sobota, 26 marca 2016

Rozdział 24

  • Głodna jestem. - powiedziała Sylwia.
  • Ja tak samo, ale nic na to nie poradzę. Przecież nie mamy pieniędzy. - odparłam.
  • Masz rację. Naprawdę nie da się ich jakoś zdobyć? - zasmuciła się.
Zastanowiłam się i rozejrzałam wokoło. Zobaczyłam tylko ludzi czekających na pociąg, żebraków i...
  • Taak... Jest pewne rozwiązanie... - wyszeptałam.
  • Co? - Sylwia najwidoczniej nie dosłyszała.
  • Spójrz tam. - wskazałam grupkę kobiet w różnym wieku, skąpo ubranych i wymalowanych przesadnie.
Sylwia od razu wytrzeszczyła oczy. Patrzyła raz na mnie, a raz na te kobiety. Nie mogła pojąć tego, co właśnie zasugerowałam.
  • Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... - zawahała się.
  • Nie chcę. To tylko jeden z możliwych sposobów zarobku. - uspokoiłam ją. - Poczekaj. Podejdę do nich.
  • Oszalałaś? - złapała mnie za rękę i próbowała powstrzymać, ale wyrwałam się.
Szłam pewnym krokiem w stronę tej grupki. Z każdym krokiem widziałam dokładniej każdą twarz. Ich grupę wiekową oceniłam na mniej-więcej 16-35 lat. Zdziwiło mnie, że tak młode dziewczyny niszczą sobie życie, właściwie z własnego wyboru. Nie mogłam tego zrozumieć.
  • Dzień dobry. - powiedziałam.
Odwróciła się jakaś nastolatka. Reszta pozostała obojętna i wypatrywała ewentualnego klienta.
  • Siema. Czego szukasz? - zapytała.
  • Chciałam zapytać, co tu robicie. - uśmiechnęłam się głupio.
  • A nie widać? Zarabiamy. Odejdź, bo odstraszasz klientów.
W tej chwili poczułam do niej taki brak szacunku, że miałam ochotę napluć na nią. Powstrzymałam się jednak przed tym pomysłem i odeszłam spokojnie.
Okazało się, że Sylwii nie było już na naszym miejscu. Poszłam jej poszukać. Jednak znalazłam tylko karteczkę z napisem:
,, Poszłam szukać sposobu na przetrwanie''

Nic mi to nie mówiło. Wiedziałam, że nie zrobi nic głupiego, dlatego nie zmartwiłam się. Wręcz przeciwnie. Pomyślałam, że to dobra okazja spotkać się z Filipem.
Bałam się przyznać przed przyjaciółką, że zainteresował mnie jakiś ćpun. Byłam prawie pewna, że ona tego nie zrozumie, a tym bardziej nie zaakceptuje. Zależało mi na naszej przyjaźni, dlatego nie chciałam, żeby skreśliła mnie z takiego powodu.
Przeszłam się wzdłuż całego dworca i rozglądałam się. Myślałam, że może zobaczę gdzieś mojego nowego znajomego. Nie było go nigdzie. Chciałam zrezygnować ze spotkania, ale nagle wpadłam na pomysł. Ruszyłam w stronę tej ,,meliny'', gdzie przedtem go odprowadzałam. Szłam powoli i wspominałam słowa tej dziewczyny-ćpunki. Raz może mnie kochać, a raz nienawidzić... Może już w ogóle mnie nie pamięta, nie będzie wiedział kim jestem? Postanowiłam zaryzykować.
W końcu dotarłam na miejsce. Wzięłam wdech i otworzyłam drzwi. Od razu zobaczyłam kilka znajomych już twarzy. Dziewczyna, z którą rozmawiałam pomachała do mnie. Uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
  • Hej wszystkim. - powiedziałam.
  • Mówiłem już, żebyś stąd spadała! - krzyknął jeden z chłopaków.
  • Przepraszam za niego. Czasami bywa agresywny. - zza rogu wyszedł Filip.
