sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 8

Obudziliśmy się później niż przewidywaliśmy. Kiedy już się rozbudziłam i dotarło do mnie, co się dzieje, wpadłam w panikę. O nie! Co jeśli Kamil i matka już wrócili? Nie mogą się przecież dowiedzieć, że Błażej tu nocował!
Postanowiłam wkraść się do kuchni i zobaczyć, czy ktoś jest w domu. Cichutko wyszłam z pokoju i weszłam do kuchni. Niestety, zauważył mnie Kamil...
- Hej, mała. Co tam? - zapytał.
- Cześć... Ymm...Nic. - odpowiedziałam pośpiesznie i powoli zaczęłam się wycofywać. Jednak on mnie zatrzymał słowami:
- Wybacz za moje wczorajsze zachowanie. Przemyślałem to sobie. Chciałbym Ci to jakoś wynagrodzić. - uśmiechnął się.
- To miłe, ale nie mogę teraz rozmawiać. Ojej, jak późno! Jestem już spóźniona, umówiłam się z koleżanką do kina. Muszę lecieć! - próbowałam jak najszybciej go zbyć.
- Zaczekaj. Masz tu trochę pieniędzy. Na pewno się przydadzą.- wyjął z portfela 20zł i mi je wręczył.
Wzięłam, uśmiechnęłam się w podziękowaniu i wybiegłam z pomieszczenia. W drodze do pokoju wpadłam na Grażynę.
- Och, przepraszam. - powiedziałam i ruszyłam dalej.
A to pech! Muszę jakoś wydostać stąd Błażeja. Tak, aby dorośli się nie zorientowali.
Wbiegłam do pokoju i szturchnęłam chłopaka, który jeszcze spał.
- Wstawaj! Szybko! -szepnęłam.
Spojrzał na mnie zaskoczony i zaspany.
- C-co się dzieję? Pali się czy co?
- Och, nie marudź. Wstawaj. Mama wróciła, więc musimy Cię stąd dyskretnie wydostać.
Błażej wstał i zaczął się ubierać. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Był taki przystojny i męski, jak na swój wiek. Miałam ochotę się do niego przytulić i zapomnieć o całym pośpiechu, okropnej matce i jej partnerze, i o całym świecie. Ale nie mogłam...
Nastolatek spojrzał na mnie zdziwiony. Szybko się otrząsnęłam, chwyciłam ubrania i poszłam przebrać się do łazienki. Wróciłam chwilę potem, ale Błażeja nie było w moim pokoju. Byłam przerażona.
Co się stało? Gdzie on jest?  Tysiące myśli przelatywało mi przez głowę. Wzięłam głęboki wdech i spokojnie, jakby nigdy nic, pomaszerowałam do kuchni, aby zobaczyć jak ma się sprawa. Kiedy tam weszłam, zamurowało mnie. Kamil siedział przy stole, palił papierosa i rozmawiał z.... moim nowym znajomym! W chwili kiedy weszłam ich oczy zwróciły się na mnie.
- No, no. Milenka, jesteś wreszcie. Czekaliśmy na Ciebie. - zaśmiał się szyderczo mężczyzna. - Właśnie poznałem Twojego przyjaciela. Miły chłopak, ale mam jedno pytanie. Co on robi w naszym domu o tak wczesnej porze? Niestety, nie chciał mi tego zdradzić.
Coś we mnie zawrzało. Zdenerwowałam się i zaczęłam krzyczeć.
- W naszym domu?! Pfff... To nie jest Twój dom i Ty tutaj nie mieszkasz. Nie powinno Cię obchodzić, kto i kiedy do mnie przychodzi!
Patrzył na mnie jak na dziwadło. Po chwili uśmiechnął się łagodnie i zaczął mówić cichym, opanowanym głosem:
- Tak, tak. Bez nerwów. Nie krzycz tak, bo Grażynka usłyszy, a tego byś chyba nie chciała? Nie powiem nic Twojej mamie, ale mam pewien warunek. Odprowadź swojego kolegę do domu i wróć tu. Masz na to godzinę. A co będzie potem to się okaże...
Zgodziłam się na jego umowę. Nie wiedziałam o co mu chodziło, ale postanowiłam zrobić wszystko, aby mama się nie dowiedziała. Prawdopodobnie znowu by mnie pobiła, albo wyrzuciła z domu. Tego nie chciałam.
