Miałam już dość tego dnia, więc postanowiłam iść spać. Byłam zmęczona i zasnęłam bardzo szybko. Rano obudził mnie całus w policzek i przytulenie. Wzdrygnęłam się. Otworzyłam oczy i zobaczyłam najgorsze. Kamila. Szybko odsunęłam się od niego, podkuliłam nogi pod siebie i owinęłam szczelnie kołdrą.
- Kiedy dasz mi spokój? - krzyknęłam. - Przecież masz inną dziewczynę do zabawy i Grażynę!
Spróbował się do mnie zbliżyć i pogłaskać mnie po głowie, ale spojrzałam na niego groźnie. Opuścił rękę.
- Mam już tego dosyć! Błagam, zostaw mnie! - rozpłakałam się.
Widać było na jego twarzy wyraźne zakłopotanie. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Wstał i wyszedł z pokoju. Szybko podniosłam się i zamknęłam drzwi na klucz, na wypadek gdyby chciał wrócić. Odłożyłam kołdrę i wyciągnęłam z szafy ubrania. Ubrałam się i spojrzałam na zegarek. Było jeszcze wcześnie. Nagle poczułam chęć, aby odwiedzić szkołę. Wymknęłam się z pokoju i wybiegłam z mieszkania. Prawie biegiem dotarłam do szkoły. Autobus, który kiedyś tu jeździł, już dawno przestał. Trzeba było dotrzeć we własnym zakresie. Na szczęście miałam blisko do szkoły.
Weszłam do szatni i usiadłam na ławkę. Siedziałam tam chwilę, patrząc w ścianę. Nagle weszła jakaś dziewczyna. Była krótko ścięta, ale miała gęste, czarne włosy. Na jej twarzy można było zauważyć lekki makijaż, a w oczach czarne soczewki. Miała modne, ciemne ubrania. Ogólnie była bardzo ładna. Miała przyjemny wyraz twarzy i sprawiała wrażenie sympatycznej. Znając się na ludziach, stwierdziłam, że to nie jest jej prawdziwa twarz. Na pewno miała wiele tajemnic.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Odwzajemniłam jej uśmiech, ale bez zaufania.
- Hej. - powiedziała radośnie.
Kiwnęłam do niej głową i nic nie odpowiedziałam. Cały czas ją obserwowałam. Założyła swoje kapcie szkolne i powoli zawiązała sznurówki. Zauważyłam, że ma tunele. Była jakaś dziwna. W ogóle inna ode mnie.
- W której jesteś klasie? - zapytała.
Oderwałam wzrok od jej uszu i odpowiedziałam:
- W 2 gimnazjum. A Ty?
- Tak samo! Może będziemy się razem uczyć. Jaką masz pierwszą lekcję? - była pełna entuzjazmu.
- Biologię. Wybacz, ale muszę iść pod klasę. Zaraz będzie dzwonek. - wstałam i chciałam wyjść, ale chwyciła mnie za przedramię.
- Zaczekaj! Ja też! Pójdę z Tobą. - zaśmiała się.
Szłyśmy w ciszy. Kiedy poszłyśmy pod salę, zadzwonił dzwonek. Przyszła nauczycielka i wpuściła nas do środka. Usiadłam do ostatniej ławki, tak jak zwykle. Wyjęłam zeszyt ,,do wszystkiego'' i długopis. Rozsiadłam się wygodnie i zaczęłam szukać w plecaku słuchawek. Jednak nagle nauczycielka zaczęła mówić:
- Kochani, przedstawiam Wam nową uczennicę. Nazywa się Sylwia i jest od Was rok starsza, ale raz nie zdała. Mam nadzieję, że się polubicie. Proszę nie dokuczać Sylwii i miło ją przyjąć. - spojrzała na dziewczynę, która stała koło niej.- Sylwia, usiądź proszę do Mileny. Ostatnia ławka od okna. Tam jest wolne miejsce.
Następnie położyła dziennik na biurko i zaczęła sprawdzać obecność. Powiedziałam ,,obecna'', kiedy wyczytała moje nazwisko i podłączyłam słuchawki do komórki. Sylwia usiadła koło mnie i wyjęła w sumie to samo, co ja. Domyśliłam się, że nie jest najlepszą uczennicą.
Lekcja minęła szybko i wyszłam z pomieszczenia równo z dzwonkiem, mimo że nauczycielka coś jeszcze mówiła. Wybiegła za mną Sylwia i znowu się przyczepiła.
- Hej! Więc jesteś Milena. Trochę tajemnicza jesteś... Co teraz mamy?
Nie odpowiedziałam.
- Czemu się nie odzywasz? Gdzie idziesz? Jaka teraz lekcja? Czym się interesujesz? Czemu nie odpowiadasz?! Powiedz coś! Ej, odezwij się! Milena!! - ciągle gadała mi coś nad uchem.
Miałam jej dość. Dlaczego przyczepiła się do mnie? Jeszcze jedno słowo i wybuchnę!
