Dzisiaj musiałam iść do lekarza, aby sprawdzić, czy wszystko dobrze z moimi żebrami. Nie chciałam iść tam sama, ale co miałam zrobić? Poprosić matkę, która była winna tego wszystkiego?
Ubrałam się. Powinnam zrobić jej śniadanie i koktajl, ale uznałam, że się jej nie należy. Wiedziałam, że znowu mi się za to dostanie, ale co mi tam... Już chyba gorzej być nie mogło... W końcu moja własna matka, kobieta, która mnie urodziła, pobiła mnie, gdy była zupełnie trzeźwa.
Przypomniało mi się, że dostałam od Kaśki numer telefonu. Postanowiłam zadzwonić do niej i zapytać czy nie zechciałaby przejść się ze mną do lekarza.
-Hej. -powiedziałam nieśmiało, gdy odebrała.
-No cześć. - przywitała mnie radośnie. W tle słyszałam jakieś krzyki i chyba ktoś płakał.- Poczekaj chwilę, wyjdę z domu. - słyszałam jak otwiera drzwi i schodzi po schodach. -Jestem. Co tam chciałaś?
-Ymmm...Chciałam zapytać czy nie miałabyś ochoty przejść się ze mną do lekarza?
-Jasne! O której? -odpowiedziała od razu.
-No w sumie to za chwilę. Przyjdź pod mój blok. Wiesz gdzie mieszkam?
-Oczywiście, już idę. - rozłączyła się.
Wyszłam z domu, ale tym razem nie zamknęłam drzwi. Zeszłam na dół i chwilę poczekałam, a potem ujrzałam Kasię. Podeszła do mnie i uściskała, jakbym była jej najlepszą przyjaciółką. Po chwili byłyśmy już w drodze do lekarza.
-A co Ci się stało? -zapytała.
-Chyba się przeziębiłam... Muszę iść po jakieś leki. - skłamałam.
Nastała cisza. Moja nowa koleżanka chyba domyślała się, że nie mówię jej prawdy.
-Naprawdę?-spytała zdziwiona.
-Tak. Teraz ja mam pytanie. Stało się coś w Twoim domu? Słyszałam krzyki i płacz...
-Aaa, nie. To tylko starsza siostra przyjechała i od razu zbiła ulubioną wazę taty, a on na nią nakrzyczał. - uśmiechnęła się.
-Masz siostrę? - zapytałam zaskoczona.
-Taa... O to chyba tu. Ustaw się w kolejkę. - zmieniła temat.
Wykonałam jej polecenia. Chwilę później wchodziłam do gabinetu. Ujrzałam siedzącego na dużym fotelu doktora, który był nieziemsko przystojny. Uśmiechnął się do mnie i wskazał mi miejsce naprzeciwko siebie. Usiadłam.
- W czym problem? - zapytał troskliwym głosem.
-Chciałabym sprawdzić, czy wszystko OK z moimi żebrami. - odparłam nieśmiało. Spojrzał na mnie podejrzanie.
-A dlaczego miałoby być z nimi coś nie tak?
-Miałam ostatnio mały wypadek i nie wiem czy nic sobie nie połamałam. Trochę mnie boli.
-Rozumiem. Chodź, zrobimy Ci prześwietlenie.
Wykonał mi to trochę dziwne badanie i z powrotem byliśmy w jego gabinecie.
-Nie masz złamanych żeber, ale zauważyłem, że jesteś poobijana i masz wiele siniaków. Na pewno wszystko dobrze? - zmartwił się.
- Tak, to przez ten wypadek. Czyli, że mogę już iść?
- Czyli, że możesz już iść. Do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedziałam zamykając drzwi.
Przed pomieszczeniem czekała na mnie Kasia. Zdziwiła się, gdy powiedziałam jej, że nic nie muszę kupować. Postanowiłyśmy iść do baru i coś zjeść.
W lokalu było wiele ludzi. Większość z nich to jacyś pijani mężczyźni. Zajęłyśmy miejsce przy oknie. Po chwili podeszła do nas kobieta, najwidoczniej znudzona pracą i życiem. Zapytała, co podać. Ja poprosiłam o kartacze i herbatę, a Kaśka zamówiła gołąbki. Musiałyśmy sporo poczekać na jedzenie, ale w czasie tego sporo się dowiedziałam o nowej znajomej. W końcu ta sama pani przyniosła zamówienia. Zjadłyśmy wszystko bardzo szybko. Dania były bardzo średnie, ale nie narzekałam, bo wiedziałam, że w domu i tak nic lepszego nie dostanę. Potem chciałyśmy zapłacić rachunek.
-Zapłacisz za mnie? Nie wzięłam pieniędzy. - zasmuciła się Kasia.
-Myślałam, że Ty masz kasę. Ja też jestem bez grosza, a to sporo kosztowało. - także posmutniałam.
Zaczęłyśmy się zastanawiać, co mamy zrobić. Popytałyśmy ludzi, czy nie mogą nam pożyczyć, ale nikt nie wyraził na to chęci. Później wpadłyśmy na pomysł, żeby kogoś okraść, ale żadna z nas nie była do tego zdolna. Zapadła cisza. Po chwili Kaśka nachyliła się i szepnęła mi do ucha:
-Podejdź powoli do drzwi, wtapiając się w tłum. Ja udam, że idę do łazienki, a potem uciekniemy nie płacąc.
Wiem, że to był zły pomysł, ale w pierwszej chwili wydał mi się genialny. Zgodziłam się. Kasia poszła do łazienki, a ja powolutku chodząc między ludźmi znalazłam się koło drzwi. Kiedy zauważyłam, że koleżanka idzie w moją stronę, otworzyłam i wybiegłam najszybciej jak tylko umiałam. Kaśka mnie dogoniła i pobiegłyśmy do parku. Po drodze zgubiłyśmy kelnerkę, która nas goniła. Usiadłyśmy na ławce, a moja towarzyszka zapaliła papierosa.
-Nie powinnaś palić w tym wieku. - skomentowałam. Spojrzała tylko na mnie i zadziornie się uśmiechnęła. Wywołała na mnie dobre wrażenie. Wiem, że z nią mogłam ,,konie kraść'', tak samo jak jedzenie z baru...
Po jakiejś godzinie wracałyśmy do domu. Odprowadziła mnie pod blok i pożegnała czule. Weszłam na swoje piętro i wzięłam głęboki wdech. Okazało się, że Grażyna wyszła. Odetchnęłam z ulgą. Zamknęłam się w pokoju i napisałam do Kaśki.
*Dzięki za udany dzień. :)*
Po chwili odpisała:
*Oj, Milenka. Jaka Ty niegrzeczna. :D*
Zaśmiałam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.