sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 21

Była późna jesień. Noc na dworcu nie należała do najlepszych rzeczy w moim życiu. Strasznie wiało, a w dodatku nie miałam się czym przykryć. Jeden pan pożyczył mi swój koc. Twierdził, że on jest już zahartowany i prawie nie odczuwa zimna. Nalegałam, żeby zachował sobie to przykrycie, ale uparł się. Wzięłam ,,koc'', który w rzeczywistości był brudną, porwaną szmatą, ale lepsze to niż marznąc. Zanim poszłam spać, znalazłam sobie miejsce w jakimś zaułku. W nocy nic się nie działo. Ze stacji wyjechało tylko kilka pociągów. Mimo że byłam skryta, podeszło do mnie wielu młodych ludzi, błagając o pieniądze. Widać było, że męczy ich głód narkotykowy. Podszedł też jeden facet, który myślał, że sprzedaję się i chciał skorzystać z usług. Szybko wyjaśniam, że nie należę do takich kobiet, a on odszedł zawiedziony. W końcu zasnęłam.
Obudziłam się wcześnie rano, aby pójść do szkoły. Nie chciałam, aby ktoś z mojej szkoły mnie tu zobaczył. Tym bardziej, że tu spałam.
Doszłam do szkoły w 20 min. Szłam powoli, ociągając się. Nie miałam ochoty słuchać nauczycieli i docinek rówieśników. Niestety, ale musiałam tam iść. To była jedyna okazja, żeby spotkać się z Sylwią, moją przyjaciółką. Tęskniłam za nią. Współczułam jej, chociaż doskonale wiedziałam, że mam gorzej.
Spóźniłam się na lekcję. Okazało się, że Sylwii nie było. Zastanawiałam się, co mogło się stać. Postanowiłam ją odwiedzić po szkole.
Jakoś przeżyłam nudne lekcje i wyszłam pospiesznie ze szkoły. Od razu obrałam kierunek domu przyjaciółki. Kiedy zapukałam do drzwi, nikt się nie odezwał. Widziałam, że paliły się światła. Na pewno ktoś tam był. Tylko dlaczego nikt mi nie otworzył? Nacisnęłam delikatnie klamkę. Drzwi odtworzyły się z lekkim skrzypnięciem.
  • Jest tu ktoś? - zawołałam.
W odpowiedzi usłyszałam ciszę. Poczułam się jak w horrorze. Bałam się, że zaraz ktoś wyskoczy z nożem, jak w filmach.
  • Sylwia, jesteś tu? - ponownie zawołałam.
Nadal nic. Nagle usłyszałam jakieś burczenie, jakby z daleka. Ktoś bardzo cicho wołał moje imię.
  • Sylwia, to Ty? - starałam się iść za dźwiękiem.
Weszłam w głąb domu i nasłuchiwałam. Podeszłam do jakichś drzwi na korytarzu. Teraz wołanie było głośniejsze. Otworzyłam. Zobaczyłam tylko ciemność. Kiedy chciałam zamknąć drzwi, usłyszałam swoje imię.
  • Sylwia? - zapytałam.
  • Tak, to ja. Jestem na dole!
Zapaliłam małą latareczkę, którą miałam w kieszeni. Powoli i ostrożnie zeszłam na dół. Rozejrzałam się.
  • Aa! Nie świeć mi po oczach! - odezwała się Sylwia.
Podeszłam bliżej. Światło latarki było mizerne i niewiele mi dawało.
  • Zapal światło. Tam, naprzeciwko. - udzieliła mi wskazówki.
Nacisnęłam na pstryczek i wtedy zobaczyłam wszystko wyraźnie. Moja przyjaciółka siedziała związana liną w rogu jakiejś piwnicy.
  • Hej, kto Ci to zrobił? - zapytałam, rozwiązując ją.
  • Babka. - odparła.
  • Jak to? Dałaś się jej związać? - nie mogłam uwierzyć.
  • Ech... Długa historia. Kazała mi zejść po dżem i napadła na mnie od tyłu.
  • Twoja babcia to super agentka? - zaśmiałam się.
  • Jest niezrównoważona.
  • Jest teraz w domu? - zaciekawiłam się.
  • Nie, chyba poszła na zakupy. Chodźmy stąd.
Wyszłyśmy z tego okropnego miejsca i usiadłyśmy na podwórkowej ławce. Przez dłuższy czas nic nie mówiłyśmy. W końcu przerwałam ciszę.
  • Jak Ty z nią wytrzymujesz?
  • Jakoś przecież muszę.
  • To nie jest normalne, że babcia zamyka Cię w piwnicy! Dlaczego nie powiesz tego rodzicom?
  • Myślisz, że nie mówiłam? Ale zawsze babka dzwoniła do nich i twierdziła, że kłamię. Udowadniała im, że jestem niegrzeczna i wierzyli jej.
  • Przykro mi. Trzeba coś z tym zrobić.
  • Może zabierzesz mnie ze sobą? - zaproponowała.
  • Przecież nawet nie mam domu.
  • No, ale tam gdzie śpisz. Proszę.
Chciałam od razu odmówić i wyznać prawdę, że mieszkam teraz na dworcu, ale było mi jej szkoda. Nawet mnie matka nie zamykała związanej w ohydnym pomieszczeniu. To chore.
  • Dobrze, spakuj się i chodźmy, zanim Twoja babcia wróci. - uległam.
