Obudziłam się i zobaczyłam, że
jestem.... znowu w szpitalu. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po
sali. Na łóżku obok leżała jakaś dziewczyna. Miała super
telefon, modne ubrania i makijaż robiony przez dobrą kosmetyczkę.
Na jej ramionach leżały długie blond włosy, które prawie
błyszczały. Byłam nią zachwycona i zazdrościłam jej. Spojrzałam
na siebie. Wątła, wychudzona... Przetłuszczone włosy i brudne
ubrania. Zrobiło mi się wstyd. Kiedy spojrzała na mnie z pogardą,
chciałam zapaść się pod ziemię.
Poleżałam chwilę, rozpaczając nad
swoim wyglądem. Potem przyszedł lekarz. Powiedział mi, ze ktoś
znalazł mnie nieprzytomną na chodniku i wezwał karetkę... Skąd
ja to znam...
- Byłaś w bardzo złym stanie... Odwodniona i wychudzona. Podłączyliśmy Cię do kroplówki. Jak się czujesz? - zapytał na koniec.
- Całkiem dobrze. - skłamałam.
W rzeczywistości kręciło mi się w
głowie i miałam odruchy wymiotne.
- Przepraszam, panie doktorze. Chciałabym przenieść się na inną salę. Nie będę leżała tu z tą brudną biedaczką. - wtrąciła się blondyna.
- Przykro mi, ale nie ma innego miejsca. Jutro wychodzisz do domu, więc jakoś wytrzymasz. - odpowiedział.
W pewnej chwili zrobiło mi się tak
niedobrze, że szybkim ruchem wyrwałam rurkę od kroplówki i
wybiegłam z sali w poszukiwaniu łazienki. Zobaczyłam napis WC i
pobiegłam w tamtym kierunku. Zwymiotowałam...piaskiem i trawą.
Czułam się okropnie.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam kobiecy głos i pukanie do drzwi.
- Tak...tak. - odpowiedziałam.
Do pomieszczenia weszła pielęgniarka
i zaproponowała mi, że odprowadzi mnie na salę. Była bardzo miła,
więc się zgodziłam.
Ta sama kobieta przyszła do mnie
wieczorem, bo chciała porozmawiać. Myślałam, że zacznie pytać o
rodziców, dom i inne sprawy, ale ona zapytała mnie o moje
zainteresowania, marzenia... Wzbudziła we mnie ogromne zaufanie. Co
prawda, potem pytała też dlaczego się tu znalazłam, jak to się
stało, że wylądowałam na ulicy, ale w ogóle mi to nie
przeszkadzało. Później poszłam spać.
Kiedy się obudziłam, na sali nie było
już tej blondynki. Ucieszyłam się. Odłączyłam kroplówkę i
poszłam wziąć prysznic. Poprosiłam tą pielęgniarkę, aby
wykombinowała mi jakieś ubranie. Zdobyła to, o co prosiłam.
Ten prysznic był dla mnie jak
zbawienie. Zmył ze mnie cały brud i zaschnięte łzy pomieszane z
piaskiem. Nałożyłam wygodne, czyste ubrania i wróciłam na salę.
Wtedy ponownie zrobiło mi się niedobrze. I powtórzyła się cała
akcja.
Kilka dni potem wyznałam lekarzowi, że
żywiłam się trawą i ziemią, a także piłam brudną wodę z
kałuż. Był przerażony. Kazał zrobić mi płukanie żołądka i
inne dziwne badania. Po tym poczułam się lepiej, ale nadal nie
chciałam jeść.
Ordynator oddziału, dowiedziawszy się
skąd pochodzę, kazał wysłać mnie do warszawskiego szpitala.
Jednak droga była tak długa, że nie byli w stanie wysłać mnie
karetką. Dlatego ta przemiła pielęgniarka pojechała ze mną
pociągiem, gdy lekarz uznał, że jestem w lepszym stanie.
I znowu jechałam do Warszawy. Z jednej
strony się cieszyłam, a z drugiej rozpaczałam. Cieszyłam się, bo
mogłam wrócić do dawnego życia, do Sylwii, do miasta, w którym
się urodziłam. Rozpaczałam, bo wzrosło ryzyko, że spotkam matkę.
Jechaliśmy już kilka godzin.
Wieczorem byliśmy już w warszawskim szpitalu, który został
poinformowany o naszym przyjeździe. Mimo, że pielęgniarka mogła
już wracać, została. Siedziała ze mną dzień i noc. Kiedy po
kilku dniach mogłam wyjść, ona zaprowadziła mnie pod moje dawne
mieszkanie. Opowiedziałam jej wcześniej całą historię i
postanowiła mnie pogodzić z Grażyną. Upierałam się, że nie
chcę, ale nie dawała za wygraną.
Weszłyśmy do mieszkania i
zobaczyłyśmy Grażynę z jakimś facetem. Już znalazła sobie
nowego... Szybko się pocieszyła...
Pielęgniarka przedstawiła siebie i
sytuację. Matka bardzo się przejęła.
- O Boże... Moje dzieciątko! Moje biedactwo! Szukałam Cię cały ten czas! Wybacz mi moje winy! Chodź, chodź. Zaparzę Ci herbatę. - całowała mnie po całej twarzy.
Kobieta pożegnała się i wyszła. Gdy
tylko drzwi się zamknęły, Grażyna trzasnęła mnie w twarz i
zaczęła krzyczeć:
- Jakim prawem pojawiasz się znowu w moim życiu?! Mogłaś zdechnąć na tej ulicy. Wynoś się stąd!
