sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 11

- Mamo, zaczekaj! - próbowałam ją zatrzymać. - Porozmawiaj ze mną.
- Czego chcesz?! Nie mam czasu dla takiej kłamczuchy. - odparła.
Spuściłam głowę. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Postanowiłam rozegrać to inaczej.
- Przepraszam. Po prostu nie przepadam za Kamilem. Nie chcę, żeby z nami mieszkał. Jestem pewna, że Cię skrzywdzi i będziesz przez niego cierpiała. Skończ z nim, zanim stanie się najgorsze. Dobrze Ci radzę, mamo. - zasmuciłam się.
- Bzdury! Kamil!! Chodź tu!
Po chwili przyszedł partner mamy i spojrzał na nas pytająco.
- Czy to prawda, że molestujesz Milenę? - zapytała Grażyna.
- O czym Ty mówisz? Kto Ci tak powiedział? - zdziwił się.
Coś mnie tknęło. Chciałam to skończyć, przerwać. Chciałam mieć normalne życie. Czy tak wiele wymagałam? Kochająca matka i troskliwy tata - to tak dużo? Koleżanki... Wspólne nocowania... Dom, w którym czułabym się bezpiecznie... Tego pragnęłam, lecz zdawało się to niemożliwe.
- Ja. Ja jej to powiedziałam. Przyznaj się! - krzyknęłam.
Mężczyzna spojrzał na mnie jakby wystraszony, ale po chwili się opanował i ze spokojem powiedział:
- Uważam, że powinniśmy wysłać ją do specjalisty. Znam jednego psychologa. Zaraz do niego zadzwonię. Chodź, Grażynko zanim nagada Ci kolejnych głupstw. - wyszli.
Psycholog?! To on jest pedofilem i potworem! On potrzebuje pomocy psychiatrycznej, nie ja! Położyłam się na łóżku i czekałam na dalszy ciąg wydarzeń. Usłyszałam jak Kamil i matka o czymś rozmawiają, a potem on zadzwonił gdzieś. Zdołałam tylko usłyszeć urywki: ,,Dzień dobry. Chciałbym umówić moją pasierbicę na wizytę. Jak najszybciej'', a potem ,,Wymyśla jakieś głupoty. Myślę, że przeżywa mój związek z jej matką. Kiedy możemy przyjść?..... Jutro? Dobrze, zjawimy się. Dziękuję.''
Suuper! Po prostu cudownie. Miałam nadzieję, że w końcu jakoś rozwiążę mój problem. W tej chwili pomyślałam o Błażeju. Postanowiłam do niego zadzwonić.
- Cześć. - powiedziałam, gdy odebrał.
- Och, hej. Co tam u Ciebie? - powitał mnie serdecznie. Jednak się nie obraził.
- No wiesz... nudzę się i chciałabym gdzieś z Tobą wyjść. Co Ty na to? - zapytałam.
- Dobry pomysł. Zaraz po Ciebie przyjdę. Paa! - rozłączył się.
Zbliżał się wieczór, więc ubrałam ciepłą bluzę i legginsy. Związałam kasztanowe włosy w warkocz. Pobiegłam pod lustro i tuszem pomalowałam swoje długie rzęsy. Następnie eyelinerem zrobiłam kreski, które ładnie powiększały piwne oczy. Wyglądałam nawet ładnie. Gdy zakładałam buty usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam. Ukazał się Błażej, który trzymał bukiet kwiatów. Był śliczny. Wręczył mi je i ucałował w policzek.
- Ojej, jakie piękne! Dziękuję. - wzięłam kwiaty. - Wstawię do wazonu i możemy iść.
Zauważyłam, że także wyglądał elegancko. Może nie miał garnituru, ale za to koszulę i jeansy. Wyglądał w tym jeszcze lepiej niż zwykle. Był mega przystojny!
W kuchni spotkałam Grażynę. Na szczęście Kamila nie było. Wstawiłam bukiet do wody.
- Wybierasz się gdzieś, moja droga? - zapytała.
- Tak, wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę. Nie martw się. - poszłam sobie.
Wiedziałam, że i tak nawet przez chwilę nie zastanowi się czy jestem bezpieczna, ale powiedziałam tak, bo zawsze chciałam tak powiedzieć. Tyle, że do kochającej matki, którą Grażyna z pewnością nie była.
Kiwnęłam do Błażeja głową na znak, że możemy już iść. Opuściliśmy klatkę schodową, a wtedy on zapytał gdzie chciałabym iść. Odparłam, że obojętnie.
- Mam pomysł. Chodź. - pociągnął mnie za rękę.