Zdziwiłam się, kiedy go zobaczyłam. Był czysty, miał normalne ubranie i nawet pachniał przyjemnie. Podszedł i pocałował mnie w policzek.
  • Wyjdziemy gdzieś? Właśnie miałem iść po Ciebie. Chyba czytasz mi w myślach. - zaśmiał się, ukazując swoje błyszczące, równe zęby. Byłam wniebowzięta.
  • Pewnie, możemy się przejść. - odwzajemniłam uśmiech.
Pożegnał się ze znajomymi i otworzył przede mną drzwi. Szliśmy w milczeniu, nawet na siebie nie patrząc.
W końcu postanowiłam przerwać ciszę.
  • Dobrze wyglądasz.
  • Dziękuję. Ty również, jak zwykle. - zaśmiał się. - Naprawdę przepraszam Cię za znajomych. Szczególnie za Karola, jest czasami chamski. Szczególnie na głodzie. Akurat kończy nam się towar i oszczędzamy... Och, przepraszam! Nie powinienem zaprzątać Ci tym głowy.
  • Spokojnie, nic się nie stało. Ja nie jadłam od kilku dni... Nieważne.
  • Jejku... Chodź, szybko! - wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Wróciliśmy do ich siedziby. Nie zwracając uwagi na swoich znajomych pobiegł do kuchni i wyjął z lodówki wszystko, co mieli.
  • Jedz, skarbie! - krzyknął.
Wydało mi się to bardzo dziwne. Nazwał mnie skarbem i kazał jeść... To baaardzo dziwne...
  • Ymm... Dzięki, to miłe.- odsunęłam się od niego dyskretnie.
  • Co chcesz zjeść? Zaraz Ci coś przygotuję.
  • Naprawdę nie trzeba.
Udawałam, że nie chcę jeść, ale w rzeczywistości ściskało mnie w żołądku. Miałam chęć rzucić się na to jedzenie i zjeść wszystko, co tam leżało. Byle tylko zaspokoić trochę głód... Stałam tam i wpatrywałam się w produkty jak zahipnotyzowana. Filip coś do mnie mówił, ale nie słuchałam go. Nawet nie słyszałam, co mówił. Teraz liczyło się tylko jedno. W końcu nie wytrzymałam i jak dzika rzuciłam się na stół. Zaczęłam wkładać do ust wszystko po kolei. Niektóre produkty były już chyba po terminie przydatności, ale nie zważałam na to. Jadłam i jadłam...
Po chwili poczułam, że ktoś mnie odciąga. Chciałam jeść! Niedługo potem leżałam na kanapie i ledwo oddychałam. Czułam okropny ból brzucha, jakby coś mi pękło w środku.
  • Milena, Milena... Halo?! Jesteś tu? - słyszałam głos Filipa.
  • C-co się stało?
  • Wpadłaś w jakiś szał. Straciłaś kontakt ze światem i zjadłaś większość naszego jedzenia. Ty mi powiedz, co się stało? - stał zdezorientowany i wystraszony.
  • Prze-przepraszam. - podniosłam się. - Byłam okropnie głodna i pragnęłam tylko jeść.
  • Wyżarłaś nam wszystko! - chłopak imieniem Karol, zaczął się awanturować.
  • Naprawdę przepraszam. Straciłam nad sobą kontrolę...
  • W porządku. Jakoś damy radę. - Filip pogładził mnie po włosach. Podobało mi się, że jest taki opiekuńczy.
  • Auććć... - szepnęłam. Poczułam straszne kłucie w brzuchu i zrobiło mi się niedobrze.
