sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 22

Obudziłyśmy się całkiem rano. Umierałam z zimna i głodu. Marzyłam, żeby nałożyć ciepły sweter i położyć się w miękkim łóżku. Rozejrzałam się... Miejsce nie było spełnieniem moich marzeń. Spojrzałam na Sylwię, która jeszcze się nie rozbudziła. Była taka urocza... Rozmył się jej cały makijaż i miała twarz czarną od tuszu do rzęs. Mimo to, nadal była piękna.
  • Hej... - ziewnęła.
  • No cześć. Co robimy? - zapytałam.
  • Strasznie mi zimno i chcę jeść...
  • Chodź tu do mnie... - przysunęłam się i przytuliłam ją.
Wstałyśmy z posłania i zastanawiałyśmy się jak zdobyć pieniądze. Pierwsze co przyszło nam do głowy to poprosić o nie innych ludzi. Z doświadczenia wiedziałam, że nie będzie to łatwe, ale nie chciałam martwić Sylwii. Poszłyśmy...
  • Dzień dobry. Może dać nam pani kilka złotych na jedzenie? - zapytałyśmy jakąś staruszkę.
  • Na jedzenie? Tak, tak... Pewnie skończyły Wam się te Wasze narkotyki... Idźcie do diabła!
Podobnie było z innymi ludźmi. Dziwiło mnie to... Czy bezdomni nastolatkowie muszą być od razu narkomanami? Przecież nie jestem taka głupia, żeby wstrzykiwać sobie jakieś gówno do żył...
Po południu nadal nie miałyśmy ani grosza...
  • Wiedziałam, że tak będzie... Znam to z doświadczenia. - powiedziałam.
  • Czemu nie powiedziałaś? Oszczędziłoby nam to trudu...
  • Nie chciałam Cię martwić. Miałam nadzieję, ze ludzie się zmienili...
Nic nie odpowiedziała. Zauważyłam, że z jej oka popłynęła za, ale szybko ją wytarła. Odchrząknęła...
  • No więc... Jaki mamy teraz plan? - zapytała.
  • Nie wiem. Możemy spróbować ukraść coś ze sklepu...
  • Oszalałaś?! - zdziwiła się.
  • Ukradłam już raz jedzenie i nie poniosłam za to żadnych konsekwencji...
  • Nie będę kradła!
  • W porządku... - zrezygnowałam.
Usiadłyśmy na ławce. Siedziałyśmy w ciszy i patrzyłyśmy przed siebie... Obserwowałam przejeżdżające pociągi i ludzi, którzy przewijali się po dworcu... Dzień był szary. Można było wyczuć wilgoć w powietrzu. Nagle zauważyłam, że jakiejś kobiecie z dzieckiem wypadło 50 zł. Zerwałam się z miejsca i podniosłam banknot. Ucieszyłam się i dumnie wróciłam do przyjaciółki.
  • Zobacz, co mam! - pochwaliłam się, pokazując pieniądze.
  • Skąd?
  • Podniosłam. Wypadło tamtej pani. - wskazałam kobietę.
  • Przecież idzie z dzieckiem. W dodatku nie wygląda na bogatą. Może to jej ostatnie pieniądze? Dlaczego ich nie oddałaś? - awanturowała się.
  • Nie przesadzaj. My nie mamy ich wcale. - zlekceważyłam ją.
  • Popatrz! Rozgląda się. Szuka czegoś. A teraz płacze! Daj mi to! - wydarła mi banknot z ręki.
Pobiegła w kierunku kobiety. Usłyszałam, jak pyta czego szuka. Kobieta coś mówiła i szlochała. Sylwia oddała jej 50 zł, a tamta bardzo się ucieszyła i przytuliła moją przyjaciółkę. Sylwia wróciła do mnie.
  • Te pieniądze były na jedzenie i leki dla jej dziecka. Sama nie jadła nic od 2 dni. Gdzie Twoje serce?! - powiedziała.
  • Nie wiedziałam. - zawstydziłam się.
Dziewczyna odeszła i wróciła do naszego posłania. Najwidoczniej zawiodła się na mnie, a w dodatku obraziła.
Co się ze mną działo? Kiedyś postąpiłabym tak samo jak ona. A teraz? Zabrałam pieniądze biedaczce z małym dzieckiem. Sama nie jadła, żeby zadbać o dziecko... Nie mogłam uwierzyć w to, co zrobiłam... Ta cała sytuacja, brak pieniędzy, mieszkanie na dworcu... To wszystko mnie przerosło...
