Stałam pod prysznicem i czułam jak krople wody łączą się z moimi łzami i spływają razem po całym ciele. Chciałam stąd zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu... To było takie upokarzające... Czułam się jak zabawka, z którą można zrobić wszystko. Ponownie poczułam wstręt do siebie. Tym razem mocniejszy niż wtedy, gdy rozmawiam z kochankami matki... Znowu pomyślałam o tym, czego Kamil chce ode mnie... Czy naprawdę nie wystarczyła mu moja matka? Nie chciałam żyć.
- Skarbeńku, odezwij się. - usłyszałam głos zza drzwi.
- Tak? - odpowiedziałam próbując powstrzymać łkanie.
- Jesteś już gotowa?
Przez chwilę nie odpowiadałam i zastanawiałam się co powiedzieć.
- Jeszcze nie. Za chwilę wyjdę.
- Może pomóc Ci się wytrzeć? - zaproponował.
Poczułam odruch wymiotny. Mimo, że nie był stary i w miarę przystojny to i tak czułam obrzydzenie. Nie chciałam z nim tego robić. Wolałabym poczekać na tego jedynego, którego będę kochała nad życie. Chciałam znów się rozpłakać, ale nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają.
- Nie! Stój! Nie wchodź! Jaa...muszę sama! - zaprotestowałam szybko.
- Coś się stało? - zmartwił się.
- Ymm... nie. Mam łaskotki i ... muszę sama się wytrzeć. Potrzebuję troszkę prywatności, dobrze? - skłamałam. Nie chciałam, by widział mnie nago.
- No cóż... Dobrze, ale masz tu prezencik. Nałóż. - wrzucił do pomieszczenia jakiś czerwony materiał w czarną koronkę.
Wyszłam z kabiny i owinęłam się ręcznikiem. Podniosłam przedmiot. Okazał się być bielizną. Czerwoną. W koronkę. Ten facet jest chory...
Nie wiedziałam czy przypisać to do zafascynowania młodymi dziewczynami czy już do pedofilstwa. Gdybym zgłosiła to na policję... Ale nie. Nie mogłam. Nie lubiłam swojego życia, ale jednak nie chciałam go stracić. Musiałam schować swój honor i dumę i robić to, co rozkaże. Mimo wszystko, bałam się... Tak bardzo się bałam.
Nałożyłam seksowny strój i narzuciłam na siebie biały hotelowy szlafrok. Powoli otworzyłam drzwi. Siedział przy stoliku, na którym stały dwa kieliszki i jakieś wino. Znowu alkohol... Miałam go dosyć. Poczułam się jak dziwka, jakbym się sprzedała. Najpierw kupił mi prezenty, a teraz...
Po co dałam się na to namówić?! Mogłam się nie zgadzać. Iść z Błażejem i poczekać aż matka wróci. Czy ona się już mu znudziła? Z jednej strony to nawet dobrze. Zniknie z mojego życia, a ja po czasie może zapomnę... Chciałam nie pamiętać.
- Chodź, kwiateczku. Napijmy się wina. Za udany wieczór. - uśmiechnął się.
- Nie dla każdego. - pomyślałam, jednak usiadłam na krześle naprzeciwko niego.
Nalał trochę czerwonego wina w oba kieliszki, po czym podał mi jeden. Wzięłam mały łyk i od razu pożałowałam. Było okropne, jednak on się nim zachwycał. Piłam wolno, biorąc małe łyki, aby jak najskuteczniej oddalić moment naszego zbliżenia. To nie pomogło. Gdy tylko on wypił, kazał mi odstawić kieliszek i położyć się na łóżku. W moich oczach pojawiły się łzy.
- Ja naprawdę nie mam ochoty. Co zamierzasz? - zapytałam.
- Dobrze wiesz. Jesteś taka kusząca i te Twoje ciałko... - oblizał się.
Odruch wymiotny.
- No kładź się. - wskazał wielkie łóżko.
- Ja... nigdy nie... - opierałam się.
Miałam głupią nadzieję, że zaraz ktoś przyjdzie i mnie stąd wyciągnie. Wiedziałam, że to niemożliwe. Zamknął drzwi na klucz.
- Oj nie bój się... Będę delikatny. Nie raz robiłem to z takimi dziewczynami jak Ty. Oczywiście za pieniądze. Ciebie biorę prawie za darmo, jako dodatek do Twojej matki. - zaczął się rozbierać.
Chciałam umrzeć. Łzy w oczach, upokorzenie.
