niedziela, 15 maja 2016

Rozdział 30

To już drugi raz jak zażyłam narkotyki. Nie przejmowałam się tym za bardzo, ponieważ nie mogłam przecież wpaść w uzależnienie. Tak myślałam...
Obudziłam się w ramionach Filipa. Na stole stała prawie pusta butelka po winie. Szumiało mi w głowie i jednego byłam pewna: miałam słabą głowę do picia.
Wczorajszy wieczór był niezwykły. Coraz bardziej się w nim zakochiwałam.
Podniosłam się i opróżniłam do końca butelkę. Zostały w niej 2-3 łyki. Obróciłam się i spojrzałam na mojego chłopaka. Już nie wyglądał jak ,,upiór". Chyba nawet trochę przytył, bo nie wystawały mu tak bardzo kości policzkowe. Wydawał mi się teraz bardzo przystojny. Poczochrane włosy, chude ciało- nie przeszkadzały mi. Sama nie byłam najpiękniejsza- tak myślałam.
Pogłaskałam go po głowie i ucałowałam w czoło. Zamruczał pod nosem i spał dalej. Uśmiechnęłam się do siebie.
Pomyślałam o Sylwii. Po jej liście nabrałam ochoty z nią porozmawiać, w końcu wszystko wyjaśnić. Chyba zbyt ostro ją potraktowałam. Nie każdy przecież jest gotowy psychicznie na takie życie. Miała prawo wrócić do normalności. Po prostu zabolało mnie, że mnie zostawiła. Z biegiem czasu przestałam się na nią gniewać. Chyba już pora się pogodzić, zapomnieć. To moja najlepsza przyjaciółka. Nie znajdę innej takiej. Chociaż wiedziałam, że odbudowanie przyjaźni może trochę potrwać, chciałam zaryzykować. Dużo razem przeszłyśmy. Nikt nie wiedział o mnie tyle, co ona. Nikt inny nie mógł zostać moją przyjaciółką. Uświadomiłam sobie, jak bardzo za nią tęskniłam. Kiedy nie miałam się komu zwierzyć albo po prostu pogadać o babskich głupotach.
Tymczasem nadal siedziałam w mieszkaniu Filipa. Jego znajomi coraz rzadziej tu bywali. Może Filip pokłócił się z nimi. Postanowiłam z nim porozmawiać. Poczułam ściskanie w żołądku. Mimo że jadłam niedawno, czułam się głodna. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Nic w niej nie było. Co robić? Nie miałam pieniędzy, a chciałam przygotować Filipowi dobre śniadanie. Wpadłam na pewien pomysł. Wróciłam do salonu i delikatnym pocałunkiem w policzek obudziłam ukochanego.
- Wstawaj, skarbie. Zabieram Cię gdzieś.
Otworzył oczy i uśmiechnął się. Potem się przeciągnął i objął mnie. Dał mi całusa w usta i mocno przytulił.
- Już zawsze chciałbym przeżywać takie poranki.
- Kochanie, nie mamy czasu na romanse. Wstawaj i przebierz się.
Wykonał moje polecenie. Ubrał się w najczystsze rzeczy jakie miał. Zaprowadziłam go do mieszkania Grażyny.
- Hej, mamo. Możemy zjeść u Ciebie śniadanie? - przywitałam się.
- Pewnie, dzieciaki. Wchodźcie.
Mama przygotowała nam pyszną jajecznicę z pomidorem i szczypiorkiem. Potem pozmywała naczynia i usiadła naprzeciwko.
- Chciałabym z Wami porozmawiać. - oznajmiła.
Poczułam jak Filip nerwowo ścisnął moją rękę pod stołem. Pewnie obawiał się rozmowy z Grażyną. Nie znał jej i nie wiedział, co mogła chcieć powiedzieć. Spojrzałam na niego i delikatnie się uśmiechnęłam, żeby go uspokoić.
- Słuchamy. - powiedział pierwszy.
