Nie mogłam spać w nocy. Cały czas
słyszałam płacz matki. Chwilami robiło mi się jej nawet żal.
Przecież straciła kogoś, kogo kochała. I to w jaki okrutny
sposób. Była cały czas okłamywana i zdradzana, ale potem mi
mijało. Przypominało mi się, jak mnie traktowała, i że nie
wierzyła mi, kiedy naskarżyłam na Kamila.
Rano zastałam matkę w kuchni. Pijaną.
Już dawno nie była w takim stanie. Zdenerwowałam się. W dodatku
opuściła dzień w pracy. Początkowo chciałam jej powiedzieć,
żeby się zbierała i szła, ale po rozważeniu stwierdziłam, że w
tym stanie nie może iść nigdzie. Zostawiłam ją w spokoju, nawet
nic nie powiedziałam. Byłam ciekawa, co będzie miała do
powiedzenia, kiedy wytrzeźwieje.
Miałam jeszcze sporo czasu, więc
ubrałam się i dokładnie wyszczotkowałam włosy i zęby. Stałam
przed lustrem chyba z 15 min, żeby wybrać sobie fryzurę. W końcu
zdecydowałam się na tradycyjne rozpuszczone. Nałożyłam na
policzki trochę różu, bo byłam bardzo blada po nieprzespanej
nocy. Dodatkowo pomalowałam rzęsy i usta jasnoróżową pomadką.
Byłam gotowa do wyjścia. Weszłam jeszcze na chwilę do kuchni i
zobaczyłam, że matka śpi. Zostawiłam na stole karteczkę z
napisem:
Nie wiem, o której wrócę.
Nie szukaj mnie.
Milena
Wyszłam po cichu z domu.
Ruszyłam w stronę szkoły. Zostało mi 5 minut do dzwonka, więc
przyspieszyłam kroku. Do szatni weszłam równo z dzwonkiem.
Wiedziałam, że nauczyciel będzie miał pretensje, ale nie
przejmowałam się tym. Powolutku poszłam pod klasę. Zapukałam i
weszłam. Była to lekcja z moim znienawidzonym nauczycielem, który
odwzajemniał moje uczucia.
Nie powiedziałam nawet
,,Dzień dobry'' i skierowałam się w stronę swojej ławki, gdzie
siedziała znudzona Sylwia. Uśmiechnęła się na mój widok.
- Dzień dobry, panienko Mileno. - odezwał się groźny głos nauczyciela.
- No, siema. - odburknęłam.
- Nawet się nie przywitasz? Masz spóźnienie, moja droga.
- Spoko. I nie jestem pana własnością. - uśmiechnęłam się głupio.
Cała klasa wybuchnęła
śmiechem. Wszyscy, oprócz Sylwii.
Poszłam do ławki i
usiadłam. Nie wyjęłam niczego. Po chwili usłyszałam cichy szept:
- Już się bałam, że nie przyjdziesz.
Uśmiechnęłam się pod
nosem. Miło, że komuś zależy na mojej obecności.
Lekcja mijała normalnie.
Dostałam 2 uwagi za brak przygotowania i brak udziału w lekcji oraz
za pyskowanie do nauczyciela. Na koniec kazał mi zostać. Kiedy
zadzwonił dzwonek Sylwia powiedziała, że poczeka na korytarzu i
wszyscy wyszli.
- Panienko, przypominam, że w naszej szkole nie wolno nosić makijażu.
- Wiem, ale to chyba nie powinno pana obchodzić, jak wyglądam. - odpowiedziałam.
- Jesteś denerwująca.
- Też pana nie lubię. - uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam z klasy.
Na korytarzu czekała
Sylwia. Kiedy wyszłam z klasy, złapała mnie za rękę. Zatrzymałam
się.
- Cześć. - uśmiechnęła się słodko.
- No hej. Ładnie dziś wyglądasz, promieniejesz. - zauważyłam.
