,,- Milena, kochanie... To nie tak... T-to stały związek... Ten mężczyzna jest tylko jeden. Zaufaj mi.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Nie wiedziałam, że byłam wtedy tak naiwna. "
Nie do końca wierzyłam Grażynie, bo miałam przykre doświadczenia z przeszłości związane z jej kochankami, ale postanowiłam nie osądzać jej od razu. Pozwoliłam jej rozwinąć tą znajomość. Może rzeczywiście miał być to facet na stałe? Co prawda, nie była już młoda, więc zachowanie jak u nastolatki było u niej co najmniej nieodpowiednie, ale starałam się w to nie wnikać. Musiałam jej zaufać, choć jeden raz.
Po rozmowie z matką udałam się do łazienki, gdzie w wannie zmyłam trud całego dnia. Od dawna marzyłam o długiej i odprężającej kąpieli. Kiedy wyszłam, owinęłam się ręcznikiem i nałożyłam na twarz maseczkę, która po zaschnięciu nabrała zielonego koloru. W tej chwili do pomieszczenia wszedł Filip.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałem, że tu jesteś... Ale... Co Ci się stało w twarz? - skrzywił się.
Wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłam się uspokoić, patrząc na jego wyraz twarzy.
- To tylko maseczka. - odpowiedziałam w końcu. - I istnieje takie coś jak ,,pukanie". - spoważniałam.
Chłopak nie odpowiedział i odwracając się na pięcie, opuścił pomieszczenie. Przebrałam się w wygodną piżamkę, zmyłam maseczkę i udałam się do kuchni, aby przygotować sobie kolację. Zdecydowałam się na kanapeczki z szynką i pomidorem, czyli takie, jakie najbardziej lubiłam. Usiadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie. W tej chwili do kuchni weszła Grażyna, która była ubrana w czarną, obcisłą sukienkę, a do tego miała wysokie szpilki.
- Wychodzisz gdzieś? - zainteresowałam się.
- Tak. Zaparzyć Ci herbaty? - zbyła mnie.
- Nie, dziękuję. A gdzie?
- Ymmm... Umówiłam się już dawno z koleżankami na imprezę. Nie miałam przedtem czasu, a dzisiejszą noc mam wolną, więc postanowiłam wykorzystać tą okazję. - uśmiechnęła się.
- Nie masz jutro do pracy? - mówiłam, przeżuwając.
- Nie, mam wolne. Wybacz, kochanie, ale muszę już uciekać. Wrócę w nocy, więc nie czekajcie. Zamknij drzwi od środka, mam własne klucze. Pa! - krzyknęła i pobiegła w stronę wyjścia.
Tego się obawiałam. Znów zaczną się imprezy, alkohol, kochankowie... Moja mama już taka była i nie wierzyłam, że kiedykolwiek mogłoby się to zmienić. Nie chcąc dłużej o tym myśleć, zabrałam talerz i poszłam pooglądać telewizję. Trafiłam na jakieś kreskówki, które nawet mnie rozbawiły. Siedziałam tak i patrzyłam w ekran, kiedy nagle ktoś złapał mnie za ramię. Wystraszyłam się i krzyknęłam.
- To tylko ja. - zaśmiał się Filip.
- Nie strasz mnie tak, głupku. - uderzyłam go lekko w rękę.
- Co oglądasz? - przeskoczył przez oparcie kanapy. - Kreskówki? - zaśmiał się z kpiną i zabrał mi pilot.
- Dawaj to! - próbowałam mu go odebrać, ale okazał się silniejszy i szybko mnie obezwładnił.
- Nie podskakuj, bo zacznę łaskotać! Lepiej oglądnijmy to! - przełączył na horror, który właśnie się zaczynał.
Lubiłam takiego typu filmy, jednak bardzo się ich bałam. Strach nie był dla mnie miłym uczuciem, ale cóż mogłam poradzić? Nie odzywałam się i pozwoliłam, by film leciał dalej.
Było w nim wiele przerażających scen, przy których odruchowo łapałam za rękę chłopaka. W końcu zlitował się nade mną i przytulił mnie. Połowę filmu spędziłam z zamkniętymi oczami, z czego Filip miał niezły ubaw. Kiedy film dobiegł końca i pojawiły się napisy, postanowiliśmy iść spać.
Wtedy pojawił się pierwszy problem. Dopóki byliśmy razem, spanie razem nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Teraz jednak, gdy sytuacja się zmieniła, zauważyłam, że nie była to mądra decyzja.
- Mamy spać tak... razem? - odezwał się.
- Nie wiem. To byłoby dziwne. Nie chcę robić Ci nadziei, czy coś... - wymruczałam.
- Może dzisiaj będę spał u Twojej matki, a jutro coś wymyślimy? - zniesmaczył się.
- Nie przesadzaj. Niech dzisiaj będzie tak jak przedtem. - objęłam go w pasie, a chwilę później popchnęłam na łóżko.
Wskoczyłam pod kołdrę, a on dołączył do mnie. Próbował mnie przytulić, ale obrzuciłam go spojrzeniem zabójcy i od razu zrezygnował z tego zamiaru. Nagle przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi wejściowych, więc szybko pobiegłam to zrobić. Wróciłam i poszliśmy spać.
Rano obudziło mnie natarczywe walenie do drzwi. Wstałam i na półprzytomna owinęłam się kocem, po czym poszłam w kierunku hałasu. Chciałam po prostu nacisnąć klamkę i otworzyć, bo myślałam, że mama wróciła i otworzyła. Jednak drzwi nie uległy pchnięciu, co oznaczało, że były zakluczone. Wzięłam z kuchni swój kluczyk i przekręciłam go w zamku. Moim oczom ukazała się Grażyna, która leżała na wycieraczce przed domem i była zapłakana.
- Mamo, co się stało? Dlaczego nie wchodzisz? - zapytałam, klękając obok niej.
- Zgubiłam klucz na mieście i.... nie mogłam wejść. - zaniosła się płaczem.
Widać było po niej, że jest lekko podchmielona, ale nie tak jak dawniej. Plusem było to, że nie odprowadził jej żaden facet.
Pomogłam jej wstać i wprowadziłam do środka. Usadziłam ją na jej łóżku i powiedziałam, żeby zaczekała. Przyniosłam z łazienki płatki kosmetyczne i płyn do demakijażu, po czym zmyłam jej rozmazany make-up. Potem, jak za starych czasów, zaprowadziłam do łazienki i przygotowałam kąpiel, jednak pozwoliłam, aby umyła się sama. W między czasie podrzuciłam jej ubrania na przebranie. Dowiedziałam się od niej też, że za chwilę ma przyjść niejaki Artur, czyli facet, który był tu ostatnio. Odpowiedziałam, że się nim chwilowo zajmę, a ona niech zajmie się sobą. Wtedy też uświadomiłam sobie, że sama latam w piżamie, owinięta kocykiem, a Filip jeszcze śpi. Pobiegłam więc do pokoju i go obudziłam, a także dałam mu do wiadomości, że ma wstać, ubrać się i zrobić dwie kawy: dla Grażyny i Artura. Sama przebrałam się w pokoju, rezygnując z makijażu.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam z myślą, że przyszedł facet mamy, ale okazało się, że to moja przyjaciółka wpadła w odwiedziny. W innych okolicznościach ucieszyłabym się z tej wizyty, ale teraz miałam urwanie głowy.
- Hej, co tam u Ciebie? Mogę wejść? - uśmiechnęła się serdecznie.
- Jestem strasznie zalatana, ale proszę. - wpuściłam ją do środka i wskazałam, żeby zaczekała w kuchni.
Kompletnie zapomniałam, że był tam Filip, do którego ona miała ciągle uraz za to, co zrobił. No nic, jakoś muszą się dogadać. Nie są przecież małymi dziećmi. Chwila, chwila... Co Grażyna robi tak długo w łazience? Powinna być już ubrana i gotowa na ,,randkę". Weszłam do łazienki i zobaczyłam, że ona dalej rozkoszuje się kąpielą. Pogoniłam ją trochę i w tym momencie usłyszałam krzyki dobiegające z kuchni.
- Hej, co się tu dzieje? - przerwałam kłótnię.
- Nie wybaczę temu kretynowi, że Cię tak traktował! Dlaczego Ty w ogóle się jeszcze z nim zadajesz i pozwalasz mu mieszkać w swoim domu?! Wywal go na ulicę, tam gdzie jego miejsce! - moja przyjaciółka rzuciła się na Filipa z pięściami.
- Uspokój się, dziewczyno! Teraz jesteśmy przyjaciółmi i nic Ci do tego! To nie Twoja sprawa, z kim Milena się zadaje! - odepchnął ją.
- Dosyć tego! - przerwałam ich ,,wymianę zdań". - Zachowujecie się jak dzieci. Filip, idź lepiej na spacer, a Ty, Sylwia, przyjdź później. Mama ma zaraz gościa, więc nie chcę słuchać Waszych wrzasków! - zdenerwowałam się.
Oboje spuścili głowy i posłusznie posłuchali moich ,,rad". Nareszcie zrobiło się cicho i spokojnie, Grażyna zwolniła łazienkę, a dzwonek ponownie zadzwonił.
- Otworzę. - uśmiechnęłam się do mamy.
Podeszłam do drzwi, otworzyłam je i ujrzałam znajomą twarz.
- Zapraszam. - uśmiechnęłam się do mężczyzny. - Mama czeka w kuchni. - wskazałam mu kierunek i powędrowałam za nim.
- Ty jesteś pewnie Milena. - powiedział po drodze. - Grażynka dużo o Tobie mówiła. Opowiadała jaką ma wspaniałą córkę. Bardzo chciałem Cię poznać. - zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się w duchu na tą wiadomość. Miło było słyszeć, że matka mówiła o mnie same dobre rzeczy i że w ogóle o mnie mówiła.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, zorientowałam się, że mój ,,ukochany" przyjaciel zapomniał przez kłótnię zrobić kawę. Musiałam szybko temu zaradzić.
- Może napije się pan czegoś? - zaproponowałam.
- Chętnie. Poproszę kawę bez cukru i z mlekiem, jeśli możesz. - odpowiedział.
- A Ty, mamo? - zwróciłam się do Grażyny.
- Nie, dziękuję, skarbie.
Zabrałam się do roboty, a kiedy ją wykonałam podałam napój Arturowi i powiadomiłam mamę, że wychodzę. Nie chciałam im przeszkadzać, bo wiedziałam, że nie skończy się tylko na pogaduszkach przy kawie. Po wyjściu z mieszkania wyjęłam telefon i napisałam SMS'a do Sylwii:
*Co powiesz na spacer? Mam zajęte mieszkanie, więc lepiej się przejść. Będę czekać pod Twoim domem.*
Odpisała, że zaraz będzie gotowa.
Chwilę potem byłam pod jej domem i razem z nią ruszyłyśmy w kierunku starego dębowego lasu. Na początku szłyśmy w milczeniu. Potem gadałyśmy o jakichś głupotach. Kiedy dotarłyśmy na skraj lasu, Sylwia powiedziała, że zaprowadzi mnie w pewne miejsce, które ostatnio odkryła i bardzo jej się spodobało.
Dotarłyśmy do miejsca, w którym znajdował się stary i spróchniały domek na drzewie. Zauważyłam też prześwit między drzewami, przez który wpadało słońce i oświetlało piękną polanę. Domyśliłam się, że wygląda ona cudownie o każdej porze roku.
Przyjaciółka opowiedziała mi wszystko o tym miejscu, co tylko wiedziała, a potem ustawiła mnie pod drzewem i mocno przytuliła. Nie puszczała mnie przez kilka dobrych minut, a później odsunęła się lekko i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Milena, muszę Ci coś wyznać. - wyszeptała mi do ucha, aż przeszły mnie dreszcze.
Przepraszam, że taki dosyć nudny, ale na koniec mała zagadka i w następnym rozdziale wielkie BOOM! Także liczę na Wasze opinie, komentarze i oczywiście dużo wyświetleń, ponieważ to bardzo motywuje!
Pozdrawiam <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.