- Nie wiem dlaczego jeszcze nie mieszkacie ze mną. Zapewniłabym Wam przecież najlepsze warunki. Nie musielibyście chodzić przez pół miasta, żeby coś zjeść. Mielibyście gdzie spać. Musicie wiedzieć, że nie przeszkadza mi, że jesteście razem i akceptuję to, a nawet się cieszę. Nalegam, żebyście się wprowadzili. I to już dziś. - zaczęła.
- Mamo, ale... - zaczęłam.
- Milena, ja wiem. Trudno Ci będzie ponownie mi zaufać po takich przeżyciach, ale proszę postaraj się. Będziecie mieli tu o wiele lepsze warunki. Mam normalną łazienkę, kuchnię, sypialnię, pieniądze, jedzenie i wszystko, co potrzebne do życia. - przerwała mi.
- Nie o to chodzi. Ja... nie rozmawiałam jeszcze o tym z Filipem. Nie wiem, czy będzie chciał tu mieszkać. Pozwól, że pójdziemy na spacer i to obgadamy. Później wrócimy.
Wstałam i wzięłam ukochanego za rękę. Wyszliśmy z mieszkania i udaliśmy się na spacer.
- No i co o tym powiesz? - zapytałam.
- Sam nie wiem. Nie jestem pewny...
- Mnie przekonała... Mam dosyć takiego życia, spania na leżaku, głodowania, brudu... Chciałabym normalnie żyć, chodzić do szkoły, rozwijać się. Jest szansa, że będę miała normalną rodzinę, Filip. Zrozum mnie. Od dzieciństwa nikt mnie nie kochał, nikt o mnie nie dbał. Chcę mieć chociaż jednego rodzica. Proszę, kochanie... - rozpłakałam się.
Filip zatrzymał mnie i przytulił.
- Nie płacz, maleńka. - wyszeptał.
Opanowałam się i szliśmy dalej.
- Chętnie zamieszkałbym z Twoją mamą i z Tobą, ale jest jeden mały szczegół... Ja ćpam, jestem ćpunem. Muszę brać to cholerstwo, bo to uzależnienie. Twojej mamie by się to nie spodobało... - powiedział.
- Nie martw się tym. Możemy przecież wychodzić z domu, wagarować. I tak w tym roku nie zdam, a Ty nawet nie jesteś zapisany do szkoły. Może potem uda nam się znaleźć dla Ciebie jakiś odwyk. Przejdziemy przez to razem. - chwyciłam go za rękę.
Doszliśmy do parku. Usiedliśmy na ławce i podziwialiśmy piękną zieleń. Zagapiłam się na panią karmiącą gołębie. Filip to wykorzystał i objął mnie w pasie. Kiedy odwróciłam się, wyszczerzył zęby. Zaśmiałam się.
- Filip... - zaczęłam.
- Tak?
- Pokłóciłeś się ze znajomymi?
- Dlaczego pytasz?
- Jakoś rzadko ich ostatnio widzę. To przeze mnie, prawda? - zasmuciłam się.
- Nie, skarbie. To przez nich. Po prostu są zazdrosnymi idiotami, że ja znalazłem piękną i mądrą dziewczynę, a oni przez nałóg nikogo nie mają. Mieliśmy małą sprzeczkę. Słyszałem ostatnio, że znaleźli sobie nowych znajomych i jakby się wyprowadzili. Nie zabrali swoich rzeczy, czasem przychodzą, ale większość czasu spędzają poza mieszkaniem. Nie brakuje mi ich. Nie martw się tym.
Pocieszył mnie trochę. Nie chciałam, żeby z mojego powodu tracił przyjaciół.
