niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 29

Tego dnia siedziałam do późna u matki. Miałyśmy sporo do nadrobienia. Przy każdej możliwej okazji przepraszała mnie za wszystko.
- Mamo... - zaczęłam.
Spojrzała na mnie zdziwiona. No tak, nigdy do niej tak nie mówiłam. Jednak teraz poczułam z nią więź i odważyłam się użyć tego słowa w jej obecności.
- Słucham Cię. - odpowiedziała po chwili.
- Dlaczego mnie nie kochasz? - zapytałam smutnym głosem.
Wzięła głęboki oddech, jakby od tej odpowiedzi zależało jej życie.
- To nie tak, że Cię nie kocham. Wiem, nagadałam Ci bzdur. Chciałabym zapomnieć o tym, jak Cię traktowałam... - zakłopotała się.
- Wytłumacz mi to, proszę.
- Od zawsze Cię kochałam, jednak nie zawsze byłam tego świadoma. Po prostu kiedy byłam pijana, nie myślałam o tym. Nie potrafiłam Ci tego okazać. Jestem okropną matką! - rozpłakała się.
Nie chciałam, żeby tak skończyła się nasza rozmowa. Nie chciałam jej zranić tymi słowami, ale ona nie potrafiła sobie wybaczyć. Wstałam i podeszłam do niej, a potem przytuliłam. Uspokajałam ją, mówiłam, że wszystko jest dobrze.
Kiedy się uspokoiła, zapytała:
- Dlaczego to robisz? Jak możesz mnie nie nienawidzić?
- Pogodziłam się już z tym. Staram się nie patrzeć w przeszłość. Żyję teraźniejszością i uważam, że każdy powinien mieć swoją szansę. Najważniejsze, że zrozumiałaś swój błąd i potrafisz się do niego przyznać, a w dodatku chcesz się zmieniać na lepsze. Doceniam to, mamo.
Rozmawiałyśmy tak do wieczora. Wspominałyśmy dawne czasy, obie dużo płakałyśmy i tłumaczyłyśmy sobie różne rzeczy.
- Czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałą córkę? Może zostaniesz na noc? Rzeczy przyniesiesz jutro. Zostań, proszę. - zaproponowała.
- Niestety, nie mogę. Muszę jeszcze iść do Filipa.
- To ten Twój chłopak, tak?
Pokiwałam głową. Jeszcze chwilę posiedziałam w mieszkaniu i opowiedziałam trochę o nowym znajomym. Oczywiście, nie powiedziałam jej, że Filip to narkoman i że ja też brałam. Później pożegnałam się z nią i od razu poszłam w stronę ,,domu" mojego chłopaka.
Zapukałam do drzwi. Nie było słychać żadnych głosów, więc pomyślałam, że gdzieś poszli. Już miałam odejść, gdy nagle drzwi się otworzyły.
- Witaj, kochanie. - pocałował mnie w policzek. - Czekałem na Ciebie.
Zdziwiłam się. Powoli i niepewnie weszłam do środka. Panował tam półmrok. W dalszej części pomieszczenia stały świeczki.
- Jak to ,,czekałeś"? Nie mówiłam, że przyjdę. - zaśmiałam się zestresowana.
Co on planował? Po co te świeczki? Po co ten cały romantyczny nastrój? Nic nie rozumiałam. Czyżby miała to być randka?
Najlepsze było przede mną. Na stoliku przed kanapą zobaczyłam butelkę wina i oczywiście przygotowany biały proszek.
- Miałem przeczucie, że przyjdziesz. Wejdź, zapraszam. - wskazał na kanapę.
Dopiero teraz zauważyłam, że wyglądał bardzo elegancko. Lekko przetarty garnitur, muszka. Byłam oszołomiona.
- Co to za okazja? - wydusiłam z siebie.
- Chciałbym jakoś porządnie zacząć nasz związek. Coś nie tak? - zmarszczył się.
- Nie, wszystko w porządku. Tylko trochę się zdziwiłam... Zaskoczyłeś mnie po prostu. - uśmiechnęłam się sztywno.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował. Pewnie uznał, że dalsze dopytywanie nie ma większego sensu.
Usiedliśmy na kanapie, a on objął mnie ramieniem w talii. Nagle uświadomiłam sobie, że nie jestem przygotowana na randkę. Miałam na sobie luźny dres, a w dodatku pokudłane włosy. Zesztywniałam. Jak ja przed nim wyglądałam? On taki odstawiony, a ja? Jakbym dopiero się obudziła.
- Przepraszam, ja nie mogę... - zawstydziłam się.
- Co nie możesz? O co chodzi, kochanie? - zmartwił się.
- Nie jestem przygotowana. Popatrz, jak ja wyglądam.
- Przepięknie, o co Ci znowu chodzi? - zdziwił się.
Westchnęłam. Jak to chłopak, zawsze powie, że pięknie. Ale przecież ja nie mogłam tak wyglądać na randce.
- Poczekaj tu... pół godziny, dobrze? Niebawem wracam. - podniosłam się.
Usłyszałam ciche ,,OK" za plecami. Wybiegłam z pomieszczenia i stałam zdezorientowana.
Co robić? Gdzie iść? W swoich rzeczach nie miałam nic, co nadawałoby się na taką okazję. Już wiem!
Udałam się w kierunku bloku, gdzie mieszkała Grażyna. Szybko pobiegłam na górę i zadzwoniłam do drzwi. Matka otworzyła mi zdziwiona, ale po chwili uśmiechnęła się łagodnie.
- Zapomniałaś czegoś? - zaśmiała się, jednocześnie wpuszczając mnie do środka.
- Nie. Muszę... - ledwo łapałam oddech - ...przygotować się na randkę. Prysznic, świeże ubranie...
Grażyna uśmiechnęła się pobłażliwie.
- Idź się odświeżyć. Zaraz coś wymyślę.
Wykonałam jej polecenie. Cudowna ciepła woda obmywała moje brudne ciało. Namoczyłam włosy, a potem wtarłam w nie szampon. Dokładnie spłukałam włosy i mydło z całego ciała. Czułam się świeża i pachnąca. Prysznic odprężył mnie i rozluźnił. Wyszłam z kabiny i owinęłam się ręcznikiem. Podłączyłam suszarkę i skierowałam strumień gorącego powietrza na moje niesforne włosy, które układały się w spiralki. Po wysuszeniu miałam wielką szopę na głowie, więc szybko ją uczesałam. Nie wiedziałam, co dalej. Stałam w łazience, owinięta ręcznikiem z wysuszonymi włosami, ale co teraz? Zostało mi pewnie jakieś 20 minut...
W tej chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Mogę wejść? Mam coś dla Ciebie.
Otworzyłam. Grażyna weszła i zza pleców wyjęła sukienkę.
Była cudowna. Cała czarna z tiulowym dołem. Zachwyciłam się. Do tego podała mi wysokie czarne szpilki.

