piątek, 5 lutego 2016

Rozdział 19

Kolejne dni przyjaźni z Sylwią mijały bardzo spokojnie. Nocowałam u niej prawie codziennie i było dobrze. Jej rodzice traktowali mnie już jak własną córkę. Można powiedzieć, że stałam się częścią ich domu i rodziny.
Sylwia była naprawdę dobrą przyjaciółką. Zawsze kiedy potrzebowałam pomocy, po prostu mi pomagała. Moje życie nareszcie zaczęło się układać. Nie cierpiałam z głodu ani z zimna. Nie musiałam też spać na ulicy.
Pewnego dnia usłyszałam, że rodzice Sylwii planują moją adopcję. Chcieli pozbawić moją matkę praw do opieki nade mną i przygarnąć mnie na zawsze. Żyło mi się z nimi naprawdę wspaniale, ale bez przesady. Weszłam wtedy do kuchni i wpatrywałam się w nich. Szybko przerwali rozmowę i spojrzeli na mnie.
  • Coś się stało, Milenko? - zapytała mama Sylwii.
  • Usłyszałam Waszą rozmowę.
  • Więc jakie jest Twoje zdanie? - zapytał ojciec.
Chwilę się zastanowiłam. W końcu odpowiedziałam:
  • Naprawdę bardzo Was lubię i żyje mi się w tej rodzinie dobrze, ale coś mi nie pozwala zostać na stałe. Nie chcę zakłócać Waszego życia. Poza tym ciągle mam nadzieję, że matka się zmieni. Bardzo dziękuję za opiekę, ale jeśli będziecie nalegać, odejdę.
  • Rozumiemy. - oboje się zasmucili.
Postanowiłam przejść się na spacer. Musiałam przemyśleć całe swoje życie. Ponownie. Sylwia chciała iść ze mną, ale wolałam zostać sama.
Wyszłam na dwór i szłam wzdłuż drogi. Kopałam kamień i rozmyślałam. Dlaczego ja? Dlaczego mnie spotyka ciągłe nieszczęście? Czemu wszystko nie może się zacząć układać? Gdyby matka mnie pokochała, gdyby ojciec nie odszedł... Wszystko byłoby w porządku. Ale nie jest... Dlaczego matka nie usunęła tej ciąży? Po co mnie rodziła? Żeby mnie krzywdzić? Czy naprawdę na to zasłużyłam? Zaczęłam płakać.
Wtedy usłyszałam, że ktoś za mną biegnie.
  • Milena, zaczekaj! - usłyszałam krzyczenie.
Odwróciłam się. Zobaczyłam, że w moim kierunku biegnie Sylwia. Widocznie martwiła się o mnie.
  • Co się dzieje? Dzwoniłam do Ciebie. - powiedziała zatroskana.
  • Mam wyciszony telefon. Po prostu chciałam zostać sama. Nic wielkiego.
  • Czy Ty płaczesz? - podniosła moją twarz.
Szybko otarłam łzy rękawem.
  • Nie... Coś mi wpadło do oka. - próbowałam mówić spokojnie.
  • Oj, nie udawaj. Mów, co jest grane. - wskazała krawężnik, żebyśmy usiadły.
  • Słyszałam dziś rozmowę Twoich rodziców. Mówili, że chcą mnie adoptować.
  • To super! Dlaczego się nie cieszysz? Źle Ci z nami? - zasmuciła się.
  • Nie o to chodzi... Naprawdę mi u Was dobrze, ale mam własną matkę. Może jest zła, nie kocha mnie, ale to moja matka. Nie mogę się jej pozbyć tak, jak ona mnie. Chcę dać jej jeszcze jedną szansę. Chciałabym z nią porozmawiać. - spuściłam głowę.
Sylwia przytuliła mnie i pogładziła moje włosy. Siedziałyśmy tak dłuższą chwilę. Szturchnęłam delikatnie przyjaciółkę, ale nie zareagowała. Puściłam ją i spojrzałam z ciekawością. Była bardzo zamyślona. Tworzyła w głowie coś genialnego. Zawsze gdy coś wymyślała, marszczyła czoło. Tak było też tym razem.
  • Znowu jakiś genialny pomysł? - zapytałam machając jej ręką przed oczyma.
  • Tak! Wpadłam na to przed chwilą. Pójdziemy porozmawiać z Grażyną!
  • Yhm... To taki genialny pomysł? Poza tym wygoni nas.
  • Nie, jeśli zagrozimy jej, że moi rodzice odbiorą jej prawa rodzicielskie. Przecież jesteś jej jedynym źródłem pieniędzy. Dostaje na Ciebie kasę z opieki i alimenty od ojca. Na pewno nie chciałaby tego stracić. Chodź, idziemy! - poderwała się z miejsca.
  • Teraz? - zdziwiłam się.
Nie odpowiedziała, tylko pociągnęła mnie za rękę.
