Dzisiaj, jak każdego rana, wstałam bardzo wcześnie. Około piątej. Musiałam przygotować śniadanie dla matki, która poprzedniego dnia znowu wróciła pijana. Zrobiłam jej kanapki z szynką i pomidorem, takie jak lubiła. Nie chciałam jej rozwścieczyć od samego początku dnia. Wiedziałam, że będzie miała kaca. Zwykle robiłam jej jeszcze koktajl bananowy, który podobno jej pomagał, ale tym razem nie miałam bananów. Pewnie oberwie mi się za to tego wieczoru.
Następnie poszłam się wykąpać. Postanowiłam, że odwiedzę szkołę. Przynajmniej na kilka lekcji, bo potem muszę iść do pracy. Starsza pani z bloku naprzeciwko poprosiła, żebym posprzątała jej dom. Zgodziła się mi podarować za to 50zł. Bardzo hojnie, jak na wysprzątanie małego mieszkanka.
Ubrałam się w ubrania, które miałam na sobie wczoraj. Do torebki wrzuciłam jeden zeszyt i jakiś długopis, który leżał na biurku. Nie wiedziałam nawet czy jeszcze pisze.
Wyszłam z domu szybkim krokiem, gdy Grażyna jeszcze spała. Doszłam na przystanek i czekałam na autobus. Kiedy przyjechał, wsiadłam i zajęłam pierwsze wolne miejsce. Po chwili poczułam jak ktoś dotknął mojego ramienia. Obróciłam się.
-Nie do wiary! Nasza przyjaciółka Milenka nareszcie pojawiła się w szkole! -zaczęły głośno chichotać dziewczyny, które bardzo mnie nie lubiły i dokuczały mi, bo nie byłam równie bogata jak one.
Zignorowałam je i spojrzałam przez okno. Po ulicach chodzili zmęczeni monotonią ludzie. Widać to było po ich twarzach. W zaułkach leżały brudne koty, biegały szczury. Ponura Warszawa...Szczerze mówiąc to nie lubiłam tego miasta. Było tu wszystkiego za dużo. Duża ilość wysokich budynków bardzo przytłaczała. Wszystko było szare. Tylko gdzieniegdzie można zauważyć jakąś zieleń.
Właśnie przejechaliśmy koło Pałacu Kultury i Nauki. To dziwne, że jeszcze nigdy w nim nie byłam, chociaż mieszkam tu od urodzenia. Brak czasu i brak pieniędzy.
W końcu dotarłam do swojej szkoły. Kiedy wysiadałam z pojazdu jedna z tych wrednych dziewczyn, Amber, popchnęła mnie, że prawie upadłam. Spojrzałam na nią groźnie. Próbowała ukryć śmiech, ale jakoś nie bardzo jej to wychodziło. Dziwiłam się, że uczyła się w tej szkole, co ja. Przecież miała tyle środków, że mogłaby chodzić do prywatnej. Postanowiłam, że zapytam ją o to przy najbliższej okazji.
Udałam się w stronę drzwi, a potem do szatni. Nie zmieniałam butów, po prostu poszłam tak, aby zmylić sprzątaczki, które miały bzika na punkcie zmiany obuwia. W tej chwili do pomieszczenia weszły również te żmije.
-Oj, nie masz bucików na zmianę? Wiesz co? Widziałam jakieś na śmietniku. To chyba Twój rozmiar!- znowu zaczęły się śmiać.
-Słuchaj, Amber. Dlaczego Wy chodzicie do tej szkoły? Przecież stać Was na prywatną.- nie skomentowałam jej wypowiedzi.
-No wiesz... W szkołach prywatnych nie ma takich ludzi, jak Ty, z których można by się ponabijać.- odeszły.
One były naprawdę okrutne, ale i tak znosiłam je lepiej niż moją matkę.