- Nawet nie zamierzałam wracać. Żegnaj. - odpowiedziałam i wyszłam z mieszkania.
Wybiegłam z klatki schodowej i wzięłam
głęboki wdech. Witaj Warszawo! Znowu się spotykamy. Wzięłam
telefon i wybrałam numer Sylwii. Zadzwoniłam.
- Cześć. Wróciłam do miasta. Chcesz się spotkać? - zapytałam.
- Oczywiście. - prawie krzyknęła.
Umówiłyśmy się w parku. Od razu
podbiegła się ze mną przywitać. Zaczęła wypytywać gdzie byłam,
jak się czuję. Nie odpowiedziałam na jej pytania, po prostu ją
przytuliłam.
- Tęskniłam za Tobą. - powiedziała.
- Ja za Tobą też. - odpowiedziała.
- Już nigdy więcej mnie nie opuszczaj. - wyszeptała mi do ucha.
***
Miesiąc po moim powrocie do
stolicy, zaczęłam w miarę normalnie funkcjonować. Nocowałam u
różnych osób z klasy, najczęściej u Sylwii. Bardzo się do
siebie przywiązałyśmy i byłyśmy prawie jak siostry. Pewnego dnia
zadzwoniła i chciała się spotkać. Oczywiście, chętnie się
zgodziłam.
Spotkałyśmy się w parku.
Usiadłyśmy na kocu i zrobiłyśmy mały piknik. Dobrze nam się
rozmawiało, śmiałyśmy się. Nagle ona przerwała i z poważną
miną powiedziała:
- Musimy porozmawiać.
- Głuptasie, przecież ciągle rozmawiamy. - zaśmiałam się.
- Chcę Ci coś powiedzieć.
- No dawaj. - zaciekawiłam się.
- Znamy się już dosyć długo i bardzo Cię... - zawahała się - ...polubiłam. Uważam, że nadajesz się na świetną przyjaciółkę. Chciałabyś nią zostać?
- No pewnie, Sylwia.
Siedziałyśmy w milczeniu.
Patrzyłyśmy najpierw na siebie, a potem na niebo. Moja przyjaciółka
chyba się zamyśliła i odleciała myślami na inną planetę. Po
chwili przerwałam ciszę.
- Ale przecież ja nic o Tobie nie wiem...
- Jak to? - zdziwiła się.
- Nie znam Cię jeszcze.
- Przecież znasz moje hobby, wiesz wszystko o mojej rodzinie... Za to ja nie wiem nic o Twojej.
- Masz rację. Chyba przyszedł czas, żeby wszystko sobie wyjaśnić.
Sylwia poprosiła mnie, abym
opowiedziała jej o rodzicach, domu, sytuacji życiowej...
- No więc... Moja mama nazywa się Grażyna, a ojciec Robert. Od urodzenia mieszkałam z nimi w Warszawie. Kiedy miałam 9 lat, tata odszedł do innej i nas zostawił. Matka popadła w depresję. Zaczęła pić i wkrótce stało się to jej nałogiem. Gdy zrobiłam coś nie tak, biła mnie. Wstydziłam się wychodzić z domu, bo miałam ogromne siniaki. Grażyna przepijała wszystkie pieniądze, dlatego ja musiałam zarabiać na dom. Szukałam prac dorywczych, a ona chodziła na imprezy, chociaż twierdziła, że szuka pracy. W końcu znalazła sobie faceta, Kamila. Okazał się być pedofilem i molestował mnie. Długo to ukrywałam, ale postanowiłam to wyznać Grażynie. Nie uwierzyła mi. Kamil pragnął tylko jednego, nie tylko ode mnie. W końcu udało mi się wymierzyć sprawiedliwość i z pomocą policji udowodniłam, kim naprawdę jest. Zamknęli go, a matka obwiniała o to mnie. Wyrzuciła mnie z domu. Postanowiłam uciec od wszystkiego i kupiłam bilet na pociąg. Nawet nie wiem gdzie byłam. Ledwo udało mi się przeżyć. Trafiłam do szpitala, a potem przewieziono mnie tu. Przed wyjazdem matka wyznała, że tak naprawdę to nigdy mnie nie kochała i nawet nie chciała. To cała historia mojego życia. - spuściłam głowę.
- Tak mi przykro. - chwyciła mnie za rękę.
- Teraz Ty. Wyjaśnij kim byli Ci faceci i co Cię z nimi łączyło.
- W porządku. No więc... kilka dni po przeprowadzeniu się tutaj, spotkałam na ulicy jakiegoś faceta. Zaciągnął mnie w róg i zagroził, że jak z nim nie pojadę to mnie zabije. Bardzo się wystraszyłam, bo nigdy mnie to nie spotkało. Zgodziłam się. Zabrał mnie w tamte miejsce, gdzie byłaś. Powiedział, że mam im przewozić narkotyki... w żołądku. Opowiadał, że wiele razy przeszukiwała ich policja i ledwo udawało im się wymigać. Powiedział, że będzie mi płacił, a jak się nie zgodzę to zabije mnie i moją rodzinę. Więc zawarłam z nimi układ. Potem wszystko się skończyło, kiedy ich złapali. Boję się, że kiedyś mnie znajdą i coś mi zrobią. Nieważne... Już ich nie ma. - uśmiechnęła się.
Potem obie zgodziłyśmy
się, żeby nigdy więcej nie wracać do tego tematu.
Hej, misie. Jak tam? Jak podoba się rozdział?
Piszcie swoje opinie tam, gdzie zawsze.
Pozdrawiam wszystkich czytelników, a szczególnie #BB <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.