sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział 14

Sylwia nie przyszła do mnie ani dzisiaj, ani następnego dnia. Zaczęłam się martwić, że coś poszło nie tak. A może po prostu nie chciała się ze mną zobaczyć? Może zawiodła się na mnie, że zostawiłam ją tam samą? Chociaż obiecałam pomóc...
Po prostu się bałam. Próbowałam to opanować, ale strach okazał się być większy. Miałam dość takich przeżyć. Miałam dość Kamila, dotykania, strachu, matki i wszystkiego, co działo się w moim życiu. Chciałam tylko normalnie żyć i funkcjonować. Zacząć chodzić do szkoły jak normalna dziewczyna, wychodzić z koleżankami, mieć koleżanki...
Chciałam mieć pieniądze, takie własne. Nie takie podarowane przez kogoś z łaski i dla korzyści. Pragnęłam normalnej matki, która by mnie kochała, a nie biła i poniżała.
Leżałam na niewygodnym, szpitalnym łóżku gapiąc się w sufit. Lekarze nie chcieli mnie wypuścić, dopóki nie przyjdzie po mnie ktoś dorosły. Czyli miałam przebywać przez resztę życia? No cóż...
Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi sali. Spojrzałam w tamtym kierunku. Nikt nie wszedł.
  • Proszę. - odezwałam się.
  • Hej. - dobiegł do mnie cichy, delikatny głosik zza ściany.
Zorientowałam się, że to Sylwia. Miałam taką nadzieję. Czekałam, aż zobaczę właściciela głosu. W końcu weszła do sali niska, ciemnowłosa dziewczyna z dużą grzywką i tunelami.
  • Jednak przyszłaś. - powiedziałam.
  • Tak...
Wskazałam, aby wzięła krzesło i usiadła obok mnie. Tak zrobiła. Siedziałyśmy w ciszy, bojąc się odezwać. Wreszcie się odważyłam i zaczęłam.
  • Posłuchaj... Przepraszam, że Cię tam zosta...
  • Nie ważne. Nie mówmy o tym. - przerwała mi.
  • Mówmy. Musimy o tym pogadać. Wybacz, wystraszyłam się. Nie chciałam Cię tam zostawiać. Martwiłam się o Ciebie. Kim byli Ci ludzie? Czego od Ciebie chcieli? Za co Ci płacili?
  • Nie mogę Ci powiedzieć. Naprawdę nie mogę. Wybacz mi. Nic się nie stało, byłam bezpieczna.
Nic nie odpowiedziałam. Zamyśliłam się. Do czego oni ją zmuszali? Co za okrutni ludzie...
  • Wybacz, ale muszę już iść.
  • Zostań. - próbowałam ją zatrzymać.
  • Nie mogę. Podesłać Ci coś?
  • Czyli teraz będziesz mnie unikać? Nie pozwolę na to! Zapomnijmy o tym. Niech będzie tak, jak było.
  • Przeze mnie leżysz w szpitalu. Mam o tym zapomnieć?
Odpowiedziałam, że jeśli wezwie tu moją matkę to zrobi mi wielką przysługę i będziemy rozliczone. Zgodziła się. Podałam jej mój adres i wyszła.
Przez cały dzień nic ciekawego się nie działo. Cały czas przychodziły pielęgniarki i pytały jak się czuję. Raz przyszedł lekarz z pytaniem o rodziców, ale szybko go zbyłam. Wieczorem przyszła Grażyna. Powiedziałam jej, żeby podawała się jako moja ciotka, która mieszka w innym, odległym mieście i mogła przyjechać dopiero teraz. Nawciskałam jej głupot, że nie dostanie wtedy kary za brak opieki nade mną i uwierzyła, bo jest bardzo naiwna. Jedna z sióstr zawołała mojego lekarza prowadzącego.
  • Dzień dobry. Jest pani z rodziny Mileny? - zwrócił się do mojej ,,ciotki''.
  • Tak, jestem jej ciocią. Milena zadzwoniła do mnie, bo nie ma nikogo innego. Mieszkam bardzo daleko, więc dotarłam dopiero teraz. Biedne dziecko... Czy mogę już ją zabrać?
  • Rozumiem. Oczywiście, wypis jest już gotowy. Proszę mi powiedzieć, co się stało z jej rodzicami?
Rozmawiali tak, jakby mnie tam nie było.
  • Zmarli w wypadku samochodowym. Nie wiem, co się teraz z nią dzieje i gdzie mieszka, bo jej matka od zawsze zabraniała mi kontaktowania się z nią. Zadbam, żeby była bezpieczna. Zaopiekuje się nią. Wszystko będzie w porządku.
Grażyna grała genialnie w takich sytuacjach. Gdy tylko coś zagrażało jej osobie, wymyślała niesamowite historie.
Oboje wyszli po wypis do pokoju lekarzy, a ja zaczęłam pakować moje nieliczne rzeczy. Kiedy byłam już gotowa, wyszłam na korytarz i usiadłam na ławce. Grażyna wróciła i pojechałyśmy do domu. A właściwie Kamil nas zabrał.