Kiwnęłam do Błażeja, żeby szedł za mną. Szybko wstał i przeszliśmy do korytarza. Nic nie mówiąc założyliśmy buty i wyszliśmy z mieszkania.
- Gdzie Cię odprowadzić? - zapytałam bez emocji.
- Do stacji metra. Poradzę sobie później.
Szliśmy w milczeniu. Nikt się nie odzywał, patrzyliśmy pod nogi. Kiedy dotarliśmy do jakiegoś parku niedaleko stacji, chwycił mnie za dłoń, zatrzymał i powiedział:
- Dziękuję za wszystko i przepraszam. Nie chciałem robić Ci kłopotów.
- Nic się nie stało. - spojrzałam mu w oczy, ale szybko odwróciłam wzrok.
Złapał za mój podbródek i uniósł moją głowę tak, abym patrzyła prosto na niego.
- Bardzo mi się podobasz. Jesteś najśliczniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem. Żałowałbym, jeśli nie mógłbym przejść z Tobą na...dalszy etap znajomości.- uśmiechnął się.
Poczułam jak policzki mi się czerwienią. Zaczerwieniłam się chyba bardzo mocno, bo aż czułam szczypanie i pieczenie na twarzy.
Błażej zabrał swoją dłoń z mojego podbródka i chwycił moją rękę. Drugą wplótł w moje kasztanowe włosy i zbliżył swoje usta do moich. Poczułam motylki w brzuchu. Przybliżył się jeszcze i poczułam jego miękkie usta. Lekko rozchyliłam wargi, aby pokazać mu, że się na to zgadzam. Zaczął mnie całować czule i namiętnie. Niezwykle mi się to podobało. W duszy poczułam ulgę, że miałam swój pierwszy pocałunek z takim przystojniakiem, i że był on rewelacyjny.
Potem delikatnie się odsunął i spojrzał mi w oczy.
- Zechcesz zostać moją dziewczyną? - zapytał.
Zaniemówiłam. Moja dusza krzyczała ,,tak!tak!'', jednak nie mogłam otworzyć ust.
- Mam rozumieć, że nie? - zasmucił się.
- O-oczywiście, że t-tak. - znowu się zaczerwieniłam.
Przytulił mnie mocno i powiedział, że musi już iść. Pocałował mnie w czoło i odszedł. Stałam jeszcze chwilę ucieszona wpatrując się w jego plecy. To najwspanialszy dzień w moim życiu!
Przypomniałam sobie, że muszę być za chwilę w domu. Szybko poszłam w tym kierunku. Kiedy weszłam do domu okazało się, że mamy już nie ma. Kamil czekał na mnie w kuchni.
- Już jestem! - poinformowałam go uradowana. - Wyrobiłam się?
- Spóźniłaś się 11 minut, ale daruję Ci to za ten piękny uśmiech. Nie byłaś umówiona z koleżanką? Nie chcę psuć Ci planów. - rzekł.
Miałam przez to rozumieć, że mam rzucić wszystko i robić o co prosi.
- Spotkałam ją po drodze. Powiedziała, że musimy to odwołać, bo właśnie idzie do lekarza. Także mam cały dzień wolny.
Spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścianie. Było kilka minut po trzynastej. Przypomniałam sobie o pieniądzach, które mi dał. Wyjęłam banknot z kieszeni i odłożyłam na stole. Schował do portfela.
- Możemy porozmawiać? - spytał.
- No pewnie. - nadal miałam doskonały humor.
Usiadłam naprzeciwko niego, a on zaczął mówić:
- Nie zachowywałem się wobec Ciebie w porządku, więc chciałbym Ci to wynagrodzić. Grażyna pracuje do późna, więc możemy zaszaleć. Chcę Cię zabrać w kilka miejsc. Co Ty na to?
Pomyślałam, że to może być dobra zabawa, i że on nie jest taki zły, więc się zgodziłam.
Najpierw pojechaliśmy do butiku. Kupił mi dosyć odważną sukienkę, która mimo wszystko podobała mi się. Do tego naszyjnik i kolczyki. W innym sklepie kupił mi buty na wysokim obcasie. Musiałam przejść się w nich kilka razy, aby nauczyć się chodzić. Kazał mi to wszystko nałożyć. Wyglądałam ślicznie, ale za dorośle jak na swój wiek. Następnie zabrał mnie do fryzjerki i poprosił ją, aby zrobiła mi jakąś ,,poważną'' fryzurę. Spięła mi specyficzny kok i popryskała lakierem. Później poszliśmy do makijażystki.