Szliśmy tak aż znaleźliśmy się w centrum Warszawy. Był cudowny nastrój. Jasny blask latarń, przejeżdżające od czasu do czasu samochody i my, idący trzymając się za ręce. Miasto zdawało się takie ciche i spokojne. Żadnego trąbienia i krzyków...Cudownie.
Błażej zaprowadził mnie pod jakiś blok. Weszliśmy na klatkę i na ostatnie piętro. Potem po drabince weszliśmy na dach.
- Jak tu pięknie!- zachwyciłam się.
Widok zapierał dech w piersiach. Można było podziwiać całe miasto. Tylko gdzieniegdzie w domach paliły się światła. I te gwiazdy... Wzruszyłam się, a w moich oczach pojawiły się łzy. Zauważył to mój chłopak.
- Co się stało? - zmartwił się.
- Nic, nic. Dawno nie widziałam niczego tak pięknego.
Usiedliśmy i trwaliśmy w ciszy, wpatrując się w niebo. W pewnym momencie poczułam na sobie wzrok chłopaka. Wziął mój warkocz w dłoń, a potem zsunął gumkę z włosów. Delikatnie rozplótł fryzurę, a moje włosy zaczęły powiewać na wietrze.
- Jesteś śliczna. - wyszeptał, dotykając mojego policzka.
Spojrzałam na niego. Patrzył na mnie z zachwytem i miłością. Przybliżyłam się do niego i wtuliłam w jego pierś. Czułam się niesamowicie. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę.
- Czy to randka? - zapytałam nieśmiało.
- Jeśli chcesz.
- Chcę.
Wtuliłam się jeszcze bardziej, a on objął mnie w pasie i głaskał po głowie. Nareszcie doświadczyłam jakiejkolwiek miłości. Myślałam, że śnię. Nie musieliśmy nic mówić, a i tak było cudownie.
- W Twoim domu nie jest chyba najlepsza sytuacja, prawda? - zapytał nagle.
O nie! Domyślił się w końcu. Wiedziałam, że to nadejdzie, ale nie teraz. Bałam się, że to może coś zmienić. Nawet jeśli byłby ze mną dla pieniędzy albo innych korzyści to i tak bym go kochała. Nie chciałam tracić tego, co jest między nami. 
- Tak, nie jest najlepiej. Musimy o tym rozmawiać? - odpowiedziałam.
- Nie, jeśli nie chcesz.
Jednak chciałam. Miałam nadzieję, że mnie zrozumie. Chciałam mieć taką bliską osobę, z którą mogłabym gadać o wszystkim.
- Moja mama jest alkoholiczką. Nie kocha mnie. Nie pracowała i wszystko przepijała, po tym jak odszedł od nas mój ojciec. Musiałam zarabiać na dom i nie chodziłam do szkoły. Potem poznała Kamila, który znalazł jej pracę. Jest od niej sporo młodszy, ma dużo pieniędzy i pracuje w jakiejś firmie. Matka się w nim zakochała, a później się do nas wprowadził. I dodatkowo on... - zawahałam się. Chyba nie musiał wiedzieć wszystkiego. - To znaczy ona...ona mnie bije. To wszystko. - odsunęłam się powoli, żeby zobaczyć jego reakcję.
- Tak mi przykro... - pocałował mnie w czoło.
- A jak jest u Ciebie?
- Moi rodzice nie żyją. Mieszkałem na ulicy i dbałem sam o siebie. Niedawno znaleźli mnie jacyś ludzie i zabrali do swojego domu. Opowiedziałem im o mnie i postanowili się mną zaopiekować. Chyba nawet mnie pokochali. Nareszcie zaczyna się układać i jeszcze mam Ciebie. Naprawdę szkoda mi Cię. Chciałbym, żebyś była równie szczęśliwa. - przytulił mnie znowu.
Ponownie siedzieliśmy w ciszy. Myślałam o swoim życiu. Zaczęłam płakać. Podniósł moją głowę i spojrzał w oczy. Potem złożył delikatny pocałunek na moich ustach i otarł łzy.
- Nie płacz, maleńka. Będzie dobrze. Pomogę Ci. - przyciągnął moją głowę do swojej piersi.
Zeszliśmy z dachu i odprowadził mnie pod blok. Pożegnał pocałunkiem. Wróciłam do domu i od razu poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż, wzięłam prysznic. Przebrałam w piżamę i poszłam spać.
Następnego dnia obudził mnie Kamil. Wystraszyłam się, kiedy go zobaczyłam.
- Grażyna wyszła do pracy. Idealna chwila, ale musimy iść do psychologa, żeby wybił Ci głupoty z głowy. Wstawaj. - odkrył mnie.