Już po chwili byłyśmy pod moim dawnym mieszkaniem. Weszłyśmy na odpowiednie piętro i zapukałyśmy do drzwi. Otworzył jakiś facet.
  • Czego? - zapytał niskim głosem.
  • Szukamy pani Grażyny. Zastałyśmy ją? - zaczęła Sylwia.
  • Tak, jest w domu. Kim jesteście?
Facet był napakowany, całe ręce miał w tatuażach. Miał na sobie tylko bokserki i podkoszulkę.
  • Jestem jej córką, a to moja przyjaciółka. Możemy wejść? - odezwałam się.
  • Chwileczkę. - przymknął drzwi.
Usłyszałam imię mojej matki, wołane kilka razy. W końcu jej głos. Od tak dawna go nie słyszałam.
  • Nie mówiłaś, ze masz dziecko. - rozmawiali za drzwiami.
  • Bo nie mam. Ktoś robi sobie żarty. - otworzyła.
Stała w halce nocnej i w turbanie z ręcznika na włosach. Najpierw spojrzała na Sylwię, a potem na mnie. Przewróciła oczami, pokiwała głową.
  • Ach, to znowu Ty. Czego chcesz?
  • Chciałyśmy pogadać. - wtrąciła Sylwia.
  • Bardzo nam na tym zależy. Wpuść nas. - błagałam.
  • Dobra, ale macie tylko 5 minut. Jestem zajęta. - otworzyła szerzej drzwi.
W domu nic się nie zmieniło. Wszystko stało na swoim miejscu, nic nowego. Zajrzałam kątem oka do mojego pokoju. Stały tam jakieś kartony i niepotrzebne rzeczy. Tym mnie zastąpiła...
Zaprowadziła nas do kuchni i wyprosiła tego faceta na chwilę.
  • Co chcecie? Nie dam Wam pieniędzy. - rzuciła matka.
  • Nie potrzebujemy kasy. Milena chciała dać pani ostatnią szansę. - odezwała się moja przyjaciółka.
Matka wybuchnęła śmiechem. Odsunęła się i wstawiła wodę na gaz. Zasypała kawę do kubka, a potem wróciła do nas.
  • Szansę? Na co? Na pokochanie? Takie uczucia nie pojawiają się tak sobie. Nie kochałam jej przez 14 lat, to i teraz nie pokocham. Zostawcie mnie w spokoju.
  • Ma pani pracę? - wyskoczyła Sylwia.
  • Nie, dlaczego pytasz?
  • A z czego się pani utrzymuje? - dopytywała.
  • W większości z pieniędzy, które dostaje na Milenę i alimenty. Po co Ci ta wiadomość? - zaciekawiła się.
  • Więc chyba nie chciałaby pani zostać pozbawiona dopływu tych dochodów, prawda?
Grażyna stała zdezorientowana. Nie wiedziała o co chodzi ani co powiedzieć. Zmarszczyła czoło, jakby czekała na dalszy ciąg wypowiedzi. Sylwia zaspokoiła jej ciekawość.
  • Milena od niedawna mieszka u mnie. Moi rodzice bardzo ją polubili i planują adopcje jej. Chcą też odebrać pani prawa rodzicielskie.
  • Super. Nie potrzebuję tych praw, ale co to ma wspólnego z moimi dochodami? - naprawdę nie rozumiała.
  • A to, że tracąc opiekę nad córką, traci pani też wszystkie dochody związane z nią. Przecież nie będzie już pani córką, nawet na piśmie. - szybko skwitowała ją Sylwia.
Kobieta otępiała. Stała jak wryta i patrzyła dziwnie na Sylwię. Minęło kilka minut zanim się ocknęła.
  • Hej, mała! Ostra jesteś. Nieźle, ale Wasze pięć minut minęło. Żegnam.
Odprowadziła nas do drzwi i spokojnie wyszłyśmy. Udałyśmy się w stronę domu Sylwii. Po drodze dużo rozmawiałyśmy o tym spotkaniu.
  • Jak myślisz? Pomoże coś? - zapytałam.
  • Możliwe. Chyba zrobiłam na niej wrażenie. Może się wystraszy.
  • Miejmy nadzieję. - odpowiedziałam.
***
Nie dostawałyśmy żadnego znaku od Grażyny. Już myślałyśmy, że nie przejęła się tym, gdy pewnego dnia zadzwoniła.
  • Tak, słucham. - powiedziałam odbierając.
  • Milenko, kochanie. Wszystko sobie przemyślałam. Wróć do domu. Nie chodzi o pieniądze, bo znalazłam pracę. Po prostu bardzo tęsknię. Spakuj się i wróć do mnie. Przepraszam za wszystko. Czekam. - rozłączyła się.
Bardzo się zdziwiłam i od razu powiadomiłam Sylwię. Też się ucieszyła, ale nabrała podejrzeń.
  • Nie wydaje Ci się to dziwne?
  • Nie obchodzi mnie to. Ważne, że mogę wrócić do domu. Lecę się spakować!
