sobota, 10 października 2015

Rozdział 4

Rano obudził mnie dźwięk SMSa, którego napisała Kasia. Przebudziłam się i przeczytałam wiadomość:
*Może dzisiaj dla odmiany pojawimy się w szkole? xD*
Zaśmiałam się. W sumie to nie był taki zły pomysł. Odpisałam jej, że się zgadzam i wyskoczyłam spod kołdry. Niestety, przypomniałam sobie, że Grażyna jest w domu. Miałam nadzieję, że jest trzeźwa. Chociaż nie wiele by to pomogło. Przecież jest zdolna do strasznych rzeczy nawet, gdy nie jest pijana.
Ściskało mnie w żołądku, dlatego postanowiłam zaryzykować i iść do kuchni. Przeszłam przez korytarz i weszłam do pomieszczenia. Zaskoczyło mnie, gdy ujrzałam przy stole uśmiechniętą mamę, zupełnie trzeźwą. Chyba nie zamierzała na mnie krzyczeć. Powoli i ostrożnie podeszłam do niej. Zobaczyłam, że je kanapki. Zrobiła sobie sama śniadanie? To niemożliwe!
- Hej, kochanie. - odezwała się.
Powiedziała to tak miłym głosem, że aż przeszły mnie dreszcze.
- Cześć. - odpowiedziałam niepewnie. -Czemu jesteś taka szczęśliwa?
- Och, dużo by gadać. Może opowiem Ci, jak wrócisz ze szkoły. Proszę, tu jest drugie śniadanie dla Ciebie. Leć już, bo się spóźnisz na autobus.- uśmiechnęła się.
Byłam nie tyle, co zdziwiona, ale przerażona. Co się stało? Kto ją tak zmienił? Dlaczego? A może coś ode mnie chce? Setki pytań krążyły mi po głowie.
Odwróciłam się, nic nie mówiąc i wróciłam do pokoju. Wzięłam ubrania i pomaszerowałam do łazienki.  Ubrałam się, umyłam zęby, poczesałam włosy i nawet zrobiłam sobie lekki makijaż. Myślałam, że nic mi już nie zepsuje tego dnia.
Poszłam po moje drugie śniadanie. Nie zamierzałam go jeść, ale wzięłam z grzeczności. Przecież nie często się zdarza, że rodzice robią nam jedzenie do szkoły. A nie... Tylko u mnie tak jest.
Nie powiedziałam jej ,,dziękuję'', bo nadal uważałam, że nie zasłużyła. Jedna kanapka za lata bicia i poniżania? Pff. Wychodziłam już z kuchni, ale usłyszałam za sobą jej głos.
- Nawet się nie pożegnasz?
Podeszłam i delikatnie ją przytuliłam, chociaż nie miałam na to najmniejszej ochoty.
Na dole czekała na mnie Kaśka. Przywitała mnie czule ściskając.
- Zmiana planów. Nie idziemy do szkoły. Okazało się, że mamy dwa sprawdziany i kartkówkę.- powiedziała.
- Lepiej chodźmy do parku.
Tak też zrobiłyśmy. Usiadłyśmy na naszej ulubionej ławce i siedziałyśmy w ciszy. Nagle Kasia ją przerwała i rzekła:
- Chcę Ci o sobie opowiedzieć. O sobie i swojej rodzinie. Nie znam Cię, ale wiem, że mogę Ci zaufać. Zechcesz mnie wysłuchać? - zapytała.
- Oczywiście. - odpowiedziałam.
- Moja mama, jedyna osoba, która mnie kochała i szanowała, zmarła kilka lat temu. Bardzo za nią tęsknię. Ojciec, jest bardzo zapracowany, ale i tak nie mamy z tego pieniędzy. Mam też brata, starszego o 5 lat. - zawahała się. - Ogólnie to mam wspaniałą rodzinę. - skłamała.
- A jak jest naprawdę? - zapytałam.
- Ech... Wcale nie jest tak wspaniale. Kiedy mama żyła, miałam wszystko. Miłość, szczęście i opiekę. Brat nigdy mnie nie kochał, a tata nie zwracał na mnie uwagi. Jedynym ratunkiem była dla mnie ona. Broniła mnie przed nimi. Ale kiedy zmarła... Oni mało się tym przejęli, za to ja... Nie mogłam się pozbierać.
- Przykro mi. - przerwałam jej.
Kiwnęła głową i mówiła dalej.