Na nieszczęście pierwszą lekcją okazał się w-f. Co za pech! Przecież miałam pełno siniaków na rękach. Nie mogłam założyć koszulki z krótkim rękawem, bo wtedy ktoś by to zauważył i wypytywał, o co chodzi. Westchnęłam na dźwięk dzwonka. Na pewno znajdę jakąś wymówkę.
Udałam się pod salę gimnastyczną, gdzie już wszyscy czekali. Nie było jeszcze nauczyciela, więc szybko zajęłam miejsce w szeregu. Po chwili i on się pojawił.
-Dzień dobry. - powiedział niskim głosem. Pan Marek był bardzo przystojny i sympatyczny. Podkochiwało się w nim mnóstwo dziewcząt. Dla mnie był tylko zwykłym nauczycielem.
-Dzień dobry. - odpowiedzieliśmy.
-Dzisiaj zajmiemy się lekkoatletyką. Kto jest nieobecny? Pewnie jak zwykle Milena.
-Jestem, proszę pana. - odezwałam się.
-A to niespodzianka. - odpowiedział. Usłyszałam chichot.
Weszliśmy do salki. Pan Marek chwycił mnie za ramię i zatrzymał. Pewnie chodziło o to, że byłam nieprzygotowana do lekcji. Jako jedyna.
-Milenka, dlaczego nie masz stroju?
-Ja... Zapomniałam wziąć. -skłamałam. W rzeczywistości specjalnie go nie spakowałam.
-No cóż... Podkasz rękawy i biegnij na rozgrzewkę.- skwitował.
-Ja nie mogę! -wyrwało mi się.
-Czego nie możesz? -spojrzał zdziwiony.
-Nie mogę... ćwiczyć. Jestem...ymm... niedysponowana. -wymyśliłam na poczekaniu.- I źle się czuję.
Popatrzył na mnie i chwilę się zastanowił.
-Nie chodzisz do szkoły, a jak już przyjdziesz to nie bierzesz udziału w lekcji. W tym roku na pewno nie zdasz... Dobrze, siadaj.
Uff! Udało się!
Lekcja minęła mi dosyć szybko. Cały czas patrzyłam na innych uczniów z klasy, którzy męczyli się wykonując trudne ćwiczenia. Po trzeciej lekcji wymknęłam się ze szkoły. Udałam się prosto do domu staruszki z bloku naprzeciwko, z którą byłam umówiona. Przywitała mnie serdecznie. Chciałam od razu zabrać się do pracy, ale ona zaprosiła mnie do kuchni na herbatę. Zgodziłam się. W końcu miałam okazję z kimś porozmawiać. Usiadłyśmy przy stoliku przy gorącej, owocowej herbatce.
-To miłe, że istnieją na świecie jeszcze takie osoby, które chcą pomagać ludziom.- powiedziała staruszka.
-Tak... Naprawdę bardzo chętnie posprzątałabym pani za darmo, ale są mi potrzebne pieniądze.
-Po co takiej młodej dziewczynie tyle pieniędzy? -zdziwiła się.
-Przykro mi, ale nie mogę powiedzieć. -spuściłam głowę. Wstydziłam się rozmawiać o mojej rodzinie i moich potrzebach. Czułam na sobie jej zaniepokojony wzrok.
-Spokojnie, dziecko. Mnie możesz powiedzieć. Nie jestem jedną z tych kobiet, które obgadują wszystkich na dzielnicy.
To mnie przekonało. Mimowolnie jej zaufałam i czułam, że mogę wyznać jej swój sekret.
-No, bo wie pani... Kilka lat temu tata zostawił nas i odszedł do innej. Moja matka zaczęła dużo pić i zaniedbuje swoje obowiązki. Nie ma pracy i nie utrzymuje domu, więc muszę robić za nią wszystko. Każdy grosz się liczy. Szukam jakichś prac dorywczych, żeby spłacić chociaż te najważniejsze rachunki. Wszystkie pieniądze z opieki i alimenty zabiera mama, a na opłaty prawie nic nie zostaje. Nie chcę znowu nie mieć prądu przez kilka miesięcy. - zasmuciłam się.
