sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział 33

W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,,- Nie mam pieniędzy. Nie mogę od nikogo pożyczyć, a szczególnie od mamy, która nic o tym nie wie. 
- Więc to odpracujesz. Filip już się na to zgodził. Będziesz sprawdzała dla nas nowy towar i zarabiała. - podejrzanie się uśmiechnęli. 
- Jak to? - byłam zszokowana. 
- Zobaczysz.-  wybuchnęli śmiechem. "

Dlaczego Filip miałby się na to godzić? Jak zarabiać? Powiedzcie mi coś więcej. 
- Dowiesz się w swoim czasie. - odburknęli.
- Gdzie on jest? Chcę z nim rozmawiać. Teraz! - krzyczałam. 
Spojrzeli na mnie, a potem po sobie. Uśmiechali się tajemniczo i nic nie mówili. Chciałam wstać i wyjść, ale zatrzymali mnie. Zapytali, czy tutaj wrócę dobrowolnie. Odpowiedziałam, że nie i to był mój błąd. Rzucili się na mnie i związali mnie liną razem z krzesłem. Byłam przerażona i nie wiedziałam co mam robić. Krzyczałam, żeby zawołali Filipa, ale powiedzieli tylko, że odpowiednio go poinformują i wszystko załatwią. Wyszli i zamknęli za sobą drzwi. 
Siedziałam teraz sama w ciemnym pomieszczeniu i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Cóż, w ciągu najbliższych godzin nie wydarzyło się jednak nic ciekawego. Setki myśli kłębiło mi się w głowie. Co miałam dla nich robić i dlaczego mój ukochany się na to zgodził? Chciałam z nim jak najszybciej porozmawiać i właśnie wtedy otworzyły się drzwi. Przymusowo zamknęłam oczy, bo przyzwyczaiłam się do mroku, a światło mnie raziło. 
Rozchyliłam powieki i zobaczyłam Filipa, który miał na twarzy nienaturalny grymas, którego nigdy nie widziałam. Była to chyba złość. 
- Cze-cześć... - zaczęłam. - Chciałabym z Tobą pogadać, ale najpierw mnie rozwiąż. - uśmiechnęłam się. 
- Nie. - odpowiedział chłodno i stanowczo. 
W pomieszczeniu zrobiło się jaśniej. Dokładnie widziałam jego osobę i emocje, które w nim grasowały. 
- Filip, kochanie... Coś się stało? - powiedziałam z miłością i troską. 
Przeszedł obok mnie, uważnie mi się przyglądając. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. No przecież nie o te narkotyki. Chciałam dla niego dobrze. Tak bardzo się myliłam...
- Jeszcze się pytasz, idiotko?!
Te słowa bardzo mnie zabolały i zachciało mi się płakać. Dlaczego jeszcze mnie nie rozwiązał i tak brzydko mnie nazywał? 
- Oddałaś cały mój towar i wciągnęłaś w to moich przyjaciół! 
Przyjaciół?! Od kiedy byli jego przyjaciółmi? Jeszcze niedawno mówił, że ja mogę ich zastąpić, a teraz są nagle jego przyjaciółmi? Nic już nie rozumiałam. Siedziałam cicho i słuchałam jego wypowiedzi.
- Nie miałaś prawa tego robić. W dodatku zadecydowałaś za mnie, czy mam iść na odwyk czy nie. Myślałam, że mnie kochasz, a tymczasem Ty chciałaś zabrać wszystko dla siebie! - był jednocześnie zły i smutny. 
- Co? O czym Ty mówisz? Owszem, chciałam, żebyś poszedł na odwyk, ale myślałam, że chcesz zerwać z nałogiem! Robiłam to dla Twojego dobra i nic nie wzięłam dla siebie. Oddałam towar w ręce Twoich znajomych. Musieli Cię okłamać! 
Poczułam łzy spływające po policzkach i nawet nie mogłam ich zetrzeć przez związane ramiona. Kiedy Filip to zobaczył, podszedł do mnie i z wielką czułością wytarł moją twarz, ale potem... Z całej siły uderzył mnie z płaskiej dłoni, aż odchyliłam głowę. Policzek mnie piekł i płakałam jeszcze bardziej. 
- Głupia suko! To Ty kłamiesz! Zresztą... to nic nie zmienia. Wszystko ustalone. Będziesz dla nas zarabiać, bo nie mamy ani towaru ani pieniędzy. Za pierwsze pieniądze kupimy jakiś słabszy towar, który Ty będziesz musiała wypróbować. Nie będziemy narażać swojego życia. Zaraz przyjdą po Ciebie chłopacy i przeprowadzą Cię do Twojego nowego domku, haha! - mówił zadowolony z siebie, bezdusznym głosem. 
- A co z Grażyną? - zapytałam przez łzy. 
