piątek, 11 marca 2016

Rozdział 23

  • Jak to? - zapytałam.
  • Tak to. Przecież możesz mi się podobać, tak? - zdziwił się.
  • Nie wiem... Słuchaj, to dziwna sytuacja. Wylądowałyśmy tu z przyjaciółką, nie mamy kasy ani jedzenia. Wybacz, ale teraz nie mam ochoty na amory. Pójdę już... - odwróciłam się.
Nagle złapał mnie za rękę i mocno trzymał. Przyciągnął trochę do siebie.
  • Nie musimy być od razu razem... Chcę Cię tylko poznać. Przejdziemy się? - zapytał z nadzieją w oczach.
  • W porządku. - westchnęłam.
Przeszliśmy spory kawałek w milczeniu. Już wiedziałam, że ta znajomość nie ma sensu. Nie kleiła nam się rozmowa, nawet mi się nie podobał. Chciałam go przeprosić i odejść, ale się powstrzymałam. Wolałam iść z nim, niż wrócić do Sylwii. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać po tym, co mi powiedziała. Uważała mnie za biedaczkę i ją rozumiałam, ale nie musiała tego mówić w taki sposób.
Nie! Co ja gadam? Przecież Sylwia wcale tak nie uważa... Ale i tak nie miałam chęci z nią gadać.
  • Jak się nazywasz? - w końcu zapytał.
  • Milena. - odpowiedziałam zamyślona.
  • Ładnie. Ja jestem Filip, miło mi. - podał mi rękę.
Otrząsnęłam się i także podałam dłoń z uśmiechem.
  • Dlaczego sobie to robisz? - spojrzałam na jego poranione ręce.
  • Co? - nie domyślił się.
  • Dlaczego wstrzykujesz sobie tą truciznę? To Cię zabija.
  • Nie interesuj się! - krzyknął.
Spuściłam głowę. Nie jest taki miły, jakby się zdawało. A może po prostu ma obsesję na punkcie tego, co robi? Kiedy jest na głodzie- mógłby zabić za najmniejszą działkę, kiedy mu przejdzie- wstydzi się o tym gadać.
Szliśmy dalej. W końcu postanowiłam usiąść. Przy najbliższej ławce zatrzymałam się, a on zrobił to samo.
  • Przepraszam, nie powinienem na Ciebie krzyczeć. Nie lubię o tym gadać.
  • Spoko, to ja przepraszam. Nie powinnam pytać. Szczególnie na pierwszym spotkaniu.
  • Jesteśmy kwita. - zaśmiał się. - Zgaduję, że masz 14-15 lat, tak?
  • Zgadza się. Dokładnie 14, a Ty?
  • 16. Jesteś naprawdę ładna. Jak tylko trochę zarobię, to kupię sobie porządny strój i zabiorę Cię na randkę. O ile się zgodzisz...
Nie odpowiedziałam. Już trochę minęło od kiedy wyszliśmy. Ciekawe, czy Sylwia się obudziła? Może mnie szuka? Może się martwi? A może jej się coś stało? Ech... Znowu o niej myślę.
  • O nie... Zaczyna się... - powiedział Filip.
  • C-co się zaczyna? - otrząsnęłam się.
  • Odprowadzisz mnie? - zapytał.
Zauważyłam, że trzęsą mu się ręce, poci się i zrobił się blady. Ach, tak! Zaczął się głód. Nie wiedziałam, co mam robić. Nie chciałam zostawić go samego, ale też nie chciałam odprowadzać go do jakiejś meliny.
  • Ja... sama nie wiem. Może idź sam? - zniesmaczyłam się.
  • Proszę, nie dam rady tam dojść bez Twojej pomocy. Proszę! - był bardzo niespokojny.
  • No dobrze. Mów, gdzie iść.
Filip wskazał mi drogę. Weszliśmy do jakiegoś zaułku. Opierał się na moim ramieniu. Było z nim coraz gorzej. W końcu doszliśmy do jakiegoś dziwnego pomieszczenia. Zobaczyłam drzwi.
