sobota, 9 lipca 2016

Rozdział 41

W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,,  Przyjaciółka opowiedziała mi wszystko o tym miejscu, co tylko wiedziała, a potem ustawiła mnie pod drzewem i mocno przytuliła. Nie puszczała mnie przez kilka dobrych minut, a później odsunęła się lekko i popatrzyła mi prosto w oczy. 
- Milena, muszę Ci coś wyznać. - wyszeptała mi do ucha, aż przeszły mnie dreszcze. " 


     - Słucham. - uśmiechnęłam się lekko, oczarowana jej urodą. 
- Nie wiem, jak to przyjmiesz, ale... Muszę w końcu Ci to powiedzieć. Męczy mnie to od bardzo dawna i nie dam rady dłużej tego ukrywać. - spuściła wzrok na nasze buty. 
- Więc powiedz. Wysłucham Cię. - niecierpliwiłam się, ale rozumiałam, że to trudny moment dla niej. 
- Milena, bo ja jestem... - zawahała się i nie skończyła. 
      W tej chwili zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła mama. Szybko odebrałam i wsłuchiwałam się w łkanie rodzicielki. Próbowałam dopytać i cokolwiek zrozumieć, ale na marne. Mówiła tak niewyraźnie, że usłyszałam tylko ,,wróć jak najszybciej do domu" i sygnały, oznaczające koniec połączenia. Przyznam, że bardzo się przejęłam, bo już od dawna nie widziałam jej w takim stanie. Rzuciłam przyjaciółce przepraszające spojrzenie i pobiegłam w kierunku mieszkania. 
      Kilka chwil później byłam już pod drzwiami i otwierałam je. Zdawało mi się, że panowała zupełna cisza, ale kiedy weszłam dalej usłyszałam płacz. Poszłam za dźwiękiem i dotarłam do kuchni, gdzie zobaczyłam zrozpaczoną Grażynę, siedzącą na podłodze. Wokół było porozwalane kawałki szkła i rozlana kawa. Sama Grażyna była poszarpana i jakby pobita. Szybko podeszłam do niej, pomogłam wstać i zaprowadziłam do jej sypialni. Opatrzyłam jej ranę na kolanie, która powstała poprzez rozcięcie szkłem, dałam jej ubrania na przebranie i kazałam się trochę uspokoić. W międzyczasie wróciłam do pomieszczenia, pozbierałam odłamki i wytarłam rozlany napój. Doprowadziłam kuchnię do poprzedniego stanu, gdyż wyglądała jak po przejściu tornada. Potem ruszyłam w kierunku sypialni Grażyny. 
     Kiedy weszłam, akurat leżała i płakała w poduszkę. Usiadłam na skraju łóżka i delikatnie pogłaskałam ją po plecach, co sprawiło, że się odwróciła. Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem, podniosła się i mnie przytuliła. 
- Co się stało? Przez telefon nic nie zrozumiałam. 
- A-Artur... - jąkała się. 
- Co Artur? O co chodzi? - niecierpliwiłam się i chciałam za wszelką cenę wiedzieć, dlaczego była w takim stanie. 
- Rozmawialiśmy i w pewnym momencie on zwariował. - płakała. - Zaczął mnie wyzywać, mówić, że to wszystko bez sensu. Kiedy próbowałam się dowiedzieć, dlaczego tak mówi, wpadł w gorszy szał i zaczął masakrować kuchnię. Na koniec szarpał mnie i popchnął na podłogę, a w dodatku rozbił szklanki z kawą. 
     Byłam zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, co myśleć i co powiedzieć. Wiedziałam, że teraz muszę być przy matce i ja wspierać, ale jakoś nie miałam na to ochoty. Po prostu świetnie! Kolejna zagadka. Nawet nie pytałam, dlaczego mógłby tak zrobić, bo przecież Grażyna sama nie wiedziała. 
     Przysunęłam się bliżej niej i mocno objęłam. Po chwili poluźniłam uścisk i powiedziałam, że zaraz wrócę. Zadzwoniłam do Filipa. 
- Halo? Filip, przyjdź do domu. Musisz mi pomóc. Pośpiesz się! - zakończyłam połączenie. 
     Zaniosłam matce chusteczki i zaproponowałam gorącą herbatę. Kiedy woda się zagotowała, zaniosłam jej napój i postawiłam na szafce nocnej. 