Położył się na łóżku w samych bokserkach. Miał wyrzeźbione ciało, które ładnie się prezentowało, ale nie dla mnie. Poklepał miejsce obok siebie, zachęcając. Pokiwałam głową przecząco. Wtedy wziął nóż. Większy niż tamten scyzoryk. Nawet nie wiedziałam skąd go miał. Mimo to, nie ruszyłam się z miejsca. Chyba wolałam umrzeć... Wstał. Podszedł do mnie od tyłu i przyłożył ostrze do gardła.
- Nie boję się Ciebie. - powiedziałam ostro.
- Powinnaś.
- Niby dlaczego? - zakpiłam.
- Nie zabiję tylko Ciebie, a także Grażynę i ... Błażeja. - zaśmiał się.
Coś we mnie drgnęło. Ale przecież ledwo go znałam. Zanim zdążyłby kogokolwiek zabić, już zostałby schwytany za zabicie mnie. Ale bałam się....
- Nie rusza Cię to? No więc nie zabiję, ale zrobię wszystko, żebyś nie umarła, a Twoje życie zamienię w koszmar.
To mnie przeraziło. Musiałam się zgodzić. Nie miałam innego wyjścia.
Zauważył to, że uległam. Odłożył nóż i znowu położył się na łóżku. Wykonał ten sam gest, co poprzednio. Postawiłam jeden krok... Wzięłam głęboki oddech i już za chwilę znalazłam się obok niego. Także się położyłam, ale na drugim końcu. Przyciągnął mnie do siebie. Rozchylił szlafrok i zagwizdał. Wyraźnie spodobał mu się ten widok.
- Proszę, nie. - zapłakałam.
- Za późno, złotko.
W tej chwili zadzwonił telefon. Poczułam ulgę. Odebrał.
- Tak, tak, Grażynko. Milenka jest ze mną. Zabrałem ją na zakupy i siedzimy teraz w kawiarence. Będziemy za 2-3 godziny. No, do zobaczenia. Pa. - rozłączył się.
Chciałam krzyczeć. Wołać o pomoc. Matka by mi nie pomogła. Ale chciałam się jakoś stąd wydostać. I jeszcze śmiał ją okłamać.
- Dlaczego ją okłamałeś? - zapytałam.
- Oj, dziecko. Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. - odpowiedział z poirytowaniem.
- Słucham?! Teraz dziecko, ale przed chwilą na siłę ciągnąłeś mnie do łóżka! Nie moja sprawa?! Chyba najbardziej moja, bo ja tu leżę i marzę o śmierci! - rozpłakałam się.
Patrzył przez chwilę zdziwiony, a potem podejrzanie się uśmiechnął.
- Widzę, że jesteś niegrzeczna. Lubię takie. - zaśmiał się.
Pociągnął mnie za włosy i zdjął ze mnie szlafrok. Chciałam się jakoś ratować.
- Obiecałeś być delikatny! - zawołałam.
Zmienił swoje zachowanie. Przytulił mnie i znowu leżeliśmy razem. Zaczął jeździć palcami po moim brzuchu, potem po piersiach. Cały czas płakałam, ale on tego nie dostrzegał.
- Inne dziewczyny wręcz pchały się do mnie. Dlaczego Ty nie chcesz? - zapytał.
Nie odpowiedziałam. Zacisnęłam zęby, żeby nie rozpłakać się na dobre. Chciał rozpiąć mi stanik, gdy nagle kolejny telefon.
- Tak, słucham? - powiedział po naciśnięciu zielonej słuchawki.- Tak, dobrze. Zaraz będę. Yhym... Dobrze, wiem.... Tak, tak. Przepraszam. Już jadę. - rozłączył się. - Wstawaj szybko i ubieraj się. Odwiozę Cię do domu i jadę do pracy. Dokończymy to innym razem.
Pobiegłam się przebrać. Miałam niestety tylko tą sukienkę i buty. Założyłam swoją bieliznę. Wyszłam z łazienki i rzuciłam mu tymi szmatami w twarz. Otworzyłam drzwi i wyszłam.
Odwiózł mnie pod klatkę i kazał przekazać Grażynie, że musiał jechać do pracy. Spokojnie poszłam do domu. Weszłam od razu do swojego pokoju i przebrałam się. Przekazałam wiadomość matce i wróciłam, aby słuchać w spokoju muzyki. Nie myślałam o niczym. Po kilku godzinach usłyszałam wołanie Grażyny. Poszłam sprawdzić, co chce.
- No jesteś już. Mamy Ci do przekazania ważną wiadomość. - była podekscytowana.
Zza rogu pojawił się Kamil i uśmiechnął się.
- Jaką? - zapytałam.
- Kamil wprowadza się do nas. - wykrzyknęła.
Zamarłam.
Piszcie swoje opinie na temat bloga i rozdziału na Facebooku lub Asku.
Pozdrawiam. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.