Posłusznie wykonałam jego polecenie. Ubrałam się i po dłuższej chwili byliśmy już w budynku, gdzie znajdował się gabinet pani psycholog. Najpierw wszedł do niego sam Kamil i wyszedł po 10 minutach. Kazał mi wejść.
W gabinecie było przytulnie. Stało tam biurko, kanapa, kilka krzeseł i szafek. Ujrzałam młodą psycholog, która wskazała mi krzesło. Usiadłam.
- Słyszałam, że masz problem. Opowiesz mi o nim? - uśmiechnęła się.
- Tak. Nowy partner mojej matki mnie molestuje i nie zawaha się przejść dalej. Grozi mi, że jeśli nie będę się na to zgadzała to zamieni moje życie w koszmar, choć i tak już to robi. W dodatku matka mnie nie kocha i bije. - mówiłam spokojnie.
- Pan Kamil mówił mi o tym i twierdzi, że to kłamstwa.
- To on kłamie. Niby dlaczego miałabym to sobie wymyślić?- oburzyłam się.
- Wiele dzieci w Twoim wieku wymyśla różne rzeczy, żeby zwrócić na siebie uwagę. Rozumiem, że możesz nie przepadać za partnerem mamy, ale nie musisz go oczerniać. To poważne oskarżenia. Mówisz, że Twoja mama Cię nie kocha? Może dlatego kłamiesz, żeby zwrócić jej uwagę? Za fałszywe zeznania można mieć wiele problemów. Przemyśl to lepiej. - powiedziała. 
- Jest pani jego koleżanką, dlatego pani mu wierzy! Nienawidzę Was wszystkich! - wstałam.
Miałam w oczach łzy.
- Spokojnie, dziecko. Usiądź. - próbowała mnie uspokoić.
Nie zamierzałam jej słuchać. Wyszłam i trzasnęłam drzwiami. Szłam przed siebie. Kamil mnie dogonił i złapał za rękę.
- Puść mnie! - chciałam się wyrwać, ale trzymał za mocno.
Zrozumiałam, że nie mam z nim szans. Zaprowadził mnie do samochodu i ruszył. Nie odzywałam się przez całą drogę. Zadzwonił jego telefon.
- Słucham. - powiedział. - Dobrze, kotku. Jestem z Mileną u psychologa. Jeszcze trochę to zejdzie. Wrócimy za godzinkę, jak wszystko dobrze pójdzie. Papa. - odłożył telefon.
Zrozumiałam, że mama wróciła do domu i pokrzyżowała mu plany. Skręcił nagle. Jechaliśmy w zupełnie innym kierunku. Nagle znowu zadzwonił telefon. Odebrał.
- No witaj, koteczku. Co tam? - powiedział, czekając na odpowiedź. - Ja też tęsknię. Może przyjechać po Ciebie? Zabiorę Cię gdzieś i się odprężymy. Mam niespodziankę.- słuchał odpowiedzi. - Dobrze, już jadę. Buźka. - rozłączył się.
No to jedziemy po mamę! Czekałam aż znowu zawróci, ale on nie zmienił kierunku. Zdziwiłam się, ale bałam zapytać. Po kilku minutach skręciliśmy na jakieś osiedlę. A więc ma kochankę! Wysiadł z auta i wszedł do jednego z budynków. Wrócił po kilku minutach z dziewczyną. Moje zdziwienie nie miało granic, gdy zobaczyłam, że ów kochanka ma niewiele lat więcej niż ja. Kamil to naprawdę pedofil!
Wsiedli do samochodu.
- Milena, przedstawiam Ci Karolinę. Karolino, to jest Milena. Jest rok młodsza od Ciebie. Mam nadzieję, że się polubicie. - powiedział.
Dziewczyna usiadła z tyłu i przez cały czas zaczepiała Kamila gryzieniem w ucho albo szeptaniem dziwnych rzeczy.
- To gdzie jedziemy? Niestety, nie możemy w moim domu. Zostaje samochód albo jakaś polana. Co Wy na to, kochane? - zapytał, patrząc w lusterko za Karolinę.
- Mam lepszy pomysł. Wzięłam klucze od domu letniskowego niedaleko Warszawy. Jedźmy tam!
Mężczyzna się zgodził. Ruszył w tym kierunku.
Moja rówieśniczka przesunęła się w moim kierunku i zaczęła bawić się moimi włosami. Odwróciłam się, aby skarcić ją wzrokiem, ale nie udało mi się to, gdyż ona dała mi całusa w policzek. Szybko wróciłam do swojej dawnej pozycji. Nie odczepiła się. Całowała moją szyję i mruczała mi do ucha. Nic nie mówiłam.