- Dziękuję. - zaczerwieniła się lekko.
- Dlaczego tak Ci zależało, żebym przyszła? - rozmawiałyśmy idąc po klasę od angielskiego.
- No wiesz... Oprócz Ciebie nie poznałam jeszcze nikogo. Nie miałabym z kim rozmawiać, a poza tym bardzo Cię lubię. - była taka urocza...
- Tak, ja Ciebie też.
Gadałyśmy dużo. Przez
cały dzień. Pomyślałam, że nawet mogłaby zostać moją
przyjaciółką, jednak jeszcze za mało się znałyśmy. Przede
wszystkim nadal nie wiedziałam, w czym ona bierze udział.
Przyjaciółki mówią sobie wszystko, my nie.
Gdy lekcje się skończyły,
wyszłyśmy na dwór. Tym razem Sylwia nie usiadła na przystanku i
nie czekała na tych ludzi. Nie wiedziałam, czy to dobry czy zły
znak. Okazało się, że idziemy w tym samym kierunku. Sylwia
zaproponowała mi, abym poszła do jej domu. Zgodziłam się. Byłam
bardzo ciekawa jak wygląda jej dom i rodzice.
Mieszkała zdecydowanie
dalej od szkoły niż ja. Podwórko dookoła domu było bardzo ładne.
Stała tam duża huśtawka i trampolina. W rogu podwórka stała
wiata z grillem, stołem i krzesłami. Bardzo mi się spodobało.
Miałam nadzieję, że wewnątrz domu będzie równie wspaniale. I
miałam rację. Już od korytarza wszystko mnie zachwycało. Szafki,
lampy, lampki, dywany, a nawet podłoga i ściany. W kuchni wszystko
było nowoczesne i zadbane. W salonie stała wielka kanapa, ogromny
płaski telewizor i mnóstwo dekoracji. W sypialniach stały piękne
duże łóżka, o jakich zawsze marzyłam. I nagle dopadła mnie chęć
ucieczki. Nie wiem dlaczego, ale chciałam uciekać jak najdalej.
Potem to sobie przemyślałam i uświadomiłam sobie, że zazdroszczę
Sylwii.
Poszłyśmy do jej pokoju i
zaczęłyśmy rozmawiać. Niedługo potem przyszła mama dziewczyny.
Była bardzo śliczna.
- Dzień dobry, dziewczynki. - powiedziała serdecznie.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się.
- Cześć, mamo. To moja koleżanka z nowej szkoły, Milena.
Zaproponowała nam ciastka i
herbatę. Przystałyśmy na to.
Siedziałam w domu Sylwii aż
do późnego wieczora. Gdy wróciłam do domu, zastałam matkę
półpijaną. Specjalnie usiadłam naprzeciwko niej i czekałam, co
powie.
- Ty! Głupia smarkulo! - plątał jej się język.
- Słucham. - odpowiedziałam ze spokojem.
- Zniszczyłaś mi życie! I związek! - krzyczała.
Nic nie odpowiedziałam.
Wiedziałam, że to tylko pijacka gadka, ale zaczęłam się tym
przejmować. Nie chciałam, żeby mówiła tak do mnie matka.
- Nienawidzę Cię. Po co się rodziłaś?!
Z oczu popłynęła mi łza.
Szybko ją wytarłam. Nie chciałam pokazywać słabości.
- Masz 3 dni na wyprowadzenie się! Jeśli nie, to wywalę Cię z domu! Idź stąd!
- Ale mamo...
- Nie jestem już Twoją matką.
- Nie poradzę sobie na ulicy... - płakałam.
- Nie obchodzi mnie to. Możesz nawet zdechnąć. Mam to gdzieś! Żegnam.
Wyszłam z pomieszczenia.
Rozpoczynam ferie od
napisania rozdziału. Mam dwa tygodnie wolnego, więc pojawi się
dużo rozdziałów. Mam nadzieję. Życzę miłych ferii!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.