Wzięłam wszystkie swoje rzeczy i zaniosłam pod blok. Zaniosłam do mieszkania.
W moim pokoju było czyściutko. Żadnych kartonów. Rozłożyłam swoje ubrania i inne rzeczy, apotem poszłam pogadać z matką. Przytuliła mnie i zapewniła, że to nie ma nic związanego z pieniędzmi. Bardzo się cieszyłam.
Jednak niedługo poczułam stary klimat tego miejsca. Codziennie nowy facet w sypialni matki, dziwne odgłosy w nocy i oglądanie jej pijanej.
Pewnego dnia wezwała mnie do siebie.
  • Skarbie, pamiętasz jak kiedyś dorabiałaś sobie pieniążki? - mówiła, przytulając się do nowego faceta.
  • Tak, a co?
  • Mam do Ciebie wielką prośbę. Rozbił mi się telefon i chciałabym kupić nowy, ale brakuje mi trochę. Pomogłabyś mi? Szukałam pracy, chociaż dorywczej, ale nie udało mi się. Nie mam żadnego sposobu, a Tobie szło to tak sprawnie. Potrzebuję 500 zł, słońce.- pogłaskała mnie po ręce.
  • Nie możesz zdobyć tego sama? To duże pieniądze. - zdziwiłam się.
  • No już powiedziałam, jak jest. Będę ogromnie wdzięczna. Oczywiście, nie poddam się w szukaniu roboty, ale sama nie dam rady. Wiesz, jakie telefony są potrzebne w tych czasach.
Po długim namawianiu, w końcu się zgodziłam. Kolejne 3 miesiące spędziłam na chodzeniu po ludziach i robieniu za nich różnych prac. Wyprowadzałam psy, sprzątałam, myłam samochody, a nawet kosiłam trawę. Zaczęła się jesień, więc grabiłam też liście. Codziennie.
Udało się. Zebrałam potrzebną sumę i dumna zaniosłam mamie. Wyjęłam kopertę i położyłam przed nią na stole.
  • Dzięki. - powiedziała.
Była skupiona na przeglądanie sieci w telefonie.
  • Jak to? Nowy telefon? Przecież nie miałaś pieniędzy.
  • Jakoś uzbierałam. To nic, przyda się na coś innego. Możesz odpocząć.
Byłam smutna i zawiedziona. Zwykłe ,,dzięki'' za tyle starań i pracy? No nic. Poszłam do pokoju i położyłam się. Po chwili usłyszałam, że Grażyna z kimś gada. Był to chyba jakiś facet.
  • Tak, możemy wyjść. Mam trochę pieniędzy. Skąd? Młoda zdobyła. Haha, latała jak oparzona, żeby zarobić pół tysiąca. A wszystko po to, żeby zdobyć miłość mamusi. Naiwna gówniara. Tak, też Cię kocham. Po co ją trzymam? No właśnie dla kasy. Nie potrzebna jest mi do niczego innego. Czasem ją pochwale i pogłaszczę, a ona ślepo wierzy w moją miłość.
Zmroziło mnie. Tyle miesięcy oszukiwania? Już wierzyłam, że coś się zmieniło... Bardzo się pomyliłam. Tacy ludzie, jak Grażyna, nigdy się nie zmieniają. Wstałam i szybkim krokiem poszłam do kuchni.
Chwyciłam jej telefon i rzuciłam nim o podłogę. Rozbił się na drobny mak.
  • A więc to tak?! Masz ze mnie tylko zysk?! Myślałam, że naprawdę się zmieniłaś! Pomyliłam się. Nigdy się nie zmienisz! Nienawidzę Cię. - chwyciłam kopertę i wybiegłam z pomieszczenia.
Wzięłam walizkę i nerwowo wrzucałam do niej całą zawartość szafy. Potem spakowałam resztę. Matka weszła do pokoju.
  • Naprawdę myślałaś, że Cię pokocham? Jesteś naiwna. Naucz się życia, gówniaro. Żegnam. - rzuciła walizkę za drzwi.
Poszłam pod dom Sylwii. Przeprosiłam ją za wszystko, opowiedziałam całe zdarzenie i błagałam o nocleg. Niestety, nie miała dla mnie dobrych wiadomości.
  • Posłuchaj. Moi rodzice wyjechali tydzień temu za granicę. Zostaną tam rok, może dłużej. Przez ten czas będzie opiekowała się mną babcia, która już się wprowadziła. Niestety, ona nienawidzi jak ktoś u mnie nocuje i nikogo nie lubi. Nawet nie pozwoliłaby Ci zostać. Nie lubi nawet mnie. - zasmuciła się.
  • To co teraz ze mną będzie? - przytuliłam ją.
  • Nie wiem. - wyszeptała.


Taki długi rozdział, w ramach przeprosin za nieobecność. Piszcie jak się podobał. Buziak <3

2 komentarze:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.