W drodze powrotnej ustaliliśmy, że wprowadzimy się do mamy. Poszliśmy ją o tym zawiadomić. Jeszcze nigdy nie widziałam jej tak szczęśliwej. Kazała nam iść po nasze rzeczy. Zabrałam z legowiska to, co jeszcze nadawało się do użytku, a resztę zostawiłam. Może jakiś bezdomny znajdzie to i wykorzysta. Chwilę potem byłam pod drzwiami Filipa, który wyszedł z torbą. Była niewielka, ale zapełniona po brzegi. Pod wycieraczką zostawił list do znajomych, że wyprowadza się i całe mieszkanie należy teraz tylko do nich. Uśmiechnął się serdecznie i ruszyliśmy w kierunku naszego nowego domu.
- Nareszcie jesteście. Dawajcie te torby.
Grażyna wzięła nasze bagaże i zaczęła w nich grzebać. Stwierdziła, że połowa jest do wyrzucenia, a reszta do wyprania. Od razu nastawiła pralkę, przygotowała obiad, pościeliła nam łóżko, a na koniec oznajmiła, że wieczorem idziemy na duże zakupy.
- Nie przeszkadza Ci, że będziemy spać razem? - zdziwiłam się.
- Nie. To Wasze życie, a ja nie zasłużyłam, żeby Wam je układać. - pogłaskała mnie po ramieniu.
Zjedliśmy obiad, wykąpaliśmy się, a potem ruszyliśmy na zakupy. Grażyna kupiła Filipowi mnóstwo ubrań, m.in. spodnie, krótkie spodenki, koszulki, bluzy, koszule, buty, czapki. Wypełniło to jego całą garderobę. Kupowała wszystko, co mu się spodobało. Oczywiście dla mnie także kupiła wiele ubrań. Modne koszulki, sukienki , kilka par spodni, nowe buty i przeróżne dodatki. Najbardziej spodobała mi się sukienka z białym kołnierzykiem. Była elegancka i ładnie na mnie leżała. Od razu wypatrzyłam ją w sklepie, ale nie śmiałam o nią prosić. Była bardzo droga. Kiedy mama zobaczyła, jak na nią patrzę, bez wahania wrzuciła ją do koszyka, nie przejmując się ceną.
Widziałam, że Filip był skrępowany. Wyznał mi, że źle się czuję, kiedy obca osoba wydaje na niego tyle pieniędzy. Powiedziałam to Grażynie, ale ona go uspokoiła i powiedziała, żeby się nie przejmował.
Wróciliśmy do domu z wielkimi torbami. Ułożyliśmy wszystko na półkach i poszliśmy do kuchni. W pewnym momencie zapragnęłam się przebrać. Poszłam do pokoju, wzięłam czarną podkoszulkę, jeansy i jeansową kurtkę z ćwiekami. Ustałam przed lustrem i uznałam, że nie wyglądam źle. Pod warstwą brudu, zaniedbania i smutku skrywała się piękna dziewczyna, która miała nieszczęśliwe życie. Wyglądałam na więcej lat, niż miałam.
Wróciłam do kuchni. Ustaliłam z Filipem i mamą, że jutro pójdziemy odwiedzić szkołę. Zastanawiałam się, czy jeszcze pamiętają o moim istnieniu. Byłam pewna, że nie zdam. Przecież opuściłam sporo dni, więc nawet nie byłam kwalifikowana. Po prostu chciałam tam iść. W głębi duszy miałam też nadzieję, że spotkam tam Sylwię i wszystko z nią wyjaśnię.
Zbliżał się wieczór, więc ułożyliśmy się do snu. Długo leżeliśmy i rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu. Filip był szczęśliwy, ja też. W pewnym momencie zaczął mnie namiętnie, a wręcz natarczywie całować. Nie przeszkadzało mi to, a może nawet podobało. Dotykał moje ciało i czułam jego miłość. Kiedy poczułam się zmęczona, powiedziałam:
- Zwolnij trochę.- i zaśmiałam się.
Przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy, otoczeni ciepłem i miłością.



Hej, kochani! Jak widzicie, w tym rozdziale pokazałam Wam jak mogłaby wyglądać Milena i Filip. W następnym zobaczycie też inną postać! Mam nadzieję, że się Wam podobają! Trzymajcie się, misie <3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.