Szturchnęła mnie i zaczęła ciągać za rękaw, wciąż powtarzając moje imię.
- Zamknij się już! Mam Cię dość! Odczep się! Cały czas gadasz i gadasz! - odetchnęłam i poszłam dalej, zostawiając ją samą na środku korytarza. Czułam na sobie jej smutne spojrzenie.
Wytrzymałam wszystkie lekcje, a potem zapragnęłam jak najszybciej wydostać się z tej budy. Wyszłam, nawet nie zachodząc do szatni. Na przystanku niedaleko szkoły siedziała Sylwia. Miała nogę zarzuconą na drugą nogę, siedziała jakby zdenerwowana i paliła papierosa. Zaniepokoiło mnie to. Już nie zdawała się natrętną gadułą, ale dziewczyną z problemami. Podeszłam do niej.
- Hej, Sylwia. Coś się stało?
- Nie, nie. Nie! Nic mi nie jest! Musisz stąd szybko iść. Proszę, odejdź. - mówiła zestresowana i miała w oczach strach.
- Jeśli chodzi o to, co Ci powiedziałam to... przepraszam.
- Nic się nie stało. Serio! Nic nie szkodzi. Idź, idź. - nalegała.
- Pomóc Ci w czymś?
- Nie, dziękuję. Odejdź, błagam. Jeśli nie chcesz, żeby stała Ci się krzywda. - krzyczała.
W tej chwili podjechał czarny samochód z ciemnymi szybami. Sylwia wyraźnie się wystraszyła. Pokazała, żebym uciekała i podeszła do auta. Otworzyło się okno. Zauważyłam jakiegoś podejrzanego faceta. Coś do niej powiedział, a ona wsiadła do tyłu. Odjechali.
Wróciłam do domu. Na stole zastałam karteczkę, na której pisało:
Ja i Kamil wybraliśmy się na cudowną randkę. Potem musimy pozałatwiać wszystko związane ze ślubem. Wrócimy dopiero rano. Podgrzej sobie obiad, jest w garnku. Trzymaj się.
Mama
Super. Wolny dom przez całą noc. Szkoda tylko, że nie mam co robić. Wzięłam telefon i przeszukałam kontakty. Wypadło na Błażeja. Zadzwoniłam.
- Hej, kotku. Co tam? - odezwał się.
Zaskoczyło mnie to ,,kotku''. Zwykle tak na mnie nie mówił. To urocze.
- Wszystko w porządku. A u Ciebie?
- Tęsknię za Tobą. Spotkamy się? - zapytał.
- No pewnie. Przyjdziesz po mnie?
Odpowiedział, że tak i kilka minut później usłyszałam dzwonek. Wyszłam z nim.
Spacerowaliśmy po ulicach i w pewnym momencie Błażej zapytał, czy coś się wydarzyło ostatnio z Kamilem.
- Cały czas próbuje się do mnie dobierać, ale nie uda mu się.
Nagle zaczął mnie oskarżać, że go zdradzę, i że nie może ze mną być, bo nie ma pewności, że pozostanę mu wierna. Po prostu ze mną zerwał. Zaczęłam płakać, a on odszedł. Dlaczego teraz? Potrzebowałam jego pomocy. We wszystkim. Usiadłam w jakimś zaułku i płakałam całą noc, rozpaczając nad swoim życiem. Rano powlokłam się do szkoły. W szatni spotkałam Sylwię. Znowu była radosna.
- Hej. Co u Ciebie? - zapytała.
- Cześć, Sylwia. Co to za samochód wczoraj?
- A nic. To tata i jego kolega przyjechali po mnie. - uśmiechnęła się.
- Dlaczego byłaś taka zdenerwowana? - wypytywałam.
- Problemy w szkole tak na mnie działają. Idę pod klasę. Pa. - speszyła się i wyszła pośpiesznie.
Było w niej coś takiego, że kazało mi się martwić. Niby udawała gadatliwą, wkurzającą dziewczynę, ale naprawdę była inna. Widziałam to w niej. Mimowolnie chciałam się z nią bliżej zapoznać.
Poszłam pod klasę i patrzyłam na nią cały czas. Stała sama i słuchała muzyki, patrząc w telefon. Zwróciła na mnie wzrok, ale szybko odwróciłam głowę. Potem patrzyłam na nią cały czas, przez wszystkie lekcje.
Wydała mi się taka słodka, urocza i ... bezbronna, że chciałam ją przytulić. To było dziwne uczucie, ale towarzyszyło mi do końca dnia. Hmmmm....
Hej. To taki prezent na święta (troszkę może spóźniony) dla moich czytelników.
Dawajcie znać, jeśli ktoś czyta i ma aska. Chętnie zaobserwuję i będę zadawała pytanka na temat bloga.
Przypominam, że można swoje opinie wysyłać w pytaniu na asku (KLIK) lub na Facebookowej stronie o tym właśnie blogu (KLIK)
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku, kochani! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.