niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 16

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z trzeźwą Grażyną. Miałam tylko nadzieję, że to co mówiła wczoraj nie było na poważnie. Zapewne dzisiaj nie będzie już tego pamiętała.
Wstałam wcześnie, chociaż zaczął się weekend. Chciałam zdążyć, zanim wyjdzie i znowu się napije. Szybko pobiegłam do kuchni. Na szczęście ją zastałam. Uśmiechnęłam się serdecznie.
  • Dzień dobry, mamo. Jadłaś już śniadanie? Może zrobię coś do jedzenia? - chciałam ją przytulić, ale gwałtownie mnie odepchnęła.
  • Jak śmiesz tak do mnie mówić? Nie pamiętasz już, co mówiłam wczoraj?
  • Mamo, ale ja mam 14 lat i jestem Twoją córką. Nie możesz mnie wyrzucić z domu... - zasmuciłam się.
Matka wstała i podeszła do blatu kuchennego. Podniosła butelkę piwa do ust, ale okazała się być pusta.
  • Nie jesteś już moją córką, a ja Twoją matką. Mogę robić, co mi się zapragnie. Nie obchodzi mnie to czy przeżyjesz, czy umrzesz. Mówiłam Ci to. - spojrzała na mnie zimnym wzrokiem.
  • Ale... Mamo! Przepraszam! Jak mogę to naprawić? - rzuciłam się jej do nóg.
  • Wstań! Nie możesz sprawić, żeby Kamil do mnie wrócił. Wyjdź stąd.
W tej chwili zadzwonił telefon. Stałam bliżej niego, więc odebrałam.
  • Dzień dobry. Rozmawiam z panią Grażyną? - odezwał się kobiecy głos.
Wyszłam z pomieszczenia. Chciałam, żeby matka pomyślała, że to telefon do mnie.
  • Jestem jej córką. Mama nie może teraz rozmawiać, przekazać coś?- odpowiedziałam.
  • Proszę jej powiedzieć, że została pozbawiona stanowiska pracy w trybie natychmiastowym z powodu nie stawienia się w pracy.
  • Dobrze. Dziękuję za informację. Do widzenia. - powiedziałam prawie szeptem.
Kobieta pożegnała się i zakończyła połączenie. Postanowiłam wrócić do kuchni i powiedzieć to Grażynie.
  • Zostałaś zwolniona, bo nie poszłaś do pracy. Jak teraz zamierzasz utrzymać dom, siebie i mnie? - odłożyłam telefon na stół.
Spojrzała na mnie. Chyba myślała, że żartuję. Poinformowałam ją, że dzwoniła jej szefowa i zacytowałam przebieg rozmowy. Nadal patrzyła zdziwiona. Po dłuższej chwili na jej twarzy pojawił się spokój.
  • Tym bardziej musisz opuścić dom. Zbieraj się. Dam Ci pieniądze na bilet, pojedziesz sobie gdzieś. Nie ważne gdzie. Obyś sobie stąd poszła. - była oziębła.
Chciałam jej jeszcze coś powiedzieć, ale darowałam sobie. Miałam dość dyskusji z nią. Zgodziła się, żebym została ostatnią noc.
Nie wiedziałam, co teraz ze mną będzie. Gdzie mam iść? Gdzie się podziać? Na ulicy nie przeżyję. Nie miałam żadnej bliskiej rodziny, żadnych bliskich przyjaciół. Nie mogłam prosić o to Sylwii. Przecież dopiero co ją poznałam. Musiałam obmyślić jakiś plan i wykombinować pieniądze na przetrwanie. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Musiałam być twarda.
Poszłam do kuchni, kiedy matka wyszła z domu. Przeszukałam pudełko, w którym leżały wszystkie ważne kartki. Wiedziałam, że znajdę tam to, czego szukam. Grażyna z pewnością nie pozbyła się jeszcze tak ważnej, dla niej, kartki. Szukałam w pośpiechu, żeby zdążyć przed powrotem matki. Wreszcie znalazłam. Wzięłam mały świstek, który był już pogięty i trochę pobrudzony. Schowałam go do kieszeni spodni i poszłam do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku i długo wpatrywałam się w numer telefonu zapisany na karteczce. Nie mogłam się zdobyć, żeby zadzwonić. Wpisałam numer do telefonu. Pozostało tylko nacisnąć zieloną słuchawkę, ale nie miałam w sobie tyle odwagi. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Wyobraziłam sobie siebie, siedzącą na ulicy pod porwanym kocem. Przeraziło mnie to. Musiałam zrobić wszystko, żeby ta wizja się nie spełniła. Postanowiłam zaryzykować. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i usłyszałam pierwszy sygnał. Skręcało mnie w żołądku. Chciałam się rozłączyć, ale chciałam też, żeby właściciel telefonu odebrał. W końcu się doczekałam.
  • Tak, słucham. - usłyszałam męski głos, który dobrze znałam.
  • Cześć, tato. To ja, Milena. - powiedziałam nieśmiało.
  • Ach, tak... Witaj. Co się stało, że dzwonisz? - był wyraźnie zniesmaczony.
