju i poszłam za nimi. Zanim tam otarłam, facet zdążył rozebrać matkę i się do niej dobierał. Nie mogłam na to patrzeć, więc po cichu opuściłam pomieszczenie i wróciłam do łóżka. Starałam się zasnąć, ale udało mi się to dopiero po kilku godzinach, kiedy zaczęło już widnieć. Przez cały czas słyszałam wiadome odgłosy z sypialni matki.
Wstałam bardzo późno. Na zegarku zobaczyłam godzinę 14.25. Przeciągnęłam się i półprzytomna poszłam do kuchni. Nalałam sobie do kubka ciepłej herbaty, która była w dzbanku i usiadłam przy stole. Upiłam łyka i przetarłam twarz rękoma. Starałam się przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego dnia, ale same ode mnie uciekały. Postanowiłam więc zmienić temat myśli i zastanowiłam się nad tym, co mam zjeść na śniadanie. Wtedy do kuchni weszła Grażyna ze skrzywioną miną. Najwidoczniej nie najlepiej się czuła. Momentalnie wszystko sobie przypomniałam. Hałasy w nocy, ją pijaną, jej faceta i nawet spotkanie z Sylwią.
- Dzień dobry, kochanie. - powiedziała.
- Cześć. - wyszeptałam tak cicho, że nie byłam pewna czy to usłyszała.
- Co chcesz na śniadanie? Jajecznica?
Przytaknęłam. Poinformowała mnie, że Filip wyszedł do ,,kolegów", ale w rzeczywistości wiedziałam, że poszedł po swoją dawkę. Chyba też powinnam tak zrobić, a poza tym spacer na pewno dobrze by mi zrobił. Zaczekałam na jedzenie, zjadłam, a potem ubrałam się w białą koszulkę, na to nałożyłam sweterek w tym samym kolorze i rurki. Uczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Pożegnałam się z matką, nie wspominając nic o nocnym zajściu. Wyszłam na klatkę schodową i wzięłam głęboki wdech. Wyszłam z bloku i udałam się w kierunku dworca. Szłam powoli, rozmyślając. Co powinnam powiedzieć Sylwii? Czemu Filip wciąż ze mną śpi? Porozmawiać z Grażyną, czy udawać, że nic nie wiem? Takie i inne myśli przelatywały przez moją głowę przez całą drogę. W końcu dotarłam na miejsce. Zapukałam i weszłam, nie czekając na zaproszenie. Od razu skierowałam się do kuchni, gdyż wiedziałam, że tam znajdę najmilszą z dziewczyn.
- Hej. - przywitałam się. - Filip już poszedł?
- No cześć. Wyszedł chwilę temu. Nie minęliście się? - zapytała, w między czasie przygotowując moją ,,porcję".
- Może poszedł w innym kierunku. Ostatnio tak wiele się dzieje... - westchnęłam, po czym wciągnęłam narkotyk. Podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam. Postanowiłam odwiedzić moje dawne ,,mieszkanie". Okazało się, że teraz zajmują je jacyś ludzie, którzy chętnie wykorzystali rzeczy pozostawione przeze mnie. Powiedziałam grzecznie ,,dzień dobry" i zawróciłam.
W drodze powrotnej starałam się odnaleźć odpowiedzi na własne pytania. Ustaliłam, że postaram się o nowe miejsce do spania dla Filipa, odpuszczę sobie rozmowę z mamą, a z Sylwią porozmawiam, jak będę na to gotowa. Wróciłam do domu i zobaczyłam, że mam nieodebrane połączenie. Dzwonił Filip. Oddzwoniłam, z grzeczności.
- Co chciałeś? - zapytałam od razu, gdy odebrał.
- Chciałem zaprosić Cię do kawiarenki. Mam niespodziankę.
Niechętnie odpowiedziałam, że się zgadzam i poprosiłam o adres tego miejsca. Później powiadomił mnie, ze jest prawie na miejscu i że będzie czekał. Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni spodni. Ustałam przed lusterkiem, aby zobaczyć swój stan ogólny. Nie wyglądałam najgorzej, ale pachniałam nie najlepiej. Postanowiłam przebrać się, bo aktualne ubrania przesiąkły smrodem tej nory i dworca. Wybrałam tym razem szary sweter, a do tego białe jeansy.