Poszłam do przyjaciółki.
  • Sylwia?
  • Co chcesz? - odburknęła.
  • Przepraszam. Moje zachowanie było głupie. Zrozumiałam swój błąd.
  • To dobrze.
  • Sylwia, Ty płaczesz? - zdziwiłam się.
Szybko wytarła twarz rękawem. Jeszcze bardziej rozmyła makijaż. Usiadłam koło niej i swoją bluzkę wyczyściłam jej twarz.
  • Co się stało? - zapytałam.
  • Nie chcę tak żyć. Wracam do babki. - szlochała.
Rozumiałam ją. Zawsze miała wygodę i była przyzwyczajona do luksusów. Wolała znosić wredną babcię niż spać na dworcu. Rozumiałam, ale i tak zrobiło mi się smutno.
  • Chcesz mnie zostawić? - zapytałam.
  • Nie chcę, ale nie wytrzymam tu dłużej! Nie mam co jeść, wyglądam jak straszydło...
  • Nie jesteś sama.
  • Ale Ty zawsze byłaś biedna. Powinnaś się przyzwyczaić do takich warunków.
  • Co?! - zszokowało mnie.
Sylwia nigdy nie była taka niemiła. Mimo że miała więcej pieniędzy, nigdy się tym nie chwaliła. Traktowała wszystkich równo i uważała, że nawet najbiedniejsi zasługują na szacunek. Dlatego się ze mną przyjaźniła. Potrafiła zrozumieć i pocieszyć, nigdy nie była chamska i nie drwiła z czyjejś biedy. Pomagała, materialnie lub psychicznie. Była aniołkiem. Czasami wręcz szukała kogoś, żeby mu pomóc. Czuwała nad wszystkim i nad wszystkimi. A teraz wyjeżdża z takim tekstem? Zawiodłam się.
  • Masz rację. - powiedziałam po chwili.
  • Boże... Milena, przepraszam! Nie chciałam tego powiedzieć. Wcale tak nie uważam! Przecież wiesz... To wszystko mnie przerasta... - wybuchnęła płaczem.
  • Yhym... - wstałam i oddaliłam się.
Ta sytuacja zmieniła także ją. Nie miałabym jej za złe, jeśli by mnie zostawiła... Miała do tego prawo i nic jej nie zatrzymywało. Na razie nie potrafiłam wybaczyć jej tych słów... Wiedziałam, że żałuje i nie uważa tak, ale za bardzo mnie to zraniło. Miałam dość wszystkiego, po raz kolejny w moim życiu.
Nagle zobaczyłam tego chłopaka. Podeszłam do niego.
  • Cześć. - odezwałam się.
  • He-hej. - wyjąkał.
  • Chcesz czegoś ode mnie?
  • N-nie.
Spojrzałam mu w oczy. Wydały się takie puste i nieobecne. Był naćpany.
  • Porozmawiamy, jak nie będziesz pod wpływem. Cześć.
Odeszłam. Świetnie! Przyczepił się do mnie wychudzony ćpun. Jeszcze tego mi brakowało... Jednak zastanowił mnie... Musiał czegoś chcieć, skoro tu przychodził... Może kiedyś z nim rozmawiałam i nawet o tym nie wiem?
Pomyślałam, że następnego dnia będzie już zdolny do normalnej rozmowy, więc postanowiłam zaczekać. Poszłam do legowiska. Sylwia zasnęła. Zapewne zmęczyła się płaczem, albo chciała uciec od rzeczywistości. Położyłam się po cichu obok niej, żeby jej nie obudzić. Byłam na tyle zła, że nie chciałam jej nawet dotykać, pomimo zimna.
Zasnęłam.
Następnego dnia wybrałam się na spacer po dworcu, zanim wstała moja przyjaciółka. Chciałam zobaczyć się z upiorem, zanim zdąży się naćpać. Znalazłam go niedaleko naszego miejsca.
  • Chcesz pogadać? - spytałam.
  • Chcę Ci coś powiedzieć.
  • Dobrze, ale znamy się w ogóle?
  • Nie. Spotkaliśmy się dopiero kilka dni temu, jak przyjechała policja i karetka.
  • Ach, tak... Śmierć tego faceta. Czemu się tak na mnie patrzyłeś? - zapytałam.
  • Zainteresowałaś mnie. - odpowiedział.
  • Ja? W jakim sensie? - zdziwiłam się.
  • Spodobałaś mi się. Po prostu.

O nie...  


Piszcie, jak się podobało! Pozdrawiam wszystkich czytelników. 
#BB <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.