- Pewnego dnia brat przyszedł do domu wściekły. Zerwała z nim dziewczyna, z którą był od 3 lat. Wszystko przez to, że ją zdradził. Myślał, że nikt się o tym nie dowie. Wpadł w szał i zaczął niszczyć cały dom. Ojca wtedy nie było. Kiedy już nic nie zostało, postanowił się wyżyć na mnie. Pobił mnie, a po tym mu ulżyło. Poszedł sobie, ale za kilka godzin wrócił. - w oczach Kasi pojawiły się łzy.- Pomyślał sobie, że skoro nie ma nikogo w domu, to może ze mną zrobić wszystko, co będzie chciał. Wszedł do mojego pokoju i obezwładnił mnie. Potem zaczął mnie rozbierać i dotykać po całym ciele. Próbowałam się wyrwać, ale był za silny. A potem... zgwałcił mnie. - rozpłakała się.
Przytuliłam ją najmocniej, jak umiałam.
- Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. - pogłaskałam ją po włosach.
- Teraz każdej nocy przychodzi do mnie i mnie dotyka. Zagroził mi, że jeśli nie będę się na to zgadzała, to zrobi mi coś o wiele gorszego, że dowie się, co lubię, na czym mi zależy i zniszczy to, żebym cierpiała. Więc nie mam wyboru. Zgadzam się na wszystko. Póki co, to tylko mnie dotyka. Nic więcej.
- To okropne! -krzyknęłam. - Nie zgłaszałaś tego nigdzie?
- Boję się go.
Potem ja opowiedziałam jej moją historię. Jeszcze chwilę siedziałyśmy i płakałyśmy, a potem Kasia zaprosiła mnie do siebie na obiad. Uspokoiła, że nikogo nie ma w domu. Zgodziłam się.
Otworzyła drzwi swoim kluczem i zaprosiła mnie do środka. Weszłam niepewnie. Zaprowadziła mnie do kuchni. Wypiłyśmy herbatę i zabrałyśmy się za jedzenie. W tej chwili do pomieszczenia wszedł młody chłopak. Wystraszyłam się.
- Kasia, Ty już w domu? - zapytał.
- Nie powinno Cię to obchodzić. Dlaczego nie jesteś w pracy?
- Zwolnili mnie. Kasieńko, nie bądź niemiła. A to kto? - spojrzał na mnie.
- Nie interesuj się. Wyjdź! - krzyknęła.
Ale on wtedy popatrzył na mnie tak dziwnie i coś kazało mi powiedzieć.
- Jestem jej koleżanką z klasy. - odezwałam się pewnie. Nie wiem, skąd we mnie ta pewność.
Usiadł koło mnie i zarzucił mi rękę na ramię.
- Jak się nazywasz?
- Milena. - spuściłam wzrok.
- Piękne imię. - zaśmiał się.
Nie wstydziłam się. Może trochę się bałam, ale byłam przyzwyczajona do tego. Każdego wieczoru jacyś kochankowie matki tak ze mną rozmawiali.
- Ja nazywam się Krystian.
Zabrał rękę. Wstał i chwycił Kasię za przedramię.
-Wyjdź z domu. Idź sobie. - rozkazał.
Spojrzała na mnie, prosząc, żebym szła za nią.
- Ona zostaje. - sprzeciwił się.
- Nie. Milena, chodź. - krzyknęła.
Wstałam i chciałam iść, ale on wywalił ją za drzwi, a mnie zatrzymał. Zamknął mnie w ich domu. Wiedziałam, że będzie źle.
Zaprowadził mnie do salonu. Był miły i nie dobierał się do mnie.
- A więc masz 14 lat? Tak, jak Kasia? - pytał.
- Tak. - przytaknęłam.
- Ja mam 19. - uśmiechnął się. - Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza.
Najwidoczniej nie oczekiwał mojej odpowiedzi.
- Po co tu jestem?- zapytałam w końcu.
- Chciałbym Cię poznać. Jesteś naprawdę ładną dziewczyną. - zbliżył się.
- Miło mi, ale muszę już iść. - wstałam.
- Zaczekaj. Weź chociaż mój numer. - wyrwał mi telefon, wpisał swój numer i zadzwonił do siebie.- Teraz ja mam też Twój. Skoro nie możesz posiedzieć, to idź. Odwiedź mnie jeszcze kiedyś.
- Chętnie. - skłamałam.
Otworzył mi drzwi, a ja najszybciej, jak potrafiłam pobiegłam do domu.
Czekała na mnie Grażyna, nadal trzeźwa. Od razu zabrała mnie do kuchni i oznajmiła:
- Znalazłam partnera. Jest przystojny, bogaty i kocha mnie za to, jaka jestem. Jest idealny! Zakochałam się. Załatwi mi pracę i będziemy ze sobą do końca życia. Skończy się nasza bieda!
Załamałam się. Jeszcze tego tylko brakowało. Poszłam do swojego pokoju i napisałam do Kaśki, że Krystian nic mi nie zrobił, i że jestem w domu. Nie odpisała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.