  • Mam ogromną prośbę. Nie chcę, żebyś odebrał to tak, że dzwonię tylko jak czegoś potrzebuję, ale to naprawdę ważne. Inaczej bym nie dzwoniła. - byłam zawstydzona.
Nie odzywałam się do ojca przez wiele lat. Opuścił nas dla innej i za to miałam do niego wielki żal, ale co miałam zrobić? Przecież lepiej mieszkać u znienawidzonego ojca niż na ulicy.
  • Rozumiem. Chcesz, żebym płacił większe alimenty? Nie ma sprawy.
  • Nie. Chodzi o mieszkanie. Matka wyrzuciła mnie z domu i nie mam gdzie mieszkać? Mogłabym u Ciebie? - zapytałam.
Najwidoczniej go zamurowało. Przez chwilę się nie odzywał. Czułam wielkie napięcie z jego strony, jakby walczył sam ze sobą.
  • Bardzo mi przykro, dziecko, ale... - zawahał się.
Kiedy nazwał mnie dzieckiem poczułam się znowu kochana, ale za chwilę to minęło, kiedy oświadczył, że:
  • Mam już nową rodzinę. Moja żona jest w drugiej ciąży i nie mam miejsca dla Ciebie w moim domu.
  • I w moim sercu. - pomyślałam. - Rozumiem, przepraszam za zawracanie głowy. Cześć. - tym razem powiedziałam to na głos.
Rozłączyłam się. Odłożyłam telefon na szafkę nocną i skryłam twarz w dłoniach. Poczułam, że ręce stają się powoli mokre. Płakałam, nawet o tym nie wiedząc. Posiedziałam tak przez chwilę, a potem wytarłam oczy i wzięłam komórkę. Zaczęłam przeglądać kontakty. Nie znalazłam żadnego numeru, pod który mogłabym zadzwonić i poprosić o nocleg. Poszłam do kuchni i zdjęłam z półki książkę telefoniczną. Odszukałam w niej numer do jakichś przytułków. Zadzwoniłam.
  • Dzień dobry. Mam na imię Milena i mam 14 lat. Mama wyrzuciła mnie z domu i nie mam gdzie się podziać. Czy znalazłoby się dla mnie jakieś miejsce w państwa placówce? - powiedziałam.
  • Bardzo nam przykro, ale nie ma żadnego miejsca.
Dzwoniłam jeszcze do kilku takich miejsc. Za każdym razem słyszałam to samo albo żebym poszukała rodziny. Niektórzy nawet twierdzili, że jestem ćpunką, która zajęłaby im tylko potrzebne miejsce. Nie wiedziałam, co mam robić. Wróciłam do pokoju i czekałam chyba na cud.
W końcu wróciła matka. O dziwo, była wciąż trzeźwa. Postanowiłam spróbować jeszcze raz.
  • Posłuchaj. Możesz mnie znienawidzić i traktować jak powietrze, ale pozwól mi mieszkać w domu. Dzwoniłam już do wszystkich ośrodków i nawet do ojca, ale nigdzie nie ma dla mnie miejsca. Przecież nie będę miała nawet gdzie spać i co jeść. Utrzymywałam mieszkanie i Ciebie zanim poznałaś Kamila. Przykro mi, że tak wyszło. Pozwól mi zostać. - błagałam.
  • Już powiedziałam wszystko, co miałam powiedzieć. Wiesz jaka jest prawda?
  • Jaka?
  • Nigdy Cię nie kochałam i nawet nie chciałam. Byłaś nam niepotrzebna. Byłaś wpadką. Chciałam Cię oddać do domu dziecka, ale Twój ojciec mnie powstrzymał. Postanowiliśmy wychować Cię normalnie, udając, ze Cię kochamy. Kiedy Robert mnie zostawił wszystko straciło sens. Nie chciałam żyć, a w dodatku zostawił mi Ciebie. Znowu zaczęłam rozważać oddanie Cię, ale pomyślałam, że przynajmniej będę dostawała na Ciebie pieniądze. Jednym słowem, zniszczyłaś mi życie i nie pozwalasz mi go ułożyć. Wynoś się jak najszybciej. - uderzyła mnie w policzek.
Prawie nie poczułam bólu. Zdecydowanie był mniejszy niż ból, który zadała mi słowami. Zawsze miałam małą nadzieję, że matka mnie kocha, ale po prostu nie umie mi tego okazać. Teraz wyjaśniło się wszystko. Chciałam się zapaść pod ziemię i zniknąć. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżko. Całe cierpienie z całego życia wyszło na wierzch i wydostało się ze mnie w postaci strumieni łez. Płakałam tak długo, aż zasnęłam.
Rano obudziła mnie Grażyna. Powiedziała, że wychodzi i jak wróci to ma mnie już tu nie być. Wstałam i spakowałam swoje rzeczy. Teraz nie było mi żal opuszczać mieszkania. Żyłam tutaj przez 14 lat, w kłamstwie i z głupią nadzieją. Nawet się ucieszyłam, że je opuszczam.
