piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 18

Obudziłam się i zobaczyłam, że jestem.... znowu w szpitalu. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po sali. Na łóżku obok leżała jakaś dziewczyna. Miała super telefon, modne ubrania i makijaż robiony przez dobrą kosmetyczkę. Na jej ramionach leżały długie blond włosy, które prawie błyszczały. Byłam nią zachwycona i zazdrościłam jej. Spojrzałam na siebie. Wątła, wychudzona... Przetłuszczone włosy i brudne ubrania. Zrobiło mi się wstyd. Kiedy spojrzała na mnie z pogardą, chciałam zapaść się pod ziemię.
Poleżałam chwilę, rozpaczając nad swoim wyglądem. Potem przyszedł lekarz. Powiedział mi, ze ktoś znalazł mnie nieprzytomną na chodniku i wezwał karetkę... Skąd ja to znam...
  • Byłaś w bardzo złym stanie... Odwodniona i wychudzona. Podłączyliśmy Cię do kroplówki. Jak się czujesz? - zapytał na koniec.
  • Całkiem dobrze. - skłamałam.
W rzeczywistości kręciło mi się w głowie i miałam odruchy wymiotne.
  • Przepraszam, panie doktorze. Chciałabym przenieść się na inną salę. Nie będę leżała tu z tą brudną biedaczką. - wtrąciła się blondyna.
  • Przykro mi, ale nie ma innego miejsca. Jutro wychodzisz do domu, więc jakoś wytrzymasz. - odpowiedział.
W pewnej chwili zrobiło mi się tak niedobrze, że szybkim ruchem wyrwałam rurkę od kroplówki i wybiegłam z sali w poszukiwaniu łazienki. Zobaczyłam napis WC i pobiegłam w tamtym kierunku. Zwymiotowałam...piaskiem i trawą. Czułam się okropnie.
  • Wszystko w porządku? - usłyszałam kobiecy głos i pukanie do drzwi.
  • Tak...tak. - odpowiedziałam.
Do pomieszczenia weszła pielęgniarka i zaproponowała mi, że odprowadzi mnie na salę. Była bardzo miła, więc się zgodziłam.
Ta sama kobieta przyszła do mnie wieczorem, bo chciała porozmawiać. Myślałam, że zacznie pytać o rodziców, dom i inne sprawy, ale ona zapytała mnie o moje zainteresowania, marzenia... Wzbudziła we mnie ogromne zaufanie. Co prawda, potem pytała też dlaczego się tu znalazłam, jak to się stało, że wylądowałam na ulicy, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Później poszłam spać.
Kiedy się obudziłam, na sali nie było już tej blondynki. Ucieszyłam się. Odłączyłam kroplówkę i poszłam wziąć prysznic. Poprosiłam tą pielęgniarkę, aby wykombinowała mi jakieś ubranie. Zdobyła to, o co prosiłam.
Ten prysznic był dla mnie jak zbawienie. Zmył ze mnie cały brud i zaschnięte łzy pomieszane z piaskiem. Nałożyłam wygodne, czyste ubrania i wróciłam na salę. Wtedy ponownie zrobiło mi się niedobrze. I powtórzyła się cała akcja.
Kilka dni potem wyznałam lekarzowi, że żywiłam się trawą i ziemią, a także piłam brudną wodę z kałuż. Był przerażony. Kazał zrobić mi płukanie żołądka i inne dziwne badania. Po tym poczułam się lepiej, ale nadal nie chciałam jeść.
Ordynator oddziału, dowiedziawszy się skąd pochodzę, kazał wysłać mnie do warszawskiego szpitala. Jednak droga była tak długa, że nie byli w stanie wysłać mnie karetką. Dlatego ta przemiła pielęgniarka pojechała ze mną pociągiem, gdy lekarz uznał, że jestem w lepszym stanie.
I znowu jechałam do Warszawy. Z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej rozpaczałam. Cieszyłam się, bo mogłam wrócić do dawnego życia, do Sylwii, do miasta, w którym się urodziłam. Rozpaczałam, bo wzrosło ryzyko, że spotkam matkę.
Jechaliśmy już kilka godzin. Wieczorem byliśmy już w warszawskim szpitalu, który został poinformowany o naszym przyjeździe. Mimo, że pielęgniarka mogła już wracać, została. Siedziała ze mną dzień i noc. Kiedy po kilku dniach mogłam wyjść, ona zaprowadziła mnie pod moje dawne mieszkanie. Opowiedziałam jej wcześniej całą historię i postanowiła mnie pogodzić z Grażyną. Upierałam się, że nie chcę, ale nie dawała za wygraną.
Weszłyśmy do mieszkania i zobaczyłyśmy Grażynę z jakimś facetem. Już znalazła sobie nowego... Szybko się pocieszyła...
Pielęgniarka przedstawiła siebie i sytuację. Matka bardzo się przejęła.
  • O Boże... Moje dzieciątko! Moje biedactwo! Szukałam Cię cały ten czas! Wybacz mi moje winy! Chodź, chodź. Zaparzę Ci herbatę. - całowała mnie po całej twarzy.
Kobieta pożegnała się i wyszła. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Grażyna trzasnęła mnie w twarz i zaczęła krzyczeć:
  • Jakim prawem pojawiasz się znowu w moim życiu?! Mogłaś zdechnąć na tej ulicy. Wynoś się stąd!
  • Nawet nie zamierzałam wracać. Żegnaj. - odpowiedziałam i wyszłam z mieszkania.
Wybiegłam z klatki schodowej i wzięłam głęboki wdech. Witaj Warszawo! Znowu się spotykamy. Wzięłam telefon i wybrałam numer Sylwii. Zadzwoniłam.
  • Cześć. Wróciłam do miasta. Chcesz się spotkać? - zapytałam.
  • Oczywiście. - prawie krzyknęła.
Umówiłyśmy się w parku. Od razu podbiegła się ze mną przywitać. Zaczęła wypytywać gdzie byłam, jak się czuję. Nie odpowiedziałam na jej pytania, po prostu ją przytuliłam.
  • Tęskniłam za Tobą. - powiedziała.
  • Ja za Tobą też. - odpowiedziała.
  • Już nigdy więcej mnie nie opuszczaj. - wyszeptała mi do ucha.