  • To tam. - wskazał te drzwi.
Zawahałam się, zanim otworzyłam. Bałam się, co tam zobaczę. Strasznie śmierdziało, aż przeszły po mnie dreszcze. Spojrzałam na Filipa. Miał strach w oczach i cały był spocony. Chciał coś powiedzieć, ale nie miał sił. W końcu wychrypiał ciche ,,otwieraj''. Złapałam za klamkę i lekko ją nacisnęłam.
  • Nie, czekaj! Ty tu nie wejdziesz.
  • Dlaczego? - oburzyłam się.
  • Nie czuj się gorsza, czy coś. Po prostu nie chcę, żebyś na to patrzyła. To może być ohydne.
  • Nie ważne. Ledwo trzymasz się na nogach. Wchodzę z Tobą.
Otworzyłam drzwi i po chwili pożałowałam. Zobaczyłam kilku ludzi siedzących na brudnej kanapie ze strzykawkami w ręku. Były tam 2 dziewczyny i 3 chłopaków. Spojrzałam na dywan. Leżał na nim chłopak ze strzykawką wbitą w przegub. Chyba nie żył. Wystraszyłam się. Chciałam rzucić Filipa i uciekać, ale wzięłam wdech i ruszyłam.
  • Cześć. Przyprowadziłam waszego kolegę. Nie jest w najlepszym stanie. - powiedziałam.
  • Tak jak my wszyscy. - odezwał się jeden z chłopaków.
  • Spadaj stąd, mała! - powiedział drugi.
Jedna z dziewczyn odłożyła swoją strzykawkę i zajęła się Filipem. Druga podeszła do mnie.
  • Chodź, nie przejmuj się.
Zaprowadziła mnie do ich jakby kuchni. Stała tam stara lodówka, stół i kilka krzeseł.
  • Siadaj. - powiedziała.
Wykonałam jej polecenie. Nie wiedziałam, czego ode mnie chce.
  • Spokojnie. - usiadła naprzeciwko. - Nic Ci nie zrobię. Nie chcę tylko, żebyś przeżyła szok, patrząc na nich. Z Filipem będzie wszystko OK, tylko musi dostać działkę i poleżeć trochę. Nie zakochuj się w nim. Dobrze Ci radzę.
  • A to niby dlaczego? Nie będziesz mi mówiła, co mam robić!
  • Hej, spoko! Tylko ostrzegam... Filip może nie pamiętać za chwilę, o czym gadaliście. Nigdy nie będzie taki sam. Raz może Cię kochać, a za chwilę nienawidzić. Wydajesz się być w porządku, więc nie chce żeby Cię ranił. Wybacz, ale teraz muszę odejść, bo za chwilę będzie ze mną to samo, co z nim. - zaśmiała się. - Za chwilę oddamy Ci Filipa.
  • Nie trzeba. Niech odpoczywa.
Wróciłyśmy do tamtego pomieszczenia. Wszyscy chłopacy głośno się śmiali. Domyśliłam się, że właśnie sobie wstrzyknęli.
Tamta dziewczyna podgrzewała biały proszek na łyżce. Była to działka dla Filipa, który siedział obok niej i patrzył w narkotyk jak w bóstwo.
Pożegnałam się i wyszłam. Wróciłam do Sylwii. Siedziała skulona na legowisku.
  • Hej... - podniosła głowę, kiedy przyszłam.
  • Cześć. - odpowiedziałam.
  • Gdzie byłaś?
  • Na spacerze. - usiadłam koło niej.
  • Posłuchaj. Przepraszam za to, co powiedziałam. Naprawdę tak nie uważam. Wybaczysz?
Zastanowiłam się. W sumie nie byłam już na nią zła. Martwiłam się o nią i nadal nic nie jadłyśmy. Musiałyśmy trzymać się razem i to w zgodzie.

Przysunęłam się bliżej i ją przytuliłam, na znak zgody.


Mówcie, co sądzicie. <3 Niedługo kolejny rozdział!   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.