Nastolatek wygonił wszystkich z pomieszczenia i poprosił jedną z dziewczyn, żeby przyniosła mi szklankę wody. Usiadł koło mnie i spytał, czy wszystko dobrze. Odpowiedziałam, że bardzo mnie boli. Kazał mi napić się wody i położyć się. Wykonałam jego polecenie. Podniósł mi delikatnie koszulkę. Nie wiedziałam, co zamierza. Dotknął mojego brzucha bardzo delikatnie, żebym przyzwyczaiła się do temperatury jego ciała. Potem wykonał specyficzny masaż, który jakimś cudem ukoił mój ból. Podniosłam się i od razu pobiegłam do łazienki zwymiotować. Przyszedł. Potrzymał mi włosy, a potem pomógł się ogarnąć. Zaprowadził do pokoju i przykrył mnie kocem. Przyniósł wodę i powoli wlewał mi ją do ust.
Leżałam tam chyba połowę dnia. Było bardzo przyjemnie, w jego towarzystwie. Opowiadał mi o sobie, mówił zabawne historie. Polubiłam go jeszcze bardziej. A może nawet mi się spodobał?
Kiedy poczułam się lepiej, postanowiłam wracać ,,do siebie''. Podziękowałam za wszystko i wróciłam do naszego legowiska. Po drodze zastanawiałam się, jak wytrzymał tak długo bez brania narkotyku. Pomyślałam też o Sylwii i złapały mnie wyrzuty sumienia. Najadłam się, a dla niej nic nie przyniosłam. W dodatku zostawiłam ją samą. Co ze mnie za przyjaciółka? Zaczęłam przygotowywać w myślach wymówki.
  • Hej! - ktoś złapał mnie za ramię od tyłu. Wystraszyłam się i natychmiast odwróciłam.
  • Och, hej... To Ty. Nie strasz mnie. - powiedziałam do swojej przyjaciółki.
  • No ja, a kto inny? Zresztą nieważne. Chodźmy do nasze... Twojego legowiska. Muszę Ci coś wyznać.
Zdziwiły mnie jej słowa, ale poszłam z nią w milczeniu. Na miejscu zobaczyłam, że spakowała swoje rzeczy do wielkiej torby. Spojrzałam na nią zdziwiona i dopiero teraz zauważyłam, że miała czysty strój i ładny makijaż.
  • Co to wszystko ma znaczyć? - zapytałam.
  • Bo wiesz... Byłam w... domu i... - nie mogła z siebie nic wydusić. Nie wiedziała jak przekazać mi straszną wiadomość.
  • Gdzie byłaś? Jak to?!
  • Posłuchaj, to nie tak jak myślisz! Chciałam wykraść tylko potrzebne rzeczy i jedzenie, ale natknęłam się na babcię. Wydawała się bardzo smutna, ale kiedy mnie zobaczyła od razu na jej twarzy pojawił się uśmiech. Ucieszyła się, że mnie widzi. Martwiła się! Wypytywała, gdzie byłam i co się ze mną działo. Obiecała zmianę i przeprosiła za swoje zachowanie, zrozumiała swój błąd. Potem przygotowała mi pyszne jedzenie, dała czyste ubrania, a potem... zdrzemnęłam się w moim czystym, wygodnym łóżeczku! Przekonało mnie to i postanowiłam wrócić do babci... Przepraszam, ale zostawiam Cię...
Zszokowało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć i stałam jak wryta. Ja zamartwiam się, że nie przyniosłam jej jedzenia i że jestem złą przyjaciółką, a ona wywija mi taki numer?! Jak to możliwe?!
  • S-słucham?! Jak to zostawiasz?!
  • Milena, przepraszam. Naprawdę mi przykro...
  • Skoro się tak zmieniła, to dlaczego nie mogę znowu z Tobą zamieszkać?
  • Zmieniła się tylko pod moim względem... Przykro mi. Przyniosłam Ci pościel i leżak, żebyś jakoś spała. Będę Cię odwiedzała i przynosiła potrzebne rzeczy. Masz mój numer, dzwoń kiedy chcesz. Nie zapomnę o Tobie. Po szkole będę do Ciebie przychodziła. Nie zauważysz mojej nieobecności. Naprawdę...
  • Co z Ciebie za przyjaciółka?!
  • Przepraszam jeszcze raz. - chciała mnie przytulić.
Odepchnęłam ją.

  • Zejdź mi z oczu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.