- Dzień dobry, Kasiu. - uściskał kobietę.
- O, Kamil! Witaj. W czym mogę służyć? - widać było, że dobrze się znali.
- Chodzi o tę młodą damę. - zaśmiał się. - Chodźmy na zaplecze, muszę coś Ci powiedzieć.
- Dobrze. Panienko, usiądź sobie tutaj. - wskazała mi krzesełko i wyszli.
Starałam się usłyszeć o czym gadają, ale nie udało się. Po chwili wrócili. Kobieta powiedziała, abym usiadła przed lusterkiem na stanowisku do robienia make upu.
- Więc nazywasz się Milena? - zapytała przyjaznym głosem.
- Tak, proszę pani. - odpowiedziałam.
- Teraz zrobię Ci pewien ,,zabieg'', zwany makijażem. Siedź spokojnie i się nie ruszaj, dobrze?
- Dobrze.
Najpierw nałożyła mi podkład, a potem mnóstwo innych rzeczy. Na koniec pomalowała mi oczy i usta.
- Gotowe. Zobacz się w lustrze. - rzekła dumna ze swojego dzieła.
Spojrzałam i zaniemówiłam. Miałam na twarzy przepiękny makijaż. On i wszystkie te ubrania sprawiały, że wyglądałam na co najmniej 17-18 lat. A miałam tylko 14!
Do pomieszczenia wszedł Kamil. Zapłacił i pochwalił pracę Katarzyny. Potem zaprowadził mnie do samochodu.
- Wyglądasz przepięknie! - spojrzał na mnie kuszącym wzrokiem.
- Dziękuję. -  odpowiedziałam- Ale po co to wszystko?
- To dopiero początek. - odpalił auto.
Po kilku minutach znaleźliśmy się przed jakąś drogą i znaną restauracją. Wprowadził mnie do niej i zaprowadził do zamówionego stolika. Wtedy zrozumiałam. On wyglądał na trochę ponad 20-stkę i chciał, abym ja wyglądała starzej, żeby nie było podejrzane, że umawia się ze mną w restauracji. Jednak nie przestraszyło mnie to.
Z karty dań wybraliśmy jedzenie i oczekiwaliśmy na kelnera z daniami. W między czasie zagadywał mnie, jaka to jestem piękna i urocza. Przysuwał się bliżej i zerkał na mój dość hojnie odkryty dekolt. W końcu kelner przyniósł jedzenie, zjedliśmy i Kamil zamówił szampana, mimo moich protestów.
Kiedy dostaliśmy zamówienie przysunął się tak blisko, że mógł mnie objąć. W drugą rękę uniósł kieliszek i wręczył go mnie. Niechętnie wzięłam, bo wiedziałam czym może grozić odmowa.
Czułam się bardzo dziwnie. Obejmowana przez dużo starszego mężczyznę i obserwowana przez wielu ludzi. Zachęcił mnie do wzięcia łyka. Spróbowałam, a alkohol mi posmakował. Wzięłam jeszcze dwa łyki i odstawiłam kieliszek. On zbliżył się do mnie i zaczął całować po szyi. Wyraziłam sprzeciw, więc przestał i zamówił jeszcze więcej szampana. Powiedział, żebym na chwilę z nim poszła, bo musi mi coś powiedzieć.
- Radzę Ci nie stawać oporów, bo zabiję Ciebie i Twojego chłoptasia.
Bardzo się wystraszyłam, kiedy wyjął scyzoryk i przystawił mi go do gardła.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Wróciliśmy na salę. Piłam tyle szampana, ile mi kazał. Poczułam jak alkohol zaczyna działać. Nigdy przedtem go nie piłam, więc działał już po kilku kieliszkach. Znowu całował mnie po szyi, a potem po uszach. Położył rękę na moim kolanie.
Poczułam obrzydzenie. Nie byłam aż tak pijana, jak myślał. Nadal wiedziałam, co się dzieje i w głębi duszy się na to nie zgadzałam, ale wiedziała, że nie mogę wyrazić sprzeciwu. Prawie płakałam.
