Obudziłam się nad rankiem. Wszystko mnie bolało od leżenia na niewygodnej kanapie. Na początku nie wiedziałam, gdzie jestem. Przetarłam oczy, przeciągnęłam się i lekko podniosłam. Ach, tak! Jestem w tej melinie... Obok mnie leżał Filip, który obudził się pod wpływem mojego ruchu. Wydawał się zdezorientowany, ale potem spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Dzień dobry. - powiedział zaspanym głosem. - Jesteś bardzo wygodna.
- Wyspałeś się? - zaśmiałam się w odpowiedzi.
- Od dawna tak dobrze nie spałem. - odgarnął koc na bok i usiadł na krawędzi kanapy obok mnie. - Co się właściwie wydarzyło? Co tutaj robisz?
Wzięłam oddech. Nie wiedziałam, czy mam mu wszystko powiedzieć. Może nie zechce mnie więcej widzieć, albo będzie się wstydził?
- Ymmm... Przyprowadziłam Cię tu wieczorem z ulicy. Źle się czułeś... - spuściłam wzrok na podłogę,
- Byłem na głodzie? - posmutniał.
- Tak. Podałam Ci... no wiesz... Nie jesteś zły?
- Oczywiście, że nie. Po prostu... nie chciałem, żebyś mnie oglądała w takim stanie.
Naszą rozmowę przerwały jakieś odgłosy z kuchni. Domyśliłam się, że to znajomi Filipa. Wstałam i udałam się w tamtym kierunku. Zobaczyłam wszystkich, zajmujących całą przestrzeń.
- Hej. - powiedziałam nieśmiało.
- Cześć. Spaliście, więc nie chcieliśmy Was budzić. - uśmiechnęła się jedna z dziewczyn.
- Taak. Filip źle się poczuł, a Was nie było, więc nie chciałam zostawiać go samego. - tłumaczyłam się.
Jeden z chłopaków wstał i podszedł do mnie. Chwycił mnie za przedramię i zaciągnął do innego pomieszczenia.
- Ej, co robisz? Zostaw mnie! - protestowałam.
Odepchnął mnie na ścianę. Był dużo wyższy, więc musiałam patrzeć w górę.
- Posłuchaj mnie, ślicznotko. Masz tu nie przyłazić. Zakaz wstępu, rozumiesz?! Najlepiej gdybyś nie spotykała się z nikim z nas, a szczególnie z Filipem. Wiem, że na niego lecisz, ale odpuść sobie.
- Ja wcale na niego nie le... Ech, dlaczego jesteś taki niemiły od samego początku? Przeszkadzam Ci tutaj w czymś?
- Nie wiemy kim jesteś i jakie masz zamiary. Kto wie, czy nie wydasz nas glinom?
- Przecież zrobiłabym to już dawno, gdybym chciała. Polubiłam Filipa i chcę mieć z nim kontakt. A teraz odsuń się, bo chcę przejść! - odepchnęłam go.
Wróciłam do kuchni. Wszyscy patrzyli na mnie z politowaniem. Nie wiedziałam, o co im chodzi.
- Ja muszę już lecieć. Pa. - opuściłam pomieszczenie i udałam się w kierunku drzwi.
Nagle poczułam czyjś dotyk na ramieniu.
- Zaczekaj! Możemy porozmawiać? - powiedział Filip.
- Pewnie, o co chodzi?
- Może wyjdźmy na zewnątrz. Co powiesz na spacer?
Uśmiechnęłam się lekko w odpowiedzi i przekroczyłam próg. Podeszliśmy chwilę w milczeniu, a potem on przerwał milczenie.
- Przepraszam Cię za nich. Nie lubią, jak ktoś do nas przychodzi. Rozumiesz... Branie narkotyków to ciągłe życie w stresie i strachu. Idąc ulicą rozglądasz się i patrzysz, czy nikt nie zorientował się, że jesteś ćpunem. Nawet jeśli jesteś zupełnie czysty.
- Rozumiem. Nie będę już przychodziła w to miejsce. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że bardzo naruszyłam Waszą prywatność. Przecież jestem dla Was obcym człowiekiem... - spuściłam wzrok.