Po chwili szłyśmy już po drodze z trzema torbami. Sylwia ciągle wypytywała, gdzie ją zaprowadzę. Wstydziłam się i ją zbywałam. Wiedziałam, że w końcu muszę jej powiedzieć. Przecież zrozumie, to moja przyjaciółka.
  • No więc gdzie idziemy?
  • Na dworzec.
  • Ale po co? Musimy jechać pociągiem?
  • Nie.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Nie rozumiała, po co idziemy na dworzec, skoro nie będziemy jechać pociągiem.
  • Posłuchaj. Spędziłam noc na dworcu, bo nie miałam gdzie się podziać. Wstydzę się tego, bo to najgorsze co może być, ale gdzieś muszę spać. Jeśli nie chcesz, możesz tu zostać i nie iść ze mną.
  • Oczywiście, że pójdę. Musimy trzymać się razem. - uśmiechnęła się.
Poszłyśmy do parku. Usiadłyśmy na chwilę, aby odpocząć. Sylwia niespodziewanie mnie przytuliła i pocałowała w policzek. Zdziwiłam się i przeszły mnie dziwne dreszcze.
  • To za pomoc. Dziękuję, że mnie uwolniłaś i starasz się znaleźć mi miejsce do spania.
  • Nie ma za co. Musimy trzymać się razem. - powtórzyłam jej słowa.
Ruszyłyśmy w dalszą drogę. W końcu dotarłyśmy do dworca. Zaprowadziłam ją w ten zaułek. Odłożyłam jej rzeczy.
  • O nie... - wymruczałam.
  • Co się stało? - zdziwiła się Sylwia.
Zauważyłam tego mężczyznę, który oddał mi koc. Leżał nieruchomo. Podeszłam bliżej. Lekko dotknęłam jego ręki, aby sprawdzić puls. Był sztywny, zimny i nie miał pulsu. Umarł.
  • On umarł przeze mnie. - rozpłakałam się.
  • Co Ty gadasz? To jakiś bezdomny. Zostaw go, bo się zarazisz czymś. - Sylwia pociągnęła mnie za rękę.
  • Przestań. - wyrwałam się. - On podarował mi swój koc. Może umarł z zimna?
  • Zadzwonię na numer alarmowy.
Po kilkunastu minutach przyjechała karetka i policja. Wyjaśniłyśmy całe zajście, jednak nie wspomniałam o poprzedniej nocy. Nie chciałam być winna niczyjej śmierci. Wiedziałam, że będę miała wyrzuty sumienia za pożyczony koc.
Wokoło zebrało się sporo ludzi. Każdy był zainteresowany przyjazdem policji i karetki. Nie pojawili się jednak Ci naćpani, z oczywistych powodów.
Zauważyłam, że jeden chłopak ciągle na mnie patrzy. Pomyślałam, że to przypadek.
Karetka zabrała mężczyznę, policja przesłuchała kilku ludzi i wszyscy się rozeszli. Oprócz tego chłopaka.
Był wysoki, wychudzony. Miał posklejane, brudne, czarne włosy. Podkrążone oczy i zsiniałe usta dodawały mu wyglądu upiora. Wystawały mu kości policzkowe, co poprawiało jego wygląd. Wyglądał na 16-17 lat. Może nawet mógłby mi się spodobać, gdyby się trochę ogarnął...
Miałam nadzieję, że zaraz sobie pójdzie i zostawi mnie w spokoju. Jednak on usiadł niedaleko i ciągle się wpatrywał upiornymi oczami.
  • Coś się stało? Wyglądasz na zaniepokojoną. - stwierdziła Sylwia.
  • Nie, nic... - odpowiedziałam.
  • Chodzi o tego gościa? Spokojnie, ratownik i policja stwierdzili, że najprawdopodobniej zmarł z głodu, a nie z zimna. Nie musisz mieć wyrzutów... - położyła rękę na moim ramieniu.
  • To dobrze...
  • Jesteś jakaś nieobecna. Co jest?
  • Widzisz tamtego chłopaka? - zapytałam, wskazując ,,upiora''.
  • Tak. Jest trochę przerażający. A co?
  • Od przybycia policji, cały czas na mnie patrzy. Wszyscy poszli, a on został i ciągle się gapi. Niepokoi mnie to.
Przyjaciółka dokładniej się mu przyjrzała. Powiedziała, że to załatwi. Chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła do niego.
  • Ej, koleś. Masz jakiś problem? - powiedziała rozgniewana.
  • Nie... Ja... - nie mógł z siebie nic wydusić.
  • Moja przyjaciółka twierdzi, że ciągle się na nią patrzysz. Chcesz coś?
  • Nie... - podniósł się z ławki i uciekł.
Sylwia stwierdziła, że nie powinien mnie już niepokoić. Wróciłyśmy do swojego zakątka i próbowałyśmy z rzeczy Sylwii stworzyć jakieś posłanie. Wzięłyśmy kilka ubrań pod głowę i przykryłyśmy się starym kocem zmarłego.
  • Chyba za ostro go potraktowałaś... - odezwałam się, gdy leżałyśmy.
  • Może i tak... Przynajmniej będziesz miała spokój.
  • Tak... Zjadłabym coś. Jestem głodna.
  • Ja też, ale nie zdążyłam wziąć nic do jedzenia. Nie mam nawet pieniędzy.
  • Ja tak samo.
Znowu leżałyśmy w ciszy. Ustaliłyśmy, że następnego dnia darujemy sobie szkołę i spróbujemy zdobyć pieniądze.
Potem Sylwia przytuliła się do mnie i zasnęłyśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.