niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 2

Postanowiłam, że dzisiaj zrobię sobie dzień wolny od szkoły. Przez kilka ostatnich dni pojawiałam się tam zbyt często, jak na mnie. Doprowadziło to do zdziwienia i pytań nauczycieli i rówieśników. Oczywiście, nie obyło się bez docinek Amber i jej przyjaciółek, które jak zwykle olewałam. Naprawdę, już dawno przestały mnie obchodzić.
Dzisiaj chciałam się wybrać na zakupy za zarobione ostatnio pieniądze. Nie będą to zbyt duże zakupy, ale kupię wszystko, co jest potrzebne.
Z rana, gdy matka jeszcze spała ubrałam się i po cichutku wyszłam z domu. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale zamknęłam drzwi na klucz. Miałam dosyć awantur, więc postanowiłam, że porozmawiam z trzeźwą Grażyną. Miałam głupią nadzieję, że to coś da.
Tak więc wyszłam z bloku i udałam się do najbliższego sklepu. Wzięła koszyk i zaczęłam zakupy. Wkładałam do niego najtańsze i najbardziej potrzebne produkty. Zawsze sprawdzałam cenę i liczyłam koszty. Ogólnie zapłaciłam 54, 90 zł. W tym kraju, a szczególnie w stolicy wszystko jest takie drogie...
Potem przeszłam się jeszcze do parku. Spotkałam tam grupkę osób z mojej klasy, którzy tak jak ja często wagarowali. Spokojnie przeszłam koło nich. Na początku zdawało się, że jest ich więcej. Tak naprawdę siedziały tylko dwie osoby. Kasia i Daria.
-Cześć. - powiedziała jedna z nich, kiedy je omijałam. Zatrzymałam się i spojrzałam na nie. To dziwne, bo nigdy nic do mnie nie mówiły.
-Hej. - odrzekłam cicho.
-Może posiedzisz z nami? No chyba, że idziesz do budy.- powiedziała Kaśka.
Od początku zdawała mi się fajniejsza od Darii. Widać było, że też doświadczyła wiele w życiu. Jej matka chyba nie żyła, a ojciec nie miał dla niej czasu. Oprócz niego miała też dużo starszego brata. Nigdy o nim nie mówiła. Ich relacje pewnie nie były najlepsze. Natomiast Daria była bogata. Zachowywała się tak z własnego wyboru. Buntowała się przeciwko rodzicom, którzy chcieli zrobić z niej gwiazdę. Jeszcze trochę i przypominałaby Amber.
Obie dziewczyny były jakby postrachem w klasie. Nikt nie odważyłby się do nich przyłączyć bez zaproszenia. Co prawda, nie drwiły z innych, ale jeśli ktoś je zdenerwował potrafiły przyłożyć. Wszyscy uważali, że można się do nich odezwać tylko, jeśli one zaczną pierwsze.
Miałam nadzieję, że nie chciały mnie pobić. Miałam już wystarczająco dużo siniaków.
-Nie, nie idę. Chciałam trochę pooddychać świeżym powietrzem. -odpowiedziałam. Daria spojrzała na mnie ,,spod byka'', a Kasia uśmiechnęła się serdecznie.
-Siadaj.- wskazała mi miejsce obok siebie.- Tylko nie licz na świeże powietrze, bo palimy jak smoki.- zaśmiała się.
Wzięłam głęboki oddech i usiadłam przy niej. Najpierw tylko przysłuchiwałam się ich dyskusji, potem Kaśka poczęstowała mnie papierosem i tym samym włączyła mnie do rozmowy.
-Nie, dzięki. Nie palę.- pokręciłam głową. Nie miałam pieniędzy na kupowanie fajek.
-To zacznij. - zachęcała Daria, jednak ta druga zrozumiała odmowę i schowała paczkę.
-Czemu tak często wagarujesz? -zapytała Kasia.
-Nie lubię szkoły. Lekcje są takie nudne, nauczycielki wredne. Nie cierpię się uczyć. - uśmiechnęłam się sztucznie. Skłamałam. Przecież nie powiem obcym osobom prawdziwego powodu. Zresztą nie miałam się czym chwalić. Na pewno by mnie nie zrozumiały.
-Podobnie jak ja. -powiedziała Kaśka. Widać było w jej oczach, że także kłamie. W tym momencie przypomniałam sobie o Grażynie, która została zamknięta w mieszkaniu. Na pewno dawno wstała i była wkurzona, że nie może iść i przepić ostatnich pieniędzy.
-Sorry, dziewczyny. Musze już iść. Miło było z Wami posiedzieć. Cześć.-  wstałam i szybkim krokiem odeszłam. Po chwili usłyszałam, że ktoś za mną biegnie.
-Zaczekaj!
Zatrzymałam się i obróciłam.
-Tu masz mój numer. Dzwoń, jakbyś coś potrzebowała. Masz komórkę, co nie?
-Tak, dzięki. - odeszłam.
Kilka minut później byłam już pod blokiem. Zdyszana weszłam po schodach na samą górę, gdzie znajdowało się moje mieszkanie. Otworzyłam drzwi i weszłam, a następnie znowu je zakluczyłam. Udałam się do kuchni. Zobaczyłam tam Grażynę.
-Cześć, mamo. Zrobiłam zakupy. - spokojnie zaczęłam wykładać wszystko do lodówki i szafek.
-Gówniaro, dlaczego zamknęłaś drzwi?! Byłam umówiona!!-szturchnęła mnie. Podniosła rękę, aby wymierzyć mi cios. Złapałam ją w ostatnim momencie.
-Nie. - spojrzałam jej prosto w oczy, co jeszcze bardziej ją rozwścieczyło.- Mam już tego dosyć. Nie możesz mnie bić tak bezkarnie.
-Nie masz nic do powiedzenia! Jesteś jeszcze głupią smarkulą! Mogę zrobić z Tobą, co tylko zechcę!- krzyczała.
-Nie jestem przedmiotem! Nienawidzę Cię!! - wyrwałam się i zaczęłam uciekać. Matka złapała jakiś tłuczek do ziemniaków i ruszyła za mną. Dogoniła mnie i uderzyła tym po plecach z całej siły. Zgięłam się z bólu, a w moich oczach pojawiły się łzy. Następny cios dostałam w żebra. Zgięłam się w druga stronę. Zebrałam się w sobie i pomimo ogromnego bólu uciekłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Ona jeszcze przez chwilę waliła w drzwi, ale potem odeszła. Nie sądziłam, że jest w stanie zrobić coś takiego, kiedy jest trzeźwa. Wiedziałam, że jutro nie pójdę znowu do szkoły. Może nawet nie wyjdę z domu, chyba że do lekarza. Musiałam  sprawdzić, czy nie złamała mi żeber.
Moja matka to potwór... 

1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.