- Wychodzę razem z Filipem! Nie wiem, kiedy wrócę, ale raczej późno! - krzyknęłam do mamy.
- Baw się dobrze! - odpowiedziała.
Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Poczułam wibracje w kieszeni, która oznaczała, że dostałam SMS'a. Odczytałam go i okazało się, że to adres kawiarenki, do której miałam iść. Przecież to na drugim końcu miasta! Westchnęłam ciężko i ruszyłam w tamtym kierunku. Szłam w dosyć szybkim tempie, ale nadal miałam sporo drogi przed sobą. Usłyszałam dzwonek telefonu.
- No gdzie Ty jesteś? Kelnerki już z 15 razy pytały, czy nic nie zamawiam. - roześmiał się Filip.
- Kazałeś mi iść przez całe miasto, więc siedź cierpliwie i nie marudź. - powiedziałam żartobliwie i przyspieszyłam kroku, rozłączając się.
Kiedy nareszcie dotarłam na miejsce, weszłam i rozejrzałam się. Wypatrywałam przyjaciela i w końcu ujrzałam jego rękę machającą mi. Podeszłam i przywitałam się buziakiem w policzek. Usiadłam naprzeciwko niego.
- No nareszcie jesteś! Ile można iść przez całe miasto? - zapytał żartobliwie, na co ja cicho zachichotałam.
Podeszła do nas kelnerka i zapytała czy ,,tym razem coś zamawiamy". Zaśmiałam się i poprosiłam o cappuccino, a chłopak zamówił herbatę. Poczekaliśmy chwilę na zamówienia, a ja w międzyczasie rozglądałam się po pomieszczeniu. Była to mała, ale bardzo przytulna i jasna kawiarnia, w której pachniało kawą i ciastkami. Idealna na chłodne jesienne wieczory.
Kiedy już dostaliśmy swoje napoje zniecierpliwiłam się trochę i zapytałam:
- No to gdzie ta niespodzianka?
- Powinna zaraz być. - uśmiechnął się.
Rozmawialiśmy chwilę o przyszłym roku szkolnym, a potem temat przeszedł na nasze wspólne spanie. Ustaliliśmy, że Filip będzie mógł spać w moim pokoju, ale wyciągniemy dla niego materac i czystą pościel. Zaczynało się ściemniać, a ja coraz bardziej się niecierpliwiłam. Już dawno wypiliśmy swoje napoje, a ja nawet zamówiłam kawałek ciasta, który też zjadłam.
- Nie ma żadnej niespodzianki, prawda? Chciałeś tylko ze mną pogadać, tak? - zapytałam wkurzona, kiedy mijała kolejna godzina.
- Naprawdę mam niespo... - przerwał, gdyż owa ,,niespodzianka" się pojawiła.
- Cześć. Przepraszam za spóźnienie, ale musiałam coś załatwić. - powiedziała Sylwia zajmując miejsce obok nas.
Przyjaciółka spojrzała na mnie nieśmiało, a potem zrobiła wielkie oczy. Pewnie uświadomiła sobie, że to właśnie ja, której wyznała sekret, siedzi naprzeciwko niej. Odwróciłam od niej wzrok i przeniosłam go na Filipa. Byłam wkurzona, gdyż nie miałam ochoty się teraz z nią spotykać. Nie miałam nic do powiedzenia i chciałam uniknąć tego spotkania, dopóki sobie wszystkiego nie
poukładam.
- Muszę już iść, wybaczcie. - odsunęłam talerzyk i wstałam. Zostawiłam pieniądze, żeby nie robić im kłopotu i żeby nie musieli za mnie płacić.
- Ale zaczekaj! O co chodzi? - usłyszałam głos Filipa za plecami, ale nie odwróciłam się ani nie zatrzymałam.
Wyszłam na zewnątrz, a chłodny oddech zasypiającej Warszawy rozwiał moje włosy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.