***
Miesiąc po moim powrocie do stolicy, zaczęłam w miarę normalnie funkcjonować. Nocowałam u różnych osób z klasy, najczęściej u Sylwii. Bardzo się do siebie przywiązałyśmy i byłyśmy prawie jak siostry. Pewnego dnia zadzwoniła i chciała się spotkać. Oczywiście, chętnie się zgodziłam.
Spotkałyśmy się w parku. Usiadłyśmy na kocu i zrobiłyśmy mały piknik. Dobrze nam się rozmawiało, śmiałyśmy się. Nagle ona przerwała i z poważną miną powiedziała:
  • Musimy porozmawiać.
  • Głuptasie, przecież ciągle rozmawiamy. - zaśmiałam się.
  • Chcę Ci coś powiedzieć.
  • No dawaj. - zaciekawiłam się.
  • Znamy się już dosyć długo i bardzo Cię... - zawahała się - ...polubiłam. Uważam, że nadajesz się na świetną przyjaciółkę. Chciałabyś nią zostać?
  • No pewnie, Sylwia.
Siedziałyśmy w milczeniu. Patrzyłyśmy najpierw na siebie, a potem na niebo. Moja przyjaciółka chyba się zamyśliła i odleciała myślami na inną planetę. Po chwili przerwałam ciszę.
  • Ale przecież ja nic o Tobie nie wiem...
  • Jak to? - zdziwiła się.
  • Nie znam Cię jeszcze.
  • Przecież znasz moje hobby, wiesz wszystko o mojej rodzinie... Za to ja nie wiem nic o Twojej.
  • Masz rację. Chyba przyszedł czas, żeby wszystko sobie wyjaśnić.
Sylwia poprosiła mnie, abym opowiedziała jej o rodzicach, domu, sytuacji życiowej...
  • No więc... Moja mama nazywa się Grażyna, a ojciec Robert. Od urodzenia mieszkałam z nimi w Warszawie. Kiedy miałam 9 lat, tata odszedł do innej i nas zostawił. Matka popadła w depresję. Zaczęła pić i wkrótce stało się to jej nałogiem. Gdy zrobiłam coś nie tak, biła mnie. Wstydziłam się wychodzić z domu, bo miałam ogromne siniaki. Grażyna przepijała wszystkie pieniądze, dlatego ja musiałam zarabiać na dom. Szukałam prac dorywczych, a ona chodziła na imprezy, chociaż twierdziła, że szuka pracy. W końcu znalazła sobie faceta, Kamila. Okazał się być pedofilem i molestował mnie. Długo to ukrywałam, ale postanowiłam to wyznać Grażynie. Nie uwierzyła mi. Kamil pragnął tylko jednego, nie tylko ode mnie. W końcu udało mi się wymierzyć sprawiedliwość i z pomocą policji udowodniłam, kim naprawdę jest. Zamknęli go, a matka obwiniała o to mnie. Wyrzuciła mnie z domu. Postanowiłam uciec od wszystkiego i kupiłam bilet na pociąg. Nawet nie wiem gdzie byłam. Ledwo udało mi się przeżyć. Trafiłam do szpitala, a potem przewieziono mnie tu. Przed wyjazdem matka wyznała, że tak naprawdę to nigdy mnie nie kochała i nawet nie chciała. To cała historia mojego życia. - spuściłam głowę.
  • Tak mi przykro. - chwyciła mnie za rękę.
  • Teraz Ty. Wyjaśnij kim byli Ci faceci i co Cię z nimi łączyło.
  • W porządku. No więc... kilka dni po przeprowadzeniu się tutaj, spotkałam na ulicy jakiegoś faceta. Zaciągnął mnie w róg i zagroził, że jak z nim nie pojadę to mnie zabije. Bardzo się wystraszyłam, bo nigdy mnie to nie spotkało. Zgodziłam się. Zabrał mnie w tamte miejsce, gdzie byłaś. Powiedział, że mam im przewozić narkotyki... w żołądku. Opowiadał, że wiele razy przeszukiwała ich policja i ledwo udawało im się wymigać. Powiedział, że będzie mi płacił, a jak się nie zgodzę to zabije mnie i moją rodzinę. Więc zawarłam z nimi układ. Potem wszystko się skończyło, kiedy ich złapali. Boję się, że kiedyś mnie znajdą i coś mi zrobią. Nieważne... Już ich nie ma. - uśmiechnęła się.
Potem obie zgodziłyśmy się, żeby nigdy więcej nie wracać do tego tematu. 





Hej, misie. Jak tam? Jak podoba się rozdział? 
Piszcie swoje opinie tam, gdzie zawsze. 
Pozdrawiam wszystkich czytelników, a szczególnie #BB <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.