Kiedy miałam już wszystko w torbie, wzięłam jeszcze pieniądze i trochę jedzenia, a potem wyszłam z domu, a klucze zostawiłam pod wycieraczką. Nie były mi już potrzebne.
Nie byłam bogata, więc nie było mnie stać na wiele. Dlatego miałam mało rzeczy, które mieściły się w jednej torbie.
Chodziłam po ulicach, przypominając sobie całe życie. Po policzkach leciały łzy. Nie wiedziałam gdzie mam iść. Postanowiłam odwiedzić Sylwię. Wiedziałam już, gdzie mieszkała, więc poszłam tam. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi mama dziewczyny. Zaprosiła mnie do środka i zawołała Sylwię. Podziękowałam, kiedy zaproponowała herbatę. Poszłyśmy na górę, do pokoju Sylwii.
  • A co to za torba? - zapytała ze śmiechem.
Chciałam jej wszystko opowiedzieć, ale miała taki dobry humor... Nie chciałam jej go psuć.
  • Jadę do rodziny z mamą. Wracam jutro wieczorem, więc przyszłam się jakby pożegnać. Nie zobaczymy się już w ten weekend.
  • Rozumiem. - uśmiechnęła się.
Siedziałam u niej bardzo długo, bo aż do wieczora. Nadal nie wiedziałam, co mam robić. Po wyjściu od koleżanki, udałam się pod blok, w którym mieszkałam. Siedziałam tam przez chwilę, potem popatrzyłam w okno mieszkania i zobaczyłam, że pali się światło. Grażyna była w domu. Pewnie piła albo spała.
Ściemniało się, więc weszłam na klatkę bloku naprzeciwko. Wtedy przypomniałam sobie o starszej pani, której kiedyś sprzątałam dom. Pomyślałam, że może ona będzie mogła mnie przenocować. Weszłam na piętro i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła i uśmiechnęła się. Od razu mnie poznała.
  • Wejdź, proszę. - powiedziała swoim serdecznym, drżącym głosem.
Usiadłyśmy przy stole, a ona zaparzyła herbatę.
  • Co Cię do mnie sprowadza, o tak późnej porze? - zapytała.
  • Szukam noclegu. - wyjaśniłam jej całą sytuację.
Wyraźnie się zmartwiła. Widziałam w jej ochach, że za wszelką cenę chce mi pomóc. Jednak widziałam po jej twarzy też zmartwienie.
  • Oczywiście, że możesz u mnie nocować. Niestety, tylko jedną noc. Jutro rano przyjeżdżają nowi lokatorzy. Sprzedałam mieszkanie i przenoszę się na wieś. Sama nie mogę się już sobą zaopiekować. - pogłaskała mnie po włosach.
  • Rozumiem. Dziękuję, mimo to.
Noc nie była zbyt przyjemna. Spałam na podłodze, bez żadnego przykrycia. Przynajmniej było mi ciepło i miałam dach nad głową. Kanapę kazałam zająć staruszce.
Rano znowu musiałam się przenieść w inne miejsce. Poszłam do szkoły. Rozmawiałam ze wszystkimi jakby nic się nie stało. Sylwia nic nie podejrzewała. Torbę schowałam w szatni, aby nikt nie zobaczył.
Pod koniec dnia wymyśliłam plan. Postanowiłam uciec od wszystkiego, jak najdalej. Wzięłam od Sylwii numer, aby się z nią kontaktować.
Na ostatniej przerwie zaprowadziłam ją do szatni.
  • Muszę Ci coś powiedzieć.
  • Słucham. - zaciekawiła się.
  • Chcę się pożegnać. Wyjeżdżam i nie wiem, kiedy wrócę. Przykro mi, bo właśnie zaczęła się rozwijać nasza znajomość. Obiecuję, że będę dzwonić i pisać. Muszę już iść. Cześć. - powiedziałam ze smutkiem.
Chciałam wyjść, ale dziewczyna chwyciła mnie za dłoń i przyciągnęła do siebie. Przytuliła mnie mocno. Gdy mnie już puściła, zauważyłam, że płacze.
  • Dziękuję, że pokazałaś mi, chociaż w małym stopniu, czym jest przyjaźń.- wytarła łzy.
Odprowadziła mnie do drzwi i poszła na ostatnią lekcję. Ja poszłam na stację. Zrobiłam wyliczankę, która miała wybrać miasto, do którego miałam jechać. Nawet nie spojrzałam, co to za miejsce. Kupiłam bilet i usiadłam na ławce.
Czekałam na pociąg. Nie wiedziałam, co teraz ze mną będzie ani nawet gdzie pojadę. Chciałam zacząć od nowa.
Czekałam i czekałam....


Jak Wam się podoba? Piszcie swoje opinie tam gdzie zawsze.
Mam prośbę. Jeśli ktoś już chce coś napisać, to uzasadniajcie swoje wypowiedzi. Piszcie co się podobało, a co trzeba poprawić.
Pozdrawiam <3

2 komentarze:

  1. Super ���� Czekam z niecierpliwością na więcej! Niesamowicie trzyma w napięciu!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.