Zatrzymaliśmy się koło jakiejś kawiarni. Kamil poszedł po kawę i ciasto dla nas.
- Długo łączy Cię coś z Kamilem? - zapytałam nową koleżankę.
- Kilka razy. - zaśmiała się. - Od niedawna.
- Dlaczego się na to zgadzasz? - zapytałam, nie kryjąc zdziwienia.
- Jak to dlaczego? Jest świetny! Przecież o tym doskonale wiesz... - krzyknęła.
- Ja z nim nie... - zawahałam się.
- Ach, rozumiem! Nowa zdobycz. Jak się poznaliście?- zaciekawiła się.
Ta dziewczyna mnie przerażała, ale z drugiej strony zaciekawiała. Wydawała się nawet miła.
- Jest partnerem mojej matki. Mieszka ze mną. - oznajmiłam.
Oczekiwałam, że postanowi natychmiastowo zerwać z nim kontakty, zdziwi się albo chociaż zapyta jak to możliwe. Tymczasem ona uśmiechnęła się i powiedziała:
- Zazdroszczę Ci. Masz go na co dzień. Też bym tak chciała. Może i jest moim kochankiem, ale czuję się przy nim bezpieczna. Traktuję mnie z troską, jak własną córkę. Rozpieszcza prezentami i jest na każde moje zawołanie. - zasmuciła się.
- Przecież on jest pedofilem. Nie tylko mnie i Ciebie zmusza do tego! Opiekuje się Tobą, bo ma jeden cel. - próbowałam jej uświadomić jego złe zamiary.
- Zmusza? Kto powiedział, że zmusza? Sama tego chcę, a wręcz czasami ja go do tego zmuszam. Kocham go. - zaśmiała się.
- Jak tak możesz? To obrzydliwe. Jest od nas dużo starszy! Nie szanujesz się. - oburzyłam się.
- Wiek nie ma znaczenia. Robię to, co mi się podoba.
Wrócił. Podał Karolinie kawę i ciasto, a ona podziękowała mu za to namiętnym pocałunkiem. Potem podał mi to samo.
- Nie, dziękuję. - sztucznie się uśmiechnęłam.
Ruszyliśmy. W czasie drogi złapał mnie za kolano. Nie zareagowałam. W końcu dotarliśmy. Karolina otworzyła domek i weszliśmy. Była tak jadalnio-kuchnia, sypialnia, salon i łazienka. Usiadłyśmy, a Kamil wyszedł po drewno do kominka. Gdy wrócił, dołączył do nas i zaczęliśmy rozmawiać o naszych zainteresowaniach, jak z ojcem.
Później Kamil zadzwonił do Grażyny i powiedział, że zabrał mnie do wesołego miasteczka, do innego miasta, żeby zdobyć moją sympatie. Potem wszedł z Karoliną do sypialni i po kilku minutach dało się słyszeć dziwne krzyki i odgłosy. Po pół godzinie wróciła Karolina i powiedziała, że teraz mogę iść ja. Odrzekłam, że nie chcę.
- Nie rozumiem Cię. Na pewno sprawiają Ci przyjemność takie rzeczy, jak na przykład to... - złapała mnie za tyłek.
Coś we mnie drgnęło. Odwróciłam się w jej stronę. Dała mi całusa w usta i uśmiechnęła się. Spodobało mi się to. Co się ze mną dzieje?!
Po dłuższym przekonywaniu, że nie chcę do niego iść, odpuściła. Poszła do niego i powiedziała, że nie mam ochoty. O dziwo, zaakceptował to. Wróciliśmy do domu.
Kamil długo rozmawiał z Grażyną. Słyszałam jak zapewniał ją o swojej miłości. Potem przyszedł do mojego pokoju i powiedział:
- Postanowiłem spotykać się z Twoją matką, kiedy dowiedziałem się, że ma nastoletnią córkę. - po czym wyszedł.
Niedługo potem przyszli do mnie oboje. Matka oznajmiła:
- Kamil właśnie się mi oświadczył! Niedługo bierzemy ślub! - cieszyła się.
- Nie zgadzam się. - odrzekłam spokojnie.
- Nikogo to nie obchodzi. - usłyszałam w odpowiedzi.
A potem tylko trzask zamykanych drzwi i cisza.


Witajcie! Długi rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał. Piszcie swoje opinie na:
* Asku (ASK)
* Facebookowej stronie (FB)
* Moim GG (37247931)
Pozdrawiam wszystkich czytelników, a szczególnie osobę, która upomina się o rozdziały na asku! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.