Zawsze czułam się obca i nigdy nie potrafiłam dostosować się do otoczenia. Byłam inna, bo miałam złe życie i taka się czułam. Otoczenie nigdy mnie nie akceptowało.
Filip zatrzymał się i przyciągnął mnie do siebie.
- Dla mnie nie jesteś obca. Czuję jakbym znał Cię od dawna i jakbym mógł wszystko Ci powiedzieć. Minęło tak mało czasu, a ja... zakochałem się w Tobie. Kocham Cię, Milena. Ja Cię kocham. - przygarnął mnie do siebie i mocno przytulił.
Mimo tego, że był chudy, jego uścisk był bardzo silny. Poczułam ciepło bijące od niego i bezpieczeństwo. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Tylko ja i on, połączeni w cudownym uścisku. Posmutniałam, kiedy puścił moje ciało. Ledwo stałam na nogach, miałam motylki w brzuchu. Filip był cudowny i bardzo go lubiłam, mimo że tak krótko go znałam. Od początku łączyła nas jakaś szczególna więź. Nie było to tak jak w przypadku Błażeja. Znajomość z nim rozwijała się, a tutaj... Czułam jakbym była mu przeznaczona.
- Ja też coś do Ciebie czuję. Łączy nas jakaś więź... Czuję się przy Tobie sobą i wiem, że mogę Ci ufać. To dziwne, ale tak jest. Nie potrafię tego wytłumaczyć...
- Doskonale wiem o czym mówisz... - obniżył głos.
Nagle wydał mi się taki pociągający. Chciałam się przytulić, ale odsunął się.
- Najpierw powinienem wziąć kąpiel. - zaśmiał się, a czar romantycznej chwili prysł.
Chciałam mu jakoś pomóc i zastanawiałam się w jaki sposób. Nagle wpadłam na genialny pomysł, jednak dosyć ryzykowny.
- Chodź ze mną. - pociągnęłam go za rękę.
Szliśmy przez całe miasto w milczeniu. Ciężko to nazwać spacerem, gdyż prawie biegliśmy. W końcu dotarliśmy na jedno z osiedli.
- Co to za miejsce? - zapytał.
- To... mój dawny dom. Długo by opowiadać, potem Ci wyjaśnię. Teraz chodź.
Zaprowadziłam go na odpowiednie piętro i zapukałam do drzwi dawnego mieszkania. Otworzył jakiś niski mężczyzna, okropnie brzydki. Wzięłam głęboki wdech i zapytałam:
- Jest mama? - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Żadna ,,mama'' tu nie mieszka. Kobieta, do której należy to mieszkanie nie ma dzieci. Coś Ci się pomyliło, dziewczynko. - mówił głosem podobnym do Gargamela.
Przedstawiłam się i w skrócie opowiedziałam swoją historię. Kątem oka widziałam zdziwioną twarz Filipa.
- Chcielibyśmy tylko skorzystać z wanny. To chyba nie problem, w takim wypadku?
- Nie, nie. Oczywiście, że żaden problem. - facet był zdezorientowany. - Grażynki nie ma teraz w domu, ale powinna niedługo wrócić.
- Niech jej pan nie mówi, że tutaj byłam. Wyjdziemy za jakieś pół godziny.
Niski brzydal otworzył szerzej drzwi i pozwolił nam wejść.
W mieszkaniu prawie nic się nie zmieniło. Kuchnia i sypialnia wyglądały tak samo. Łazienka pewnie też. Byłam ciekawa, co zrobiła z moim pokojem. Na razie tam nie zaglądałam. Otworzyłam dużą szafę na korytarzu i wyciągnęłam z niej ręcznik. Wszystko leżało tam, gdzie zawsze. Zaprowadziłam Filipa do łazienki i wskazałam wszystko, czego może używać. Wyszłam aby mógł spokojnie się wykąpać i poszłam do ,,swojego" pokoju. Moje zdziwienie nie miało granic, kiedy zobaczyłam, że wszystko jest tak, jak za czasów kiedy ja tu mieszkałam.
