piątek, 6 maja 2016

Rozdział 28

Obudziłam się rano z szumem w głowie i pustym żołądkiem. Czułam straszny głód, więc postanowiłam udać się do lodówki. Niestety było w niej tylko kilka plasterków szynki. Wyjęłam jeden i położyłam na suchy już chleb. Jadłam patrząc na obdarte ściany, które pokrywał grzyb od wilgoci. Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie w pasie i kładzie głowę na ramieniu.
- Dzień dobry, kochanie. Jak się czuje moja księżniczka? - usłyszałam szept przepełniony miłością.
- Całkiem w porządku. Trochę szumi mi w głowie. - odwróciłam się.
- Przejdzie. - uśmiechnął się i pocałował mnie w nos. Zaśmiałam się.
Dobrze czułam się w jego ramionach. Tak bezpiecznie. Z drugiej strony było mi go szkoda. Los nie potraktował go najlepiej. Mieszkał w jakiejś ruderze, chodził brudny, był wychudzony i do tego brał narkotyki. Dla mnie także los nie był przyjazny, ale teraz nie liczyłam się ja, tylko on.
- Coś Cię trapi? - zmartwił się.
- Nie, w porządku.
- Przecież widzę, że coś nie tak. Tak słodko zmarszczyłaś czoło i zrobiła Ci się mała fałdka na skórze. - zaśmiał się, dotykając mojej głowy.
- Zastanawiam się... Nie, to bez sensu... - zrezygnowałam.
Chwycił mnie za ramiona i postawił na baczność. Stanowczo, ale też troskliwie spojrzał mi w oczy.
Opowiedziałam mu całą historię swojego życia. Na koniec dodałam, że chciałabym wrócić do domu, ale pod warunkiem, że on pójdzie ze mną.
- Nie ma mowy. Oczywiście Ty możesz mieszkać z matką, ale ja nie wprowadzę się tam z Tobą. - powiedział stanowczo. - To nie jest mój dom i na pewno nie będę tam mile widziany... A w dodatku, no wiesz... Mój nałóg. Nie spodoba się to Twojej mamie.
- Przecież ona nie musi nic o tym wiedzieć. Będziemy wychodzić w dzień, a w nocy wrócimy do domu. Po takich przeżyciach nie ufam matce, ale jednak brakuje mi ciepłego łóżka. Proszę, chociaż to przemyśl.
- Zastanowię się.
Na tym skończyła się nasza rozmowa. Nie chciałam być nachalna, ale też nie miałam ochoty wracać na swoje ,,miejsce''. Musiałabym siedzieć tam sama, a bardzo chciałam zostać przy Filipie. Postanowiliśmy przejść się na spacer i trochę pooddychać. Rozmawialiśmy o moim życiu, a potem temat przeniósł się na niego. Dowiedziałam się, że jego rodzice zmarli i nie miał gdzie się podziać. Przez długi czas smucił się i przeżywał śmierć kochanych rodziców. Włóczył się często po dworcu. Pewnego dnia spotkał chłopaka, któremu tryskała krew ze stopy. Zranił się szkłem. Filip pomógł mu. Potem poznał resztę towarzystwa, aż w końcu wprowadził się do nich. Namówili go do brania i od tej pory robił to ciągle. Nałogowo. Stał się narkomanem bez planów na przyszłość. Wiele razy myślał nad specjalnym przedawkowaniem, ale nigdy nie miał odwagi.
- To Ty uratowałaś mnie od śmierci. - wyznał, chwytając mnie za rękę.
- Ja? A co takiego zrobiłam? - zdziwiłam się. - Przecież poznaliśmy się przypadkiem.
- Tak, przypadkiem. Pojawiłaś się jak Anioł Stróż. Właśnie miałem odebrać sobie życie, skacząc pod pociąg, gdyż uznałem, że śmierć będzie w ten sposób krótsza. Wtedy zauważyłem tłum, a w nim Ciebie. Olśniłaś mnie. Byłaś, i nadal jesteś, przepiękna. Od razu, gdy Cię zobaczyłem zrezygnowałem ze swojej decyzji. Postanowiłem żyć dla Ciebie. - pocałował mnie czule w usta.
Rozkoszowałam się smakiem jego ust. Były miękkie i delikatne. Kiedy się oderwałam, złożył pocałunek na mojej szyi, od czego przeszły mnie dreszcze.
Później powiedział, że zaczyna ,,źle się czuć'', więc musi wracać. Zgodziłam się, bo wcale nie miałam ochoty patrzeć jak znowu to robi.
Wróciłam do swojego legowiska i zobaczyłam JĄ. Zszokowało mnie. Nie sądziłam, że tu przyjdzie. Nie wiem, po co tu przychodziła, ale od razu zepsuła mi humor.
- Cześć. - powiedziała nieśmiało.
- Witaj, przyjaciółko. - odpowiedziałam z ironią.- Po co tu przyszłaś?
- Chciałam Cię jeszcze raz przeprosić. Myślałam, że już ochłonęłaś. Przyniosłam Ci kilka rzeczy.
- Nie chcę nic od Ciebie. Możesz iść.
- Milena... Proszę Cię. Nie możesz gniewać się na mnie całe życie. Przecież jesteśmy przyjaciółkami. - zasmuciła się.
- Raczej nimi byłyśmy. I tak, mogę się na Ciebie gniewać do końca życia. - odpowiedziałam chłodno.
Sylwia podeszła do mojego leżaka i położyła na nim dużą torbę.
- Zadzwoń, jeśli będziesz chciała pogadać.
Chciałam odpowiedzieć, że przecież nie mam telefonu, ale odpuściłam sobie. Chciałam, żeby jak najszybciej sobie stąd poszła. Uśmiechnęła się jeszcze smutno i odeszła.
Nie chciałam niczego od niej, ale moja ciekawość była większa. Podeszłam do tajemniczej torby i zaczęłam przeglądać jej wnętrze. Było tam jakieś jedzenie, ubrania, a także telefon komórkowy i jakaś koperta.
- Oby to nie pieniądze. Nie chcę jej litości. - pomyślałam.
Otworzyłam kopertę i zobaczyłam, że siedzi w niej jakaś kartka. Odetchnęłam z ulgą. Wyjęłam zawartość i zobaczyłam, że to list.