- Przepraszam, muszę wyjść do toalety. - wstałam i udałam się w tym kierunku. Chciałam opryskać się zimną wodą, ale bałam się, że zmyję makijaż. Wzięłam parę głębszych wdechów i wróciłam. Okazało się, że Kamil zapłacił już rachunek i czekał na mnie przy drzwiach. Poszłam do niego. Wsiedliśmy do samochodu. Na zegarku zobaczyłam, że jest już po trzeciej.
Nie odpalił samochodu, ale spojrzał na mnie z zadowoleniem i zapytał:
- To co? Teraz do hotelu?
Byłam przerażona. Co on zamierzał? Ja nie chcę! Po co się na to zgadzałam?! Wewnętrznie płakałam, ale nie uroniłam ani jednej łzy. Spróbowałam się jakoś wymigać.
- Jestem już zmęczona. I boli mnie głowa. Chciałabym jechać już do domu. - skrzywiłam się.
Miałam nadzieję, że zgodzi się na powrót. Jednak on wyjął scyzoryk i znowu przyłożył mi go do krtani. Tak blisko, że bałam się przełykać ślinę, aby nie przeciął mi skóry.
- Gdzie jedziemy? - zaśmiał się.
- Do hotelu. - uległam.
Chwilę potem byliśmy już na miejscu.
- Poproszę klucz do pokoju numer 115.
- Zamawiał pan go przedtem? - zapytała młoda kobieta.
- Oczywiście.
Wręczyła mu klucz, a on pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do pomieszczenia. Gdy otworzył drzwi moim oczom ukazało się piękne, wielkie łóżko z białą pościelą, stolik z dwoma krzesłami i jakieś inne drzwi. Okazało się, że prowadzą do łazienki, gdzie znajdował się prysznic, zlew i kibelek.
- Rozbierz się i weź prysznic. - rozkazał stanowczym głosem. Sam zdjął marynarkę i zawiesił ją na oparciu krzesła.
Weszłam do łazienki i usiadłam na zamkniętym sedesie. Zdjęłam buty i odetchnęłam z ulgą. Bolały mnie nogi od ciągłego chodzenia w nich. Potem ustałam przed lustrem i zmyłam makijaż. Po moim policzku spłynęła łza. Chciałam do kogoś zadzwonić, wezwać na pomoc. Nawet policję, ale wiedziałam, że nie mogę, a poza tym komórka została w spodniach, które leżały w aucie. Tak bardzo się bałam. Policzki były coraz bardziej mokre. Usłyszałam delikatny, spokojny głos zza drzwi.
- Jesteś już pod prysznicem, kotku?
Obrzydziło mnie to. Teraz chciało mi się wymiotować, kiedy pomyślałam o nas leżących w łóżku. Ta wizja była ohydna. Nie wytrzymałam i zwróciłam całe restauracyjne jedzenie i alkohol do sedesu.
- Jesteś tam, misiaczku? - zapytał ponownie.
- Jestem, jestem. Zamek od sukienki się zaciął. - skłamałam.
- Może Ci pomogę?
- Yyy..Nie! Nie trzeba! O, już jest OK. - szybko odkrzyknęłam.
Chciałam być sama najdłużej jak się dało. W końcu postanowiłam zdjąć ubranie. Przed tym jednak chciałam zamknąć drzwi, ale zauważyłam, że nie ma kluczyka. Ech...no trudno.
Wyskoczyłam z ubrań i weszłam do kabiny prysznicowej. Odkręciłam wodę i poczułam na sobie strugi ciepłej wody, które rozwaliły moją fryzurę i obmyły mnie z obrzydzenia. Zapomniałam o Kamilu i o tej całej sytuacji. Pomyślałam o cudownym pocałunku z Błażejem i aż przeszły mnie dreszcze. Chciałabym wrócić tam do niego, do tego parku i powiedzieć, że on też mi się bardzo podoba. Dopiero uświadomiłam sobie, że przecież jesteśmy już parą. Uśmiechnęłam się sama do siebie... Czar prysł, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Jesteś tam, kwiatuszku?
Znowu się rozpłakałam.



Podobał się rozdział? Chcesz wiedzieć co będzie dalej?
Napisz na moim asku (KLIK) lub na stronie facebookowej poświęconej blogowi (KLIK).
Zapraszam do komentowania i obserwowania.
Pozdrawiam :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.