Zaszyłam się w swoim pokoju i unikałam kontaktu z kimkolwiek. Niestety, przyszedł facet matki i zaczął udawać troskliwego.
  • Gdzie byłaś? Nic Ci nie jest?
  • Nie Twoja sprawa. - odpowiedziałam ozięble.
  • Dlaczego mnie nie lubisz? - zasmucił się.
  • Nie zachowuj się jak małe dziecko. Za to co mi robiłeś mam prawo Cię nie lubić. Wyjdź stąd. Odejdź z mojego życia. Z naszego życia. Poszukaj sobie młodszej kobiety, ułóż sobie wszystko, zostaw wszystkie dziewczynki w spokoju. Nie pojawiaj się więcej. Nie chcę Cię znać! - wybuchnęłam.
Pragnęłam, żeby się odczepił. Jak dobrze byłoby, gdyby mama go wcale nie poznała. Miałam wszystkiego dosyć. Chciałam to zakończyć.
  • Dobrze. Zniknę z Twojego życia, zostawię Twoją matkę i nigdy więcej mnie nie zobaczysz, jeśli dasz mi to, czego chcę. Przemyśl to.
Wstał i wyszedł.
Następnego dnia nie miałam ochoty iść do szkoły. Matka miała dziś do pracy, a Kamil wolne. Wiedziałam, co to oznaczało, ale tak bardzo nie chciałam wychodzić z domu.
Gdy tylko Grażyna sobie poszła, usłyszałam pukanie do drzwi.
  • Nie wchodź tu! - krzyknęłam.
Poderwałam się i usiłowałam przekręcić kluczyk w zamku, ale on był silniejszy i odepchnął mnie razem z drzwiami. Upadłam na łóżko. Szybko usiadł koło mnie i powstrzymał mnie przed wstaniem.
  • Jeden raz i spokój na całe życie. Wiem, że tego chcesz. - uśmiechnął się przyjaźnie.
  • Nie chcę. Zostaw mnie.
  • Przemyśl. Najpierw pojedziemy do restauracji, a potem do hotelu. Po powrocie do domu, powiem Twojej mamie, że odchodzę. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Pójdę na policję i powiem czym się zajmuję. Zamkną mnie i będziesz bezpieczna. Zgódź się. - głaskał mnie po włosach.
To brzmiało naprawdę przekonująco. Musiałam się zgodzić, ale musiałam też mieć jakiś plan ucieczki. Wymyśliłam! Już wiem! To będzie smutny koniec Kamila.
  • Dobrze. Kiedy ruszamy? - zapytałam.
  • Tylko się przebiorę i jedziemy.
  • Okej...
Niedługo potem jechaliśmy do restauracji. Zjedliśmy obiad, on wypił dużo alkoholu. Kiedy oświadczył, że wychodzimy poszłam do toalety, a on zapłacić rachunek.
Zadzwoniłam na policję. Podałam adres hotelu, do którego mieliśmy się udać. Powiedziałam, że ten mężczyzna od dawna molestuje nie tylko mnie, ale też inne nieletnie dziewczyny. Dodałam, że zamierza prowadzić samochód w stanie nietrzeźwości. Powiedziałam, żeby czekali pod hotelem w ukryciu. Następnie wróciłam do Kamila i udaliśmy się w następne miejsce. Wzięliśmy kluczyk od pokoju i poszliśmy do niego. Kazał mi się rozebrać i położyć.
  • Słuchaj... Ja jednak rezygnuję. Nie chcę tego z Tobą robić. - odsunęłam się.
  • Teraz nie masz już wyjścia. Kładź się! - zaczął krzyczeć.
    Modliłam się, żeby policja weszła w odpowiednim momencie. Właśnie za chwilę, za kilka minut.
  • Nie, nie chcę.
Rzucił mnie na łóżko i zaczął siłą zdejmować koszulkę. Zaczęłam krzyczeć, a on zatykał mi usta. To był gwałt! Byłam przerażona. Nagle wbiegli do pokoju policjanci i zakuli Kamila w kajdanki. Wyprowadzili go. Trochę się uspokoiłam, ale byłam przerażona. Policjantka objęła mnie i wyprowadziła z pokoju. Odwiozła mnie pod dom. Poprosiłam, żeby powiadomili o tym moją matkę. Weszła razem ze mną do mieszkania.
  • Witam. Odwożę pani córkę z hotelu, gdyż padła ofiarą gwałtu przez pani partnera Kamila. Może pani złożyć mu wizytę w naszym areszcie. Do widzenia.
Wyszła. Matka była zszokowana. Od razu postanowiła tam ruszyć. Nie chciałam widzieć Kamila, ale musiałam usłyszeć co powie. Poszłam z nią.
***
  • Masz mi coś do powiedzenia? - zapytała Grażyna.
  • Między nami koniec. Przez Twoją córeczkę siedzę tutaj! Jesteś taka naiwna. Nie będę się z niczego tłumaczył. Żegnaj.
Matka się rozbeczała i wróciłyśmy do domu.
Zamknęłam się w pokoju i w sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.