- Mogłaś się tego spodziewać, mamo. Znałaś go tak niedługo, a już zaczęłaś angażować się w związek. Nawet go nie znałaś. - powiedziałam, ale w tej chwili zdałam sobie sprawę, że ze mną i Filipem było tak samo. - Przepraszam. - burknęłam i wyszłam. 
     Na przyjaciela musiałam czekać jakieś 20 minut. Kiedy w końcu się zjawił, opowiedziałam mu całe zajście. 
- I co ja mam z tym wspólnego? - zdziwił się. 
- Musisz pomóc mi pocieszyć Grażynę i jakoś jej to przetłumaczyć, żeby nie przeżywała. 
- A Ty nie możesz tego zrobić? - skrzywił się. 
- Posłuchaj, ja nie dam rady. Mam swoje sprawy i też muszę się z nimi zmierzyć. Poza tym przyszła pora na... No wiesz. Muszę iść wziąć, a potem jeszcze spotkać się z Sylwią i mam jej coś do wyjaśnienia, a w dodatku... - przerwał mi. 
- Dobra, dobra! Idź już, a ja zajmę się Twoja matką. Nie chce mi się słuchać Twojego narzekania.- dzióbnął mnie w bok. 
       Przytuliłam się do niego w podziękowaniu, ale to było coś zupełnie innego niż kiedyś. Teraz było to takie drętwe, przyjacielskie, a kiedyś czułam swoją i jego miłość w takich gestach. Cieszyłam się z tego, bo przynajmniej nie okłamałam go mówiąc, że już nic do niego nie czuję. 
       Narzuciłam na siebie pierwszą lepszą bluzę z wieszaka i pomachałam Filipowi na pożegnanie. Wyszeptał coś w stylu ,,Twoja mama będzie jak nowa". Uśmiechnęłam się, ale w duszy byłam bardzo spięta. Chciałam jak najszybciej wziąć swoją działkę. Udałam się w kierunku dawnego mieszkania przyjaciela i zapukałam. Usłyszałam znajomy dziewczęcy głos, zapraszający do środka. 
- Cześć. - przywitałam się z wszystkimi. 
       Nie każdy ucieszył się z mojej wizyty, a wręcz większość chciała, żebym sobie poszła. Tylko jedna dziewczyna spojrzała na mnie z litością i zaprosiła do ,,kuchni". Dała mi moją działkę i zapytała, jak tam z Filipem. Nie miałam powodu, aby kłamać, więc wyjaśniłam jej całą sytuację. Oznajmiła, że bardzo mi współczuje. Wciągnęłam biały proszek, jednak mniejszą dawkę niż mi zaproponowała. Nie chciałam tym razem odpłynąć tylko po prostu zaspokoić głód.
      Wyszłam z pomieszczenia i udała się w kierunku drzwi. Świat był jakby za mgłą, ale szłam dalej. Trochę kręciło mi się w głowie, ale nie zważałam na to. Szłam i szłam, chociaż nie do końca wiedziałam, gdzie mam iść. Moja wewnętrzna intuicja zaprowadziła mnie do tego dębowego lasku, a potem na piękną polanę. Zobaczyłam niewyraźny zarys mojej przyjaciółki siedzącej pod drzewem. Kiedy podeszłam, podniosła głowę. Twarz miała czerwoną, ale uśmiechnęła się. Zdawało mi się, że to tylko zjawa, sen. Jednak po chwili postać podniosła się i spojrzała mi w oczy, a potem zaczęła szturchać mnie i wymawiać moje imię, które docierało do mnie coraz głośniej. 
- Milena, Milena! Milena, co Ci jest? - słyszałam. 
    Wtedy otrząsnęłam się. To nie był sen. Byłam w tym lesie naprawdę i stałam naprzeciwko zapłakanej przyjaciółki. Nie mogłam pozwolić, żeby patrzyła na mnie w takim stanie. Jeszcze nie teraz, nie teraz! Odwróciłam się i zaczęłam od niej uciekać, pomimo zatrzymywań. Pobiegłam gdzieś wgłąb lasu, ale zorientowałam się, że to głupie. Zawróciłam i pobiegłam do domu. Od razu na wejściu przywołałam Filipa i położyłam się na łóżku w swoim pokoju. Tylko on mógł mnie zrozumieć w tym momencie. 
