piątek, 27 maja 2016

Rozdział 32

W POPRZEDNIM ROZDZIALE:
,,Na tym skończyliśmy ten temat, chociaż czułam niedopowiedzenie. Odczułam, jakby chciał zrobić ze mnie narkomankę, ale nie zastanawiałam się nad tym długo.
Później spotkałam się jeszcze z Sylwią i ustaliłyśmy wszystko. Postanowiłyśmy znowu się przyjaźnić.
Czułam się taka szczęśliwa..."

Następnego dnia nie poszłam do szkoły, ale za to do dawnego mieszkania Filipa. Bez niego. Chciałam przerwać jego nałóg i skończyć to raz na zawsze. Tak się złożyło, że akurat zastałam tam jego znajomych. Nawet nie udawali szczęśliwych. Przyjęli mnie dosyć chłodno. 
- Czego tu? - zapytał jeden z nich. 
- Słuchajcie, nie kłóćmy się. Chciałabym zaproponować Wam bardzo korzystny układ. 
- Korzystny dla kogo? - zaciekawili się. 
- Dla Was, oczywiście. 
Wpuścili mnie do środka i wskazali, żebym usiadła na kanapie. 
- Chcę, żeby Filip przestał to brać. Dlatego wszystko, co jest tu jego możecie sobie wziąć. Nie chcę, żeby została tu nawet dawka. 
- Ustaliłaś to z nim? - zapytała jedna z dziewczyn. 
- Nie. To będzie taka mała ,,niespodzianka". 
- Oszalałaś, dziewczyno?! - wydarł się ten agresywniejszy. - Przecież on wpadnie w szał. Długo bez tego nie wytrzyma. Sama wiesz, że na głodzie jest agresywny i nie zawsze można nad nim zapanować. To zły pomysł! -krzyczał. 
- Nie pouczaj mnie! Bierzcie to wszystko i nawet nie próbujcie z nim o tym gadać. Jeśli tu przyjdzie bez mojej wiedzy, po prostu powiedzcie, że byliście w skrajnej sytuacji i nie macie pieniędzy. Trochę się powścieka, ale potem Wam odpuści. Umowa stoi? - zapytałam. 
- Stoi, ale jakby co, to powiemy całą prawdę. 
Porozmawiałam  z nimi jeszcze  chwilę. W końcu wymusili na mnie, że w razie strat ja mam ponieść wszystkie koszty. 
Wróciłam do mieszkania, gdzie zastałam mojego ukochanego gadającego z Grażyną. Śmiali się, a ja cieszyłam się, że dobrze się dogadują. Ustałam w przejściu i uśmiechałam się, patrząc na nich. Po pewnym czasie Filip w końcu mnie zauważył, wstał i ucałował mój policzek. 
- Dzień dobry. Gdzie byłaś? - uśmiechnął się. 
- Musiałam iść na chwilę do Sylwii. Zapomniałam zostawić Wam wiadomość. - wymusiłam uśmiech. 
Mama zaprosiła mnie na śniadanie i wtedy dowiedziałam się o czym gadali. Były to jakieś mało ważne tematy, różne zabawne historie. Pośmiałam się razem z nimi, ale w głębi serca byłam smutna. 
Źle czułam się z tym, że ukrywałam przed Filipem swoje zamiary. Powinnam była wcześniej to z nim skonsultować. Na pewno się wścieknie. Chciałam tego uniknąć, ale dobrze wiedziałam, że dobrowolnie nie zgodziłby się na odwyk. Nie mogłam poprosić mamy o pieniądze na terapię, więc postanowiłam odzwyczaić go od narkotyków sama. Wiedziałam, że będzie to BARDZO trudne, ale musiałam zaryzykować dla jego dobra. Nie wyszło z tego nic dobrego. 
- Wyjdziemy na spacer? - szepnął mi do ucha. 
Wiedziałam o co chodzi. Musiałam zachować pozory i nie dać poznać po sobie, że coś jest nie tak. Zgodziłam się i chwilę później szliśmy w stronę dworca. 
- Kochanie, może zajdziemy do tej kawiarni obok? Nie zaszkodzi nam to przecież. - uśmiechnęłam się. 
- Ale, skarbie, przecież wiesz, że muszę... - starał się mnie powstrzymać. 
- To tylko chwileczka... No przecież możemy iść na małe ciastko i jakąś herbatkę? Chciałabym spędzić z Tobą trochę czasu, odprężyć się. - zatrzymywałam go. 
- Ciągle spędzamy ze sobą czas, a odprężyć możemy się przy czymś innym... No wiesz... - zaczął się denerwować i ciągnąć mnie za rękę. 
Uspokoiłam go i w końcu zgodził się wstąpić na chwilę do kawiarni. Zamówiliśmy sobie po dosyć sporym kawałku sernika i herbatkę owocową. Starałam się go jak najdłużej zatrzymywać. Zaczął się pocić, trzęsły mu się ręce, ale starał się wytrzymać. Nawet się uśmiechał, żebym była szczęśliwa. To już pół sukcesu. Teraz pora na ciąg dalszy mojego planu. 
- Przepraszam, kochanie. Muszę wyjść na chwilę do toalety, źle się poczułam. 
Zabrałam ze sobą portfel, żeby nie mógł zapłacić i wyjść. Posiedziałam w łazience kilka minut, a potem wróciłam. Spojrzałam na niego z końca sali. Siedział spocony, poddenerwowany. 
- Obawiam się, że musimy wrócić do domu. Okropnie się czuję i nie dam rady iść gdziekolwiek indziej. Odprowadzisz mnie, prawda? 
Zapłaciłam rachunek i (udając, że się źle czuję) ruszyłam w kierunku drzwi. Filip poszedł za mną i przez całą drogę mówił mi, że potrzebuje swojej dawki. 
W domu podstępem zamknęłam go w pokoju i poszłam powiedzieć mamie, żeby nie wypuszczała go stamtąd. Sama wyszłam zrobić zakupy, o które poprosiła mnie Grażyna. 
Kiedy wróciłam, dowiedziałam się, że Filip wyszedł, bo mama otworzyła mu drzwi. Tłumaczyła, że bardzo krzyczał i prosił. Bez wahania, pobiegłam do jego byłego mieszkania. Zastałam tam tylko jego znajomych. 
- Gdzie jest Filip? Był tu, prawda? - zapytałam. 
- Tak, był. Powiedzieliśmy mu całą prawdę, bo rzucił się na nas z pięściami. Daliśmy mu resztę towaru, ale jego części już nie mamy. Poszedł niby na spacer, ale nie wiemy gdzie jest. Dawaj hajs za straty. - powiedzieli. 
- Jakie straty? - zdziwiłam się. 
- Oddaliśmy jego towar dla znajomych do przetrzymania, żeby szybciej się go poznać. Kiedy przyszedł, musieliśmy dać mu swoje działki. Okazało się, że ci znajomi źle nas zrozumieli i wzięli ten towar do swojego użytku. No i tak wyszło, że nie mamy ani jego towaru ani naszego. Dlatego musisz dać nam kasę na kupienie nowego. 
- Nie mam pieniędzy. Nie mogę od nikogo pożyczyć, a szczególnie od mamy, która nic o tym nie wie. 
- Więc to odpracujesz. Filip już się na to zgodził. Będziesz sprawdzała dla nas nowy towar i zarabiała. - podejrzanie się uśmiechnęli. 
- Jak to? - byłam zszokowana. 
- Zobaczysz.-  wybuchnęli śmiechem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.