W mojej głowie pojawiły się setki pytań. Dlaczego matka nie przerobiła tego na jakiś schowek, pokój dla kochanka, garderobę albo cokolwiek? Czemu trzymała wszystkie moje rzeczy? Może chciała dostawać pieniądze na mnie i oszukiwała, że z nią mieszkam? Nie wiedziałam, co mam myśleć. Nagle usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi wejściowe. Odezwał się kobiecy głos, w którym rozpoznałam mamę.
- Oby ten przygłup się nie wygadał! - pomyślałam.
Nie chciałam widzieć matki i robić sobie nadziei. Jeśli jej nie powie, że tu jesteśmy to jest szansa, że wyjdziemy niezauważalni. Oczywiście, to było zbyt piękne, żeby było prawdziwe.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że masz córkę? - krzyknął brzydal.
- Jaką córkę? Co Ty gadasz? Skąd to wiesz?! Aaa... Przyszła tu? Po co? - spadła na brzydala lawina pytań.
- Nie wiem... Zapytaj jej. - domyśliłam się, że wskazał pokój, w którym siedziałam, bo po chwili otworzyły się drzwi.
Nie powiedziałam nic, ona też milczała. Patrzyłam na nią od dołu do góry. Przyglądałam się każdej części jej ciała i ubioru. Wyglądała ładnie i elegancko. Była ubrana w czarną spódnicę za kolano, białą koszulę, czarną marynarkę, a po tego buty na obcasie. Zdziwiło mnie to, ale jednocześnie zachwyciło. Jej twarz wyglądała młodziej i delikatnie. Wiek robił swoje, ale nie miała wielu zmarszczek. Jakby przestała pić...
Czułam na sobie jej wzrok. coś mnie do niej przyciągało. Chciałam rzucić się jej w ramiona i powiedzieć, że jestem z niej dumna. Powstrzymałam się jednak i stałam bez ruchu, patrząc na nią. Dostrzegałam w jej oczach iskierkę miłości.
- Witaj. - odezwała się.
Nie przywitałam się, lecz od razu zaczęłam tłumaczyć.
- Mój kolega potrzebował skorzystać z łazienki. Przyszliśmy tylko na chwilę, zaraz wychodzimy. Przepraszam, nie powinnam się tu zjawiać.
Nie krzyczała. Spojrzała z politowaniem i łagodnie odpowiedziała:
- W porządku. Napijesz się czegoś?
Miałam już odpowiedzieć, że bardzo chętnie, ale dostrzegłam na korytarzu Filipa, któremu najprawdopodobniej zaczynał się głód.
- Dziękuję, ale musimy już iść.
- Wpadnij kiedyś. - uśmiechnęła się.
Wybiegłam z pokoju i zabrałam Filipa. Odprowadziłam go do ich kryjówki i oddałam w ręce jego znajomych. Dopiero idąc do swojego legowiska, uświadomiłam sobie, że mama zaprosiła mnie do domu. To było niesamowite! Nie wiedziałam, jak mam to rozumieć, ale cieszyłam się. Położyłam się na leżaku i myślałam o swoim życiu i dziwnych wydarzeniach z dzisiaj. Zasnęłam.
Obudziłam się dosyć późno. Od razu postanowiłam odwiedzić Filipa, bo tęskniłam za nim. Poszłam do kryjówki i zapukałam. Otworzyła mi jedna z dziewczyn.
- Hej. Przyszłam po Filipa. - powiedziałam.
- Obawiam się, że on nie... - zaczęła.
- Wpuść mnie. - przesunęłam ją.
Weszłam i zobaczyłam Filipa.
- Hej! - uśmiechnęłam się.
- Kim jesteś? - poznałam, że jest na haju. - Odejdź stąd! Nie znam Cię.
- No co Ty, Filip. To ja, Milena.
- Nie znam Cię. Idź sobie.
Zrobiło mi się przykro, więc odeszłam. W drzwiach dopadła mnie jego koleżanka i próbowała mi coś tłumaczyć, ale nie chciałam jej słuchać. Wyszłam i poszłam na spacer. Usiadłam na ławce i czekałam.
Chociaż nie wiem, na co...
Piszcie jak podobał się rozdział. Możecie pisać na Asku (ASK) lub na Facebooku (FB) albo w komentarzach. Trzymajcie się!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.