Kochana Mileno! 
Piszę do Ciebie ten list, ponieważ wiem, że nie zechcesz ze mną porozmawiać. Wiem też, że nadal jesteś wściekła i niełatwo przyjdzie Ci wybaczenie mi. 
Milena, bardzo zależy mi na tym, żebyśmy się nadal przyjaźniły. Postąpiłam podle i zdaję sobie z tego sprawę. Bardzo Cię za to przepraszam. Pozwól, że uzasadnię swoje zachowanie. Nigdy nie żyłam w takich warunkach i naprawdę mnie to przerażało. Miałam dość ciągłego głodu, brudu i braku pieniędzy. Nie myśl sobie, że najważniejsze są dla mnie dobra materialne, bo to nie prawda. W tym momencie najważniejsza jest dla mnie nasza przyjaźń. Pomogłaś mi w problemach, a ja Tobie. Jesteśmy całością. Działamy razem, pamiętasz? Nierozłączne na dobre i złe. Pewnie teraz sobie myślisz, że przyjaciółki nie robią tak, jak ja zrobiłam. Masz rację, nie zasłużyłam nawet na miano Twojej służącej. Chcę odbudować więź, która była między nami. Wiem, że będzie to trudne i długo potrwa, ale nie zrezygnuję z Ciebie już nigdy. Brakuje mi Ciebie i codziennie o Tobie myślę. Proszę, wybacz mi. Nie wiem co jeszcze mogę Ci napisać. Po prostu zrozumiałam swój błąd i boję się tylko, żeby nie było za późno. 
Na osobnej kartce zapisałam swój numer. Zadzwoń koniecznie, jeśli przygotujesz sobie odpowiedz. Jeszcze raz przepraszam i proszę o wybaczenie. Dodam jeszcze tylko, że zrobię wszystko, żeby Cię odzyskać. Całuję i ściskam. 
Twoja na zawsze 
Sylwia 

Przeczytałam wiadomość i rozpłakałam się. Nie wiedziałam jeszcze, czy mam jej wybaczyć, ale obiecałam sobie, że to rozważę. 
Po jakimś czasie ogarnęłam się i wytarłam twarz. Udałam się na długi spacer, aż mimowolnie dotarłam pod mieszkanie matki. Postanowiłam wkroczyć tam ,,na chwilę''. Zapukałam. 
- Witaj, słoneczko. Wejdź, proszę. - przywitała mnie serdecznym głosem i promiennym uśmiechem. - Napijesz się czegoś? 
- Poproszę herbatę. 
Zajęłam miejsce przy stole. Siedziałam przygnębiona i wpatrywałam się w Grażynę krzątającą się po kuchni. W końcu skończyła swoją pracę i usiadła naprzeciwko mnie. 
- Coś się stało? Masz taką smutną minę. - stwierdziła. 
Miałam ochotę się jej wypłakać, wygadać i zwierzyć. Chciałam, żeby mnie przytuliła i pocieszyła... żeby powiedziała, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się ułoży. Jednak tak się nie stało. Powstrzymałam się przed tym. Nadal nie miałam do niej wystarczającego zaufanie na takie rozmowy. 
- Nie, ta pogoda tak na mnie działa... 
- Słonko, zastanowiłaś się już nad moją propozycją? Wrócisz do domu? Bardzo bym tego chciała.
- Miałam sporo na głowie i nie zdążyłam tego przemyśleć. Przepraszam. Mam jeden warunek. 
- Słucham. Dal Ciebie wszystko. - uśmiechnęła się życzliwie. 
- Chciałabym, żeby mógł tu zamieszkać mój nowy chłopak. To ten, który był tu ostatnio ze mną. Co Ty na to? 
Grażyna spojrzała na mnie spod rzęs i zaśmiała się. Potem odpowiedziała, że oczywiście się zgadza. 
Teraz musiałam poczekać jeszcze na odpowiedź od Filipa, a potem wystarczyło przenieść rzeczy i będę mieszkała znowu w domu. Myślałam, że moje życie zmieni się na lepsze...
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo się mylę... 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.