- Filip... Sylwia mnie widziała, w takim stanie! Ja chciałam jej powiedzieć, ale nie teraz! Jeszcze nie jestem gotowa! - krzyczałam i ściskałam jego rękę. 
- Teraz już za późno. Musisz jej wyjaśnić, bo będzie dopytywała, a jeśli skłamiesz... Wkrótce poplączesz się w tym i zranisz ją bardziej. - gładził mnie po włosach wolną ręką. 
- A co jeśli tego nie zrozumie? Uzna mnie za ćpunkę i zerwie ze mną kontakt? Zależy mi na niej, cholernie zależy. - denerwowałam się. 
     Nie odpowiedział. Położył się obok i przycisnął do swojej piersi. Wtedy przypomniałam sobie o Grażynie. 
- Co z mamą? - zapytałam. 
- Śpi. Pogadałem z nią dosyć długo i pomogło. Nie powinna być już smutna. - ucałował moje czoło. 
    Było mi tak przyjemnie, chociaż w pewnym sensie cierpiałam. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiedziałam też, że ta cała sytuacja nie jest dla Filipa łatwa, bo musi hamować swoje uczucia do mnie. Miałam mętlik w głowie i aby się go pozbyć, zasnęłam. 
     Po kilku godzinach obudził mnie przyjaciel. 
- Sylwia cały czas się do Ciebie dobija. - podał mi mój telefon, który znowu zaczął wibrować. 
Ziewnęłam i odebrałam. Zalała mnie lawina pytań na temat naszego wcześniejszego spotkania. Nie chciałam jej wyjaśniać przez telefon, więc zaproponowałam spotkanie, chociaż już się ściemniało. Zgodziła się i zakończyła połączenie. Wstałam i przebrałam się. Nałożyłam sweterek, bo wiał wiatr, a ja nie chciałam zmarznąć i się rozchorować. Zbliżała się zima i święta, więc nie mogłam pozwolić na chorobę. 
       Wyszłam z domu w pośpiechu. Nie ustaliłam z Sylwią miejsca spotkania, ale miałam przeczucie, że znajdę ją tam, gdzie poprzednio. Miałam rację. Siedziała w tej samej pozycji, w tym samym miejscu i nadal płakała. Podeszłam do niej i usiadłam obok, obejmując ją ramieniem. Podniosła wzrok i delikatnie się uśmiechnęła. 
- Musze Ci coś wyznać. - powiedziałyśmy w tym samym czasie. 
- Mów pierwsza. - powiedziała Sylwia. 
    Kiwnęłam głową na zgodę, wzięłam głęboki wdech i zaczęłam szeptać. 
- Od pewnego czasu... Jestem ćpunką. Biorę dosyć mocne narkotyki. Moje uzależnienie zaczęło się od tego, że musiałam testować dla Filipa towar. Wtedy się uzależniłam. Nie jest ze mną jednak jeszcze tak źle, bo wiem, że jeśli się postaram to mogę przestać. - wydusiłam z siebie. 
     W oczach Sylwii dostrzegłam złość, współczucie i troskę jednocześnie. 
- Jesteś na mnie zła? Wiem, powinnam powiedzieć Ci wcześniej, ale nie było okazji. - odsunęłam się lekko. 
- Nie jestem zła na Ciebie, tylko na Filipa. To przez niego! Najważniejsze, czy Ty chcesz przestać brać? - objęła mnie. 
- Tak. 
      Uśmiechnęła się i otarła łzy. Ucieszyłam się, że tak to przyjęła. Nie krzyczała, nie obrażała, nie wypominała. Zrozumiała i zaakceptowała, a później nawet zaproponowała pomoc. Wtedy przypomniało mi się, że ona też miała mi coś do powiedzenia, ale najpierw chciałam dowiedzieć się, dlaczego płacze, więc zapytałam o to wprost. 
- Cierpię z powodu ukrywania. Mam tego dosyć i czas wyznać prawdę. Nie wiem jak to zaakceptujesz, może nawet mnie odrzucisz, ale chcę mieć to za sobą. 
- Mów. - podniosłam jej podbródek i zmusiłam do patrzenia mi w oczy. 
- Milena... Ja jestem homoseksualna. Jestem lesbijką i już dawno zakochałam się w Tobie. - wybuchnęła płaczem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.