-Och, moje biedactwo... - pogładziła mnie po włosach. - Za sprzątanie zapłacę Ci 60zł, a w dodatku możesz zrobić mi zakupy. Dam Ci listę i pieniądze, a za przysługę także zapłacę. Mam nadzieję, że mnie nie okradniesz. - powiedziała. Wypiłam ostatni łyk napoju i odpowiedziałam:
-Oczywiście. Już zabieram się do pracy.
Wzięłam środki czyszczące, które mi wskazała i ruszyłam. Najpierw poodkurzałam, potem powycierałam kurze, poustawiałam jej kolekcję figurek, a na koniec pozmywałam. Zmęczona już wysiłkiem zabrałam listę zakupów i pieniądze i udałam się do sklepu. Kupiłam wszystko, co było na liście. Zostało 10zł reszty. Kusiło mnie, żeby je zabrać, ale opamiętałam się. Wróciłam do mieszkania staruszki i oddałam jej resztę i produkty. Podziękowała mi, wręczyła 30 zł oraz pozostałe pieniądze. Ucieszona wróciłam do domu. Grażyny jeszcze nie było.
Poszłam do swojego pokoju, ale za jakiś czas usłyszałam natarczywe pukanie do drzwi. Wiedziałam, że znowu się zaczyna. Powoli przeszłam do holu i otworzyłam. Ujrzałam wysokiego, napakowanego mężczyznę, który trzymał na rękach nieprzytomną Grażynę. Spojrzał na mnie podejrzanie, a potem z zaciekawieniem. Już chciał wejść do domu, ale zatrzymałam go słowami:
-Wezmę ją. Może już pan iść. -niestety koleś był uparty.
-A co jeśli nie chcę wcale iść? -zataczał się. Był tylko trochę mniej pijany od mojej matki.
-To masz problem. - przejęłam kobietę.
-Oj, jaka niegrzeczna. Mam nadzieję, że jesteś tak samo dobra jak Twoja mamusia. - postawił nogę w progu. Kopnęłam go w piszczel i szybko zatrzasnęłam drzwi. O mały włos! Zaniosłam matkę do sypialni i ułożyłam ją wygodnie. Najpierw sama wzięłam prysznic, a potem napuściłam całą wannę wody. Poszłam do pokoju po ubrania na przebranie Grażyny. Następnie zaciągnęłam ją tam i rozebrałam. Wsadziłam do wanny i dokładnie umyłam gąbką.
Wiele razy miałam ochotę zostawić ją tam samą i czekać aż się utopi. Jednak już mi przeszło. Pogodziłam się z tym, że tak musi wyglądać moje życie i zawsze dbałam o to, aby podczas kąpieli nic się jej nie stało. Poza tym cała wina spadłaby na mnie.
Wyciągnęłam matkę z wody, ubrałam i zaniosłam do pokoju. Nie była ciężka, bo żyła samym alkoholem i jadła bardzo mało. Była prawie taka chuda jak ja.
Szybko oddaliłam się do swojego pokoiku i tym razem zamknęłam drzwi na klucz. Nie miałam dziś ochoty na kłótnię z Grażyną i na kolejne siniaki.
Kilka godzin później usłyszałam krzyk. Obudziła się. Zaraz pewnie tu przyjdzie, ale nie wejdzie.
-Smarkulo, dlaczego nie zrobiłaś mi tego czegoś z bananów? Cały dzień bolała mnie głowa!! I w ogóle to otwórz te drzwi!!
-Przepraszam mamusiu. Nie otworzę, nie mogę. Odejdź. Idź spać. - mówiłam w miarę spokojnym, ale oczywiście udawanym głosem. Chwilę jeszcze powaliła w drzwi i odeszła. Tym razem mi się upiekło.
;-; Nie dobijaj kobieto ;-;
OdpowiedzUsuńRozdzial mega <333