- Przymierz, proszę. - zachęciła.
Włożyłam to cudo na siebie i... leżało jak ulał! Jakby była na mnie szyta. Szpilki także pasowały, bo ja i mama miałyśmy ten sam numer buta.
Grażyna również się zachwycała. Później podeszła i upięła mi z włosów pięknego koka. Dodatkowo zrobiła mi delikatny, ale zmysłowy makijaż. Teraz byłam gotowa.
- A gdzie macie tą randkę? - zapytała.
Opowiedziałam jej wszystko. Rozgniewała się i powiedziała, że zawiezie mnie do pewnej restauracji, a później pojedzie po Filipa. Zdziwiłam się, że w ogóle kupiła samochód i chciała za nas zapłacić.
Zgodziłam się na ten plan. Chwilę potem siedziałam w przepięknej restauracji i czekałam na ukochanego, który także niebawem się zjawił. Mama weszła tylko na chwilę, żeby życzyć nam miłego wieczoru (chociaż była już prawie noc), a potem zagadała do kelnera. Pewnie powiedziała, że ona zapłaci. Następnie zostawiła nas samych i dodała, że mam zadzwonić, jak skończymy.
Kelner przyniósł nam menu i odszedł. Długo zastanawialiśmy się nad wyborem. W końcu zdecydowaliśmy się na smażony makaron z kurczakiem i warzywami po chińsku.
Jedzenie bardzo nam smakowało, dlatego szybko skończyliśmy. To było pierwsze porządne danie od dłuższego czasu. Następnie zamówiliśmy sobie jeszcze wodę z miętą i cytryną i posiedzieliśmy, rozmawiając.


Wieczór minął bardzo miło. Potem zadzwoniliśmy po Grażynę. Chciała, żebyśmy zostali u niej na noc, ale Filip stwierdził, że mamy jeszcze jakieś plany.
Wróciliśmy do jego mieszkanka, a on otworzył wino. Nie było najlepszej jakości, ale napiłam się. Wypiliśmy prawie całą butelkę, po czym szumiało mi w głowie. Ukochany zachęcił mnie do wzięcia ,,małej dawki", która i tak dała mi niezłego kopa.
- Przepięknie wyglądasz, skarbie. - powiedział, kiedy prawie spał ze mną w ramionach. - Twoja mama jest bardzo miła.
- Dziękuję. - odpowiedziałam i zasnęłam.



Jak widzicie, nowością na blogu są zdjęcia/ obrazki. Teraz będą pojawiać się częściej.
Niespodzianką jest to, że z okazji 30 rozdziału dodam zdjęcia wyglądu bohaterów. Mam nadzieję, że urozmaici to troszkę wygląd bloga. Staram się, żeby zdjęcia były dobrej jakości i ładnie komponowały się z tekstem, Mam nadzieję, że udało mi się to w tym rozdziale. Piszcie swoje opinie na ten temat! Pozdrawiam wszystkich czytelników, a szczególnie tych ze znaczkiem #BB <3
Kocham Was! Dziękuję, że jesteście ze mną. :* !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.