- Byłem u niej niedawno i powiedziałem, że chcemy trochę pomieszkać u Twojej przyjaciółeczki Sylwii. Ona też wszystko wie i jeśli piśnie słówko komukolwiek to stanie jej się krzywda. 
Spojrzał mi głęboko w oczy i wyszedł zostawiając mnie samą. Jakieś 2 godziny później przyszli napakowani faceci, odwiązali mnie i siłą wyprowadzili z pomieszczenia. Po drodze wyjaśnili, że od niedawna kręcą się tu ,,gliny'', a poza tym nikt nie może wiedzieć gdzie jestem. Zasłonili mi oczy, żebym nie znała drogi do domu. Po chwili byłam chyba w jakiejś opuszczonej piwnicy. 
- Pracę zaczynasz od jutra. - zaśmieli się szyderczo i wyszli. 
Przynajmniej nie byłam związana i miałam nawet jakiś materac do spania. Było tu chłodno i wilgotno. Domyślałam się, że mogę spotkać tu jakieś żaby i robaki, a w najgorszym wypadku żmije. 
Położyłam się i patrzyłam w sufit. Panował półmrok, bo na małym stoliku, przy którym było krzesło, stała świeczka. Warunki gorsze niż na dworcu! Po kilku godzinach udało mi się zasnąć. 
Nie trwało to jednak długo, ponieważ obudził mnie Filip. Siedział nade mną i gładził moje włosy. 
- Tak bardzo Cię kochałem, a Ty postanowiłaś zniszczyć nasz związek. Chyba nadal Cię kocham, ale nienawiść jest mocniejsza. Musisz zapłacić za swoje czyny... - szeptał, myśląc, że śpię. - Ej! Wstawaj!- teraz podniósł głos i szturchnął mnie. 
- C-co się dzieje? - powiedziałam, udając zaspaną. 
- Zaraz przyjdzie pierwszy ,,klient'', a potem działka do sprawdzenia. Ogarnij się trochę, bo odstraszysz ludzi! Gdzieś tam wisi lustro. - powoli się podnosił. 
Złapałam go za rękę i przyciągnęłam do siebie. Ponownie usiadł i spojrzał oburzony, ale nie wyrywał się. Spojrzałam mu głęboko w oczy, z bólem. 
- Filip... Ja naprawdę Cię kocham i chciałam dla Ciebie dobrze. Wiem, że zabieranie Twojej własności i zamykanie Cię w domu nie było najlepszym pomysłem, ale mówiłeś, że chcesz z tym skończyć. Nie mogliśmy zapisać Cię na odwyk bez wiedzy dorosłych. Chciałam Cię odzwyczaić, przepraszam. Kocham Cię, naprawdę... Uwierz mi. Twoi znajomi trochę przekręcili moje zamiary, ale ja naprawdę nie chciałam źle. Filip, uwierz! - rozpłakałam się. 
Chłopak siedział i wpatrywał się we mnie niewzruszenie. Coś jakby przez chwilę w nim pękło, ale potem jego wzrok znowu był zimny. 
- Tam masz jakby łazienkę. Umyj się. - poinformował, wstał i wyszedł bez pożegnania. 
Także wstałam. Chciałam już poszukać tej ,,łazienki'', kiedy drzwi się ponownie otworzyły. 
- Tu masz czystą bieliznę i ubrania. - rzucił. 
Zabrałam rzeczy i odnalazłam prysznic i sedes. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Woda nie była najczystsza i najcieplejsza, ale lepsze to niż brud. Zastanawiałam się, co to za ,,klient''. Nawet nie chciałam myśleć, że będzie to to najgorsze, czego się spodziewałam. No, ale co innego? Przecież nie każą mi opowiadać bajek... 
Wyszłam z pod prysznica i ubrałam strój. Rozpoznałam swoje nowe ubrania, które kupiła mi Grażyna. Pewnie zabrał je z domu. 
Usiadłam na materacu, a po chwili wszedł jakiś pan, twierdząc, że jest elektrykiem i kazano mu zamontować tu żarówkę. 
- Za wszystko płaci mój szef. - dodał i wykonał swoją pracę. 
Od razu lepiej! Widziałam wszystko. W sumie nie było tu tak źle. Oprócz wilgoci, był to całkiem niezły pokój. Nie było tu żab ani innych stworzeń, których się spodziewałam. 
Siedziałam dalej. Po kilku chwilach do pomieszczenia wszedł facet po 40-tce, ubrany w garnitur, nieco gruby, Wyglądał na ważnego biznesmena. 
- Dzień dobry. - powiedziałam radośnie, żeby sprawiać pozory. 
- Witaj, skarbie. - wyszeptał i usiadł obok mnie. 


Piszcie, czy się Wam podobało! Zaciekawiłam? Chcecie więcej? Nabijajcie wyświetlenia, a będzie to dla mnie mega